sobota, 31 sierpień 2019 14:17

Filip Waligórski - Ku ludowości

Kilka numerów temu poruszałem kwestie działalności lokalnej, teraz chciałbym skupić się na lokalnym myśleniu oraz poczuciu moim zdaniem najważniejszego ale też najbardziej dziś  lekceważonego elementu tożsamości każdego z nas, jakim jest tożsamość lokalna.

Zacznijmy więc od początku, czyli definicji tożsamości. Tożsamość polega na przypisywaniu  innym jednostkom oraz sobie samemu identyfikacji z jakimiś elementami rzeczywistości. Znamy wiele rodzajów tożsamości- płciową, rasową, narodową, klasowa Itd.

Rodzajem tożsamości, na którym chcę się skupić jest  tożsamość lokalna. Opiera się ona na najbliższym nam własnym ludzie (z którym czujemy więź), posiadającym własną kulturę historię i tradycję.

Warto też na wstępie przybliżyć wydawało by się oczywisty termin „Ojczyzna”, które to pojęcie trzeba jednak rozgraniczyć na dwie kategorie: ojczyznę realną i wyobrażoną. Ojczyzna realna (zwana często małą ojczyzną) to wszystko to z czym jesteśmy realnie związani, z czym możemy obcować na co dzień- nasza najbliższa okolica, miasto, najbliższe wsie, lasy, rzeki, czy w końcu ludzie i kultura. Zaś Ojczyzna Wyobrażona to np. Polska czy Europa, tj. terytoria na tyle duże, że nie jesteśmy w stanie w realny sposób obcować z nimi na co dzień, a identyfikacja z nimi odbywa się raczej na zasadzie bardziej umownej niżli w przypadku poczucia realnego przywiązania do ziemi w której jest się zakorzenionym.

W zdecydowanej większości nacjonaliści są mieszkańcami miast. Z moich prywatnych obserwacji wynika, że w naszym środowisku dostrzegalny jest wręcz lęk przed prowincją. Pamiętać jednak należy, że to właśnie z prowincji również zdecydowana większość z nas się wywodzi. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu wielu z naszych przodków było mieszkańcami terenów wiejskich. Gwałtowna urbanizacja oderwała ich jednak od pierwotnych siedzib, poprzez presję ekonomiczną zmuszając ich do przeniesienia się do miast.

Europejskie miasta jednak z symboli dumy i potęgi, którymi były przez lata, stały się pustymi bezbarwnymi molochami które poza zabudową historyczną, zazwyczaj ulokowaną centralnie, są morzem betonu, socrealistycznych bloków, i korporacyjnych wieżowców, wykorzeniających naszą tożsamość, zabijających więzi między ludzkie.

Socjalizm ze swoją skrajną polityką wynaradawiania polskich ludów, i ze swoimi blokami z wielkiej płyty,  jak i kapitalizm ze swymi galeriami handlowymi i amerykanizacją naszej kultury dokonały w kilkadziesiąt lat spustoszenia całej naszej kultury (a raczej kultur), która trwała na naszych ziemiach od lat kilkuset. Większość gwar przez „polonizację” dokonaną przez komunistów praktycznie wyszła z powszechnego użycia. Udało się je zachować tylko garstce ludów na czele ze Ślązakami i Kaszubami (w których to przypadku należy mówić raczej o odrębnych językach). Jednak nawet tak krwiożerczy rak jakim był komunizm nie zdołał wyplenić naszych lokalnych gwar całkowicie.  Jeśli ktoś myśli, że będąc mieszkańcem Lublina, Radomia, Kielc czy Łodzi nie posiada własnego dialektu/gwary ten znajduje się w ogromnym błędzie. Każdy region Polski wciąż charakteryzuje się własnymi cechami językowymi. Niektóre nawet w takim stopniu że mogą sprawiać problemy w zrozumieniu mieszkańcowi innej części naszego kraju. W większości przypadków nie zobaczymy tego w miastach, jednak jeśli wyjedziemy kilkanaście kilometrów za nie i podejmiemy dyskusje ze starszymi ludźmi okaże się, że jesteśmy już w innym świecie. Istnieje wiele słowników gwarowych, jak i stron internetowych, na których możemy znaleźć elementy odróżniające nasze lokalne języki od będącego w powszechnym użyciu Polskiego. Ktoś może zacząć się burzyć „jak to? Co mi się nie podoba w języku Polskim dlaczego wszyscy Polacy nie mogą mówić tak samo, mieć takiej samej kultury?” Nie możemy jej mieć ponieważ z zasady jesteśmy inni, naród Polski jest historycznie tworem, na który złożyło się kilkadziesiąt zakorzenionych we własnej ziemi ludów, a my jako nacjonaliści czyli ruch zdecydowanie tożsamościowy, nie powinniśmy w żadnym wypadku walczyć z wewnętrzną polską różnorodnością,  ale kultywować ją tak bardzo jak to możliwe. Uczyńmy ją batem na wspólną dla kapitalizmu i socjalizmu uniformizację. Czucie się Ślązakiem, Radomianinem czy Rzeszowiakiem nie ma być dodatkiem do polskości, nie ma jej też przeczyć, wręcz przeciwnie ma być dla ciebie solidnym fundamentem, na którym oprzesz swoją tożsamość narodową. Tak jak na swojej polskości opierasz tożsamość europejską.

Jak więc pogłębić swoją więź z ziemią poza nauką lokalnego dialektu? Niemal w każdym regionie etnograficznym znajdziemy muzea zajmujące się promowaniem tegoż właśnie regionu. Odwiedziny w takim miejscu powinny być moim zdaniem obowiązkowe dla każdego, kto chce zwać się nacjonalistą.  Znajdziemy w nich często przykłady lokalnej architektury wiejskiej, a zawsze dorobek kultury ludowej (rzeźby w drewnie, hafty, ludowe stroje, obrazy religijne). Spotykaj się też ze starszymi ludźmi czy to z twojej rodziny czy też spoza niej (szczególnie z mieszkańcami wsi), możesz od nich uzyskać informacje, których nie usłyszysz od najlepszych etnografów badających Twój region.

Kolejną obowiązkową powinnością jest jak najgłębsze zwiedzenie i poznanie swojego regionu. Piesze wędrówki powinny być nieodłącznym elementem pogłębiania naszego zakorzenienia. Z przykładem wychodzi nam Rumuńska Żelazna Gwardia, w ramach której takowe obowiązkowe wędrówki odbywały się raz w tygodniu. Jeśli chodzi o inspiracje to warty uwagi jest także niemiecki ruch młodzieżowy Wandervogel, o którym swego czasu ukazał się w „Szturmie” artykuł Marty Niemczyk, do którego serdecznie odsyłam.

Moim zdaniem kwestie, które wymieniłem to zdecydowanie najlepsze kroki „na start” do odbudowy lokalnych tożsamości, nie czekaj więc i zacznij realizować je już dziś.

Skoro omówiliśmy kwestię „ziemi”, teraz pora na krew. Szkoły nie uczą o lokalnych bohaterach, zdobywaj więc o nich wiedzę samemu. Być może odkryjesz także jednostki zapomniane poprzez swoją działalność antysystemową? Pamiętając i czcząc swoich lokalnych bohaterów nie popadaj jednocześnie w rocznicowy cukierkowy patriotyzm. Podchodź do tego jak najbardziej mistycznie, niech czerń zmroku i płonące pochodnie dodadzą powagi uroczystościom historycznym, które organizujesz. Gdy mówimy o pamięci o lokalnych bohaterach od razu przychodzą nam do głowy żołnierze, rycerze czy działacze polityczni, ludzie którzy nasączyli ziemię swą krwią w ramach walk na polach bitew czy ulicach. Zdecydowanie to oni położyli kamień węgielny pod naszą obecną egzystencję jak i przetrwanie naszych wspólnot, jednak pamiętać trzeba także o społecznikach, artystach, inżynierach i wszystkich innych, którzy swoim dorobkiem dołożyli cegiełkę do rozwoju twojego regionu.

Niech nasz Patriotyzm przypomina ten Żelaznej Gwardii noszącej na szyjach woreczki z ziemią przesiąkniętą krwią rumuńskich bohaterów. To patriotyzm ludzi odczuwających realną duchową więź ze swymi przodkami. Niech jego fundamentem będzie poniższy cytat Kapitana który moim zdaniem najlepiej podsumuje ten tekst.

„Wojny były wygrywane przez tych, którzy potrafili przywołać tajemnicze niewidzialne siły z zaświatów i zapewnić sobie ich pomoc. Te tajemnicze siły to dusze zmarłych, dusze naszych przodków, którzy byli przywiązani do tej ziemi, do naszych pól i lasów, i którzy zginęli w obronie tej ziemi, a dzisiaj są przywoływani, dzięki pamięci o nich, przez nas – ich wnuków i prawnuków.”

 

Filip Waligórski