środa, 31 lipiec 2019 19:06

Marcin Bebko - Islamizacja Polski?

Nadchodzi islam

Czy Polsce i Europie zagraża islamizacja? Patrząc na pojawiające się od czasu do czasu artykuły i posty działaczy środowiska politycznego określającego się mianem nacjonalistów dojść można do wniosku, że wróg czyha u bram. Hordy mahometan pod wodzą Saladyna czy innego Sulejmana lub Mehmeta szykują się, aby wprowadzić w naszym kraju nad Wisłą kalifat i egzekwować prawo szariatu wobec niewiernych. Tych którzy oczywiście przeżyją, ponieważ jak powszechnie wiadomo na głowy odstępców od jedynej i prawdziwej wiary czeka wyłącznie miecz. Bojownicy dżihadu czekają z palcami na spuście na sygnał od brodatych imamów aby wysadzać kościoły i domy. Trzeba być uważnym i czujnym ponieważ za momencik z półek zniknie wieprzowina i alkohol. Za chwilę piękne Polki zostaną zniewolone i okryte hidżabem, zmuszone będą wieść żywot w haremach szejków. Ich mężowie uprowadzeni zostaną w jasyr i wieść będą jałowe życie niewolników. Dzieci spotka również los tragiczny, zasilą szeregi janczarów i wynarodowieni i pozbawieni własnej tożsamości wchłonięci zostaną przez masy muzułmanów.

Wizja taka jest obecna w przekazie z “prawej” strony i przez pewien czas stanowiła również ważną kwestię dla obecnej władzy. Instrumentalizacja strachu przed uchodźcami, zwłaszcza będącymi muzułmanami była częścią działań mających na celu pozyskanie jak największej ilości zwolenników. Czy faktycznie to jednak islam stanowi zagrożenie dla naszej kultury, naszej tożsamości i dla naszego fizycznego istnienia? Czy islamski terroryzm jest czynnikiem, który pod znakiem zapytania stawia naszą dalszą egzystencję? Zastanówmy się chwilę nad tym co jest przyczyną konfliktu islamu z naszą częścią świata. Czy powodem są różnice religijne? Czy dzisiejszy terroryzm islamski to kontynuacja walk z okresu krucjat i rekonkwisty? Czy walka toczy się o święte miejsca a wrogiem jest chrześcijaństwo? Czy konflikt jaki ma miejsce dzisiaj toczy się wokół tego czy Jezus był Mesjaszem czy też był jednym z proroków? Czy spieramy się o to czyja wiara jest tą prawdziwą i komu sprzyja Bóg? Ile z tych pytań znajdzie swoją twierdzącą odpowiedź? Wszystkie, a może żadne?


Spotkania

Prawdą jest, że pierwsze zetknięcie się na wielką skalę obydwu cywilizacji, europejskiej i arabskiej nastąpiło w wyniku konfliktu. Krucjaty i walki jakie miały miejsce w okresie XI-XIII wieku w Ziemi Świętej jak również późniejszy upadek Konstantynopola oraz ostateczne zwycięstwo nad Maurami w XV wieku świadczą o tym jak pełna przemocy była to relacja. W międzyczasie mamy oczywiście rozwijający się handel ale w powszechnej świadomości kontakt ze światem islamu przebiegał pod znakiem wojny a nie pokoju. Przy czym zarówno Arabowie czy też szerzej muzułmanie jak i Europejczycy byli zarówno agresorami jak i ofiarami. Późniejsza ekspansja Osmanów na Bałkany w XV-XVII wieku oraz dalej, w kierunku Środkowej Europy była kolejnym zderzeniem kultur i odrębnych światów. W świadomości Słowian Południowych lata tureckiej dominacji to okres cierpienia i prześladowań. Podobnie dla Greków i Rumunów. Patrząc z lotu ptaka na kilka ostatnich stuleci, w których jest miejsce na odsiecz Wiedeńską, walki wyzwoleńcze w Grecji, wojnę krymską i późniejsze wojny bałkańskie widać, że rzadkie były okresy kiedy pomiędzy dar al islam (świat islamu, tak muzułmanie określają kraje muzułmańskie) a dar al harb (świat niewiernych, świat wojny) panował pokój. Brak trwałego pokoju nie wykluczał jednak pewnej stabilności i koegzystencji dwóch odrębnych cywilizacji.

Niemożność ostatecznego porozumienia wynikał z oczywistych różnic kulturowych, cywilizacyjnych a zwłaszcza z różnic o charakterze religijnym. Istniejące różnice nie wykluczały jednak cech wspólnych a nawet wzajemnego szacunku w obszarze uznania dla męstwa i wojowniczości przeciwnej strony. Mimo napiętych relacji obfitujących w konflikty obydwa światy współistniały obok siebie przez długi czas, blisko 500 lat. Żadna z nich nie doprowadziła do całkowitej eliminacji drugiej, wątpić też można w to czy takie było dążenie jednej lub drugiej strony. Ta swoista równowaga została naruszona w XIX wieku, kiedy to mocarstwa europejskie rozpoczęły swoje kolonialne podboje. W ciągu 100 lat udało im się objąć władzę nad całym obszarem, na którym mieszkali muzułmanie. Afryka Północna, Bliski Wschód, Bałkany i daleka Azja znalazły się we władaniu Europejczyków. Można skwitować, że był to odwet za upokorzenia i klęski doznane w czasie krucjat i walk na Bałkanach kiedy to islam kroczył od zwycięstwa do zwycięstwa, aby u schyłku XVII wieku zaczął tracić swój impet. W latach 1757-1919 dojść miało do ponad 90 przypadków, w których terytoria muzułmańskie atakowane było przez niemuzułmanów. Po II wojnie światowej duża część z tych ziem została odzyskana przez muzułmanów.

Ówczesne konflikty miały charakter symetryczny, to znaczy że obydwie strony dysponowały mniej więcej takim samym uzbrojeniem. Podobna była technologia i sposób prowadzenia wojny. Jest to ważne abyśmy mieli świadomość tego jak bardzo różnił się on od nadchodzących konfliktów.

Pytanie czy nowożytni Europejczycy byli tymi samymi ludźmi co ich przodkowie którzy wyruszali do Ziemi Świętej w czasie krucjat? Czy byli to godni miana rycerzy potomkowie Karola Młota, Rajmunda z Tuluzy lub Gotfryda z Bouillon, władcy Królestwa Jerozolimy? Czy XIX wieczna Europa wkroczyła na tereny zamieszkałe przez muzułmanów w imię wiary, z modlitwą na ustach gotowych aby zginąć w obronie tego w co wierzyli? Gdyby tak było to Bierdiajew nie pisałby “Nowego średniowiecza” jako wyrazu swojej dezaprobaty wobec współczesnego świata. Miejsce rycerzy zajęli urzędnicy i handlarze, kapitaliści kierowani przekonaniem o własnej wyższości, która przejawiać się miała w skuteczności z jaką eksterminowani byli tubylcy i szybkości z jaką niszczone były obce kultury. Ta zmiana w mentalności Europejczyków nie pozostała bez wpływu na ich relacje ze światem zewnętrznym oraz powstanie problemy wewnętrznych nieznanych wcześniej.

Zwycięstwo kolonializmu nie wynikało z powodu tego, że ówczesna cywilizacja europejska stanowiła szczytową formą rozwoju ludzkości a było efektem skuteczności w stosowaniu przemocy na masową skalę. Jak to? Przecież to jasne, że „ciapate” to dzikusy, nad którymi słusznie roztoczona została opieka ze strony oświeconych Europejczyków. Gdyby nie interwencja białego pana to by się tam pozabijali wszyscy. A poza tym to tam był syf, brud i ubóstwo, malaria i właściwy porządek zaprowadziła tam dopiero Europa a dokładnie to jej „lepsza” zachodnia część. Czy to przypomina argumentów wysuwanych wobec Polski? Że jej upadek XVIII wieku, jak również w latach II wojny światowej spowodowany był zacofaniem i niedorozwojem? Że oto Zachód świeci jasno a my się odwracamy od niego bo nam wstyd że my tacy jacyś niedopasowani? Czy i dzisiaj nieraz nie pobrzmiewają echa takich wypowiedzi?

Mówienie o peryferyjności w odniesieniu do Polski to temat tabu, ale w podobnej sytuacji jak podczas zaborów czy też w latach okupacji niemiecko-sowieckiej a potem sowieckiej znalazły się kraje zamieszkane przez muzułmanów. Chociaż my “kolonizowani” byliśmy i w pewnym stopniu nadal jesteśmy przez EUropejczyków to nie znaczy, że siłą narzucona nam nowoczesność różni się od tego co budzi opór ze strony muzułmanów. Czy w takiej sytuacji oświeceniowe wartości z których wywodzi się współczesny liberalizm należy utożsamiać z cywilizacją Zachodu i pisać o jej nieuchronnym konflikcie ze światem islamu?

Czy islamski terroryzm obecnie wynika z chęci zniszczenia chrześcijaństwa i duchowości dawnej Europy? Nie, ponieważ cywilizacja Zachodu wyzbyła się wartości, które stanowiły o jej wyjątkowości i przenikały przez wiele lat wszystkie aspekty życia jej mieszkańców. Sztuka, architektura, idee - wszystko to oparte było na wartościach które obecnie zostały zmarginalizowane. Idee towarzyszące krzyżowcom w wiekach średnich zostały w XIX i XX wieku roztrwonione. Wartości materialne zajęły miejsce wartości duchowych, które decydowały o żywotności naszej cywilizacji. Dziś o miejscu w światowej hierarchii decyduje wartość mierzona wysokością PKB i tempem wzrostu gospodarczego. Zamiast życia ideą i dla idei mamy życie w pustce, którą próbuje wypełnić konsumpcjonizm. Postać krzyżowca jako wroga muzułmanów ma się nijak do rzeczywistości. Ideał średniowiecznego wojownika, który ślubował ubóstwo i który w ascezie upatrywał drogi duchowego rozwoju, który gotów był ponieść śmierć w imię tego w co wierzył, w Europie został zapomniany. Zastąpił go egoista i indywidualista, dla którego najważniejsze jest zaspokojenie własnych zachcianek. Świat Zachodu dzisiaj to nie świat strzelistych katedr i christianitas mających oparcie w  Absolucie. Walcząc z religią Zachód odrzucił jeden z najważniejszych elementów go definiujących i stanowiący o jego wyjątkowości. Zamiast tego mamy społeczne patologie, upadek rodziny, kryzys demograficzny i zastój gospodarczy powiązany z  finansjeryzacją. Takie społeczeństwo budzić musi niechęć. Nie religia, ale zachodni sekularyzm prowadzący do odrzucenia Boga jest w dużej mierze przyczyną obecnej wrogości. Dla EUropy Tradycja to zacofanie i zabobon. W miejsce wiary mamy pseudo-ezoterykę, skomercjalizowany, pop-satanizm i okultyzm czy dziwaczne kulty UFO. Nic dziwnego, że Rene Guenon transcendencji poszukiwał  właśnie w islamie i wstąpił do sufickiego zakonu odrzucając materialistyczne podejście rozwijające się od początku XX wieku w Europie.

Dodatkowo po podziale między mocarstwa kolonialne dawnych prowincji Imperium Osmańskiego region Bliskiego Wschodu poddany został nowemu systemowi ucisku i przemocy. Terytoria te zostały poddane z dnia na dzień zagranicznej dominacji, która doprowadziła do narzucenia obcego porządku prawnego (sytuacja przypomina próby narzucenia liberalnych rozwiązań prawnych np. w zakresie definicji rodziny i jej praw w ramach Unii Europejskiej) oraz wyrugowania dawnej tradycji wzmagając poczucie wyobcowania z własnego kraju.

           

Geneza starcia cywilizacji

 

Jaka jest realna groźba zakończenia naszej egzystencji ze strony islamu? Bez wątpienia będzie ona tym bliższa, im bardziej staniemy się częścią tego co budzi odrazę i wrogość u muzułmanów. Jeśli staniemy się tacy, jak chce dzisiejszy “Zachód” to z pewnością mamy się czego obawiać. Dodatkowo nie tylko zmiany w kwestii obyczajowości i kultury wpływać będą na postrzeganie nas przez świat islamu. Wsparcie dla inicjatyw w postaci różnego rodzaju konferencji bliskowschodnich i chodzenie na pasku USA pokazują, że jesteśmy narzędziem w realizacji imperialistycznej polityki prowadzonej przez Amerykanów po płaszczykiem szerzenia “uniwersalnych wartości”. Uniwersalizm przekonań w takiej formie sprowadza się wprost do imperializmu, który wymaga użycia siły i przymusu w celu przekonania niezdecydowanych.

Przyjrzyjmy się w jakich okolicznościach doszło do powstania zjawiska islamskiego terroryzmu. Przyjmuje się, że główną inspiracją dla współczesnych działaczy była działalność Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie. Powstało ono po II wojnie światowej jako odpowiedź na brytyjski kolonializm i politykę represji stosowaną przez popieranego przez Brytyjczyków króla Faruka I. Nie mogąc znieść nędzy w jakiej przyszło żyć milionom obywateli własnego kraju działacze organizacji skupili się na powrocie do własnej tradycji i kultury, w tym do religii stanowiącej główny fundament tożsamości muzułmańskiej (swoją drogą to ciekawe, że mówimy o cywilizacji islamskiej a nie mówimy o cywilizacji chrześcijańskiej). Po II wojnie światowej, okazało się że „zwycięstwo demokracji nad faszyzmem” nie oznacza możliwości zrzucenia jarzma kolonialnego przez świat arabski. Dyktatury wojskowych szukających poparcia za granicą, najpierw ze strony ZSRR a potem USA traktowane były z niechęcią. Sprzeciw muzułmanów wobec polityki swoich przywódców w przypadku Egiptu zaczął narastać po zmianie polityki wobec Izraela. Usankcjonowanie w Camp David syjonistycznej okupacji Palestyny potraktowane zostało jako upokorzenie świata islamskiego a Sadat (ówczesny przywódca Egiptu popierany przez Zachód) uznany został za zdrajcę.

Francja i Wielka Brytania również niechętne były do oddania tego co jeszcze w 1916 roku zostało podzielone na bazie umowy Sykes-Picot. Za wszelką cenę chciały zachować swoje dawne wpływy na obszarze, który podzieliły między siebie po rozpadzie Imperium Osmańskiego, na którym powstały Liban, Syria i Jordania. Układ sił na Bliskim Wschodzie dodatkowo komplikowało powstanie państwa Izrael, początkowo jako terytorium mandatowego, a następnie na skutek podbojów jako państwa Izrael. Wraz z podnoszącą się temperaturą „zimnej wojny” syjoniści uzyskali poparcie krajów Zachodu co dało możliwość dalszej walki z ludnością arabską i powiększenie terytorium Izraela na skutek okupacji ziem zamieszkanych przez Palestyńczyków. W innych krajach do władzy dochodziły kompradorskie elity popierane przez Zachód, które realizując obce interesy uzależniały rządzone przez siebie kraje od zagranicznego kapitału i kompleksu militarno-przemysłowego. Proces dekolonizacji jaki miał miejsce po 1945 roku przyniósł zmianę w postaci przekształcenia dotychczasowego imperializmu europejskiego o charakterze terytorialnym w ponadnarodowy imperializm USA. Jako przykład może służyć Iran, gdzie Amerykanie do samego końca popierali reżim Rezy Pahlawiego, który doskonale sprawdzał się w roli marionetkowego władcy.

Elity rządzące stawały się coraz bardziej zachodnie. Naśladowanie obcych wzorców stało się oznaką i warunkiem sukcesu. Narzucone z zewnątrz wzorce w obszarze moralności, praw człowieka oraz liberalizm wzbudzały zrozumiały opór ze strony narodów, którym przyszło żyć w warunkach gdzie to obcy dyktowali im jak mają żyć. W sposób naturalny pierwszym odruchem była chęć walki o zmiany polityczne. Nadzieją miała być demokratyzacja i dopuszczenie zwyczajnych ludzi do władzy. Tak się jednak nie stało, “liberalni” politycy wspólnie z liberalnym Zachodem uznali, że nie można dopuścić do tego aby Tradycja wygrała z Postępem. Okazało się, że demokracja jest dla wybranych przez Zachód. Wolność wyboru jest dla tych, którzy potulnie będą zgadzać się na wszystko co zostanie im podyktowane. Dodatkowo Zachód poprzez IMF (Międzynarodowy Fundusz Walutowy) i inne międzynarodowe instytucje promował własne interesy, tym samym narzucając politykę gospodarczą, którą arbitralnie uznawał za właściwą. Doprowadziło to do sytuacji w której niewielka, zwesternizowana elita korzystała z wolnorynkowych reform dzięki poparciu obcych mocarstw. Rządziła ona ludźmi którzy pragnęli zmian, których nie byli w stanie przeprowadzić w demokratyczny sposób. Tak niestety działa w praktyce liberalizm.

Odmawianie ludziom prawa do narodowego samostanowienia oraz okupacja ich ojczyzny przez obce wojska są najskuteczniejszym sposobem werbunku do organizacji terrorystycznych bez względu na ich świecki lub religijny charakter. To doświadczenie spowodowało narastanie frustracji i zrodziło potrzebę zmiany w sposobie prowadzenia walki. Islam stanowił oparcie dla wielu ludzi, którzy nie zgadzali się z Zachodnią dominacją. Jednocześnie zdawano sobie sprawę, że słabość gospodarki jak i struktur państwowych uniemożliwia przeciwstawienie się światowym mocarstwom. Dostrzeżono, że bez koniecznych reform ich państwa skazane będą na rolę przedmiotów w międzynarodowych rozgrywkach. Uświadomienie sobie nierozerwalności walki o samostanowienie z postulatami dotyczącymi przemian społecznych doprowadziło do obrania jedynego w tych warunkach słusznego kierunku tj. połączenia nacjonalizmu z religią. Można śmiało powiedzieć że powstające po II wojnie światowej grupy muzułmanów walczących o swoją tożsamość i suwerenność były odpowiednikiem narodowego radykalizmu, który narodził się w efekcie sprzeciwu wobec liberalizmu i kapitalizmu. Łączył religię i nacjonalizm rozumiany zarówno jako walka o emancypację własnego narodu jak i o przemiany społeczne obejmujące cały naród. W przypadku świata islamu ważne było pojęcie ummy, czyli wspólnoty wiernych. Nabrało nowego znaczenia jako element spajający narody arabskie zamieszkujące różne państwa, jako element wykraczający poza sztucznie wytyczone granice, na które ludzie je zamieszkujący nie mieli żadnego wpływu. Decyzje podejmowano za granicą, w Europie i USA oraz w ZSRR. W Związku Sowieckim również mieszkali muzułmanie i również oni doświadczali zderzenia z nowoczesnością. Modernizacja społeczna i ekonomiczna prowadzić miała do przemian w skali światowej. Nowe społeczeństwo miało być racjonalne, postępowe, humanistyczne i świeckie. Wywoływało to zrozumiały sprzeciw i zaniepokojenie.

 

Terror

 

W tej sytuacji, zdawałoby się bez wyjścia wszyscy ci którzy nie zgadzali się taki stan rzeczy sięgali po takie środki walki, które im pozostały. Jaką bronią dysponuje słaby przeciwko silnemu? Bronią tą stały działania określane jako terroryzm. W tym oczywiście zamachy samobójcze. Takie metody nie wynikają jednak ze specyfiki samego islamu, a raczej z sytuacji w której znalazł się islam w XX wieku. Samobójcze zamachy nie są cechą immanentną islamu. W naszej kulturze również czczono i szanowano wszystkich tych, którzy gotowi byli oddać życie dla swojego narodu. Uważano, że śmierć i poświęcenie dla sprawy wyróżniają prawdziwych bohaterów. Gotowość do złożenia w każdej chwili ofiary ze swojego życia wyróżniały z tłumu prawdziwych wojowników. Podobnie muzułmanie uznali, że kwestia podjęcia walki o zachowanie godności i własnej kultury w wyniku zagrażającej im ekspansji liberalnego porządku opartego o kapitalizm i społeczny modernizm wymaga radykalnych środków. Sama idea samobójczych zamachów nie wywodzi się ze świata islamu, lecz z kręgów tamilskich nacjonalistów tzw. Tamilskich Tygrysów. Była to organizacja, która zorganizowała wiele tego typu zamachów z czasem tworząc nawet specjalne jednostki, które wyspecjalizowały się w konkretnych rodzajach zamachów samobójczych, np. na morzu. Tamilskie Tygrysy były organizacją nacjonalistyczną związaną z walką o utworzenie hinduistycznego państwa niezależnego od buddystów stanowiących większość na Sri Lance (Cejlonie). Nie miała ona nic wspólnego z islamem. Wspólne były jedynie metody przejęte przez muzułmańskich bojowników.

Zamachy terrorystyczne wykorzystywane były i są nadal jako narzędzie w walce z Zachodem. Na skutek prowadzonej przez muzułmanów walki giną cywile, co wywołuje zrozumiały sprzeciw ze strony „społeczności międzynarodowej”, dodatkowo oczekującej że do głosów potępienie przyłączą się masowo pozostali muzułmanie. Trzeba jednak dodać że cywile stanowili i wciąż stanowią przeważającą część ofiar wszystkich XX wiecznych konfliktów, za które głównie odpowiadają państwa zachodnie i ich armie. Czy Zachód opłakiwał cywilne ofiary wojen w Iraku czy też operacji antyterrorystycznych w innych krajach?  Śmierć żołnierzy czy bojowników jest niejako wpisana w wybraną przez nich życiową drogę i tym samym włączenie się do bezpośrednich działań wojennych. Cywile nie mają możliwości obrony, nic dziwnego więc że w krajach arabskich gdzie dochodziło do walk z udziałem obcych żołnierzy taka śmierć budziła nienawiść. Mit wyzwolicielskich wojsk amerykańskich można porównać do „wyzwolenia” przez Sowietów Europy Środkowej. W odniesieniu do Europy Zachodniej widoczny jest przede wszystkim wzrost zagrożenia ze strony radykalnego islamu po 2003 roku, kiedy to USA i zmontowana na podstawie fałszywych i zmanipulowanych informacji koalicja zaatakowała Irak. Wcześniej operacja wojskowa NATO doprowadziła do upadku Talików, którzy nie zgodzili się na wydanie Amerykanom Osamy bin Ladena. Pretekstem do ataku na Irak były oskarżenia o posiadanie broni masowego rażenia oraz wsparcie dla islamskich terrorystów. Jedno i drugie okazało się nieprawdą. Mówimy tu o konflikcie, w którym światowe mocarstwo dysponujące potężną siłą oraz przewagą technologiczną stanęło do walki z przeciwnikiem o dużo mniejszym potencjale i możliwościach. Ameryka chciała siłą przekształcić Irak w opartą na zachodnich wzorcach demokrację która prowadzić będzie proizraelską politykę zagraniczną, wprowadzi wolny rynek i zapewni Stanom Zjednoczonym miejsce na wojskowe bazy oraz dostęp do swoich złóż ropy.  W działaniach przeciwko Irakowi wzięła również Polska, wysyłając do Iraku swoich żołnierzy. Dodatkowo pozwoliliśmy na wykorzystywanie infrastruktury przez CIA do przesłuchań osób podejrzanych o terroryzm. Praktyki te stały w sprzeczności z międzynarodowym i amerykańskim prawem i dlatego dochodziło do nich poza terytorium USA. Polska więc opowiedziała się niestety w jednoznaczny sposób za opcją wprowadzania siłą „zachodnich standardów”.

Celem amerykańsko-sojuszniczej operacji wojskowej w Iraku było oczywiście stworzenie nowoczesnego społeczeństwa zgodnego z wzorcami wypracowanymi na Zachodzie. Nowoczesność oznaczała  w tej sytuacji: liberalizm, laicyzację, indywidualizm, kapitalizm oraz dominację międzynarodowych instytucji takich jak WTO (Międzynarodowa Organizacja Handlu) oraz IMF (Międzynarodowy Fundusz Walutowy). Choć zakończona obaleniem Saddama Husajna, operacja wojskowa nie przyczyniła się do wzrostu poczucia bezpieczeństwa zarówno na Bliskim Wschodzie jak i w Europie oraz USA. Bezpośrednim rezultatem interwencji był wzrost nastrojów antyamerykańskich i antyzachodnich. Powstanie ISIS (Państwa Islamskiego) było efektem próżni powstałem po zmianie władzy. Wielu byłych funkcjonariuszy irackiego państwa nawiązało współpracę z radykalnymi islamistami i rozpoczęło budowę organizacji, która byłaby w stanie walczyć z wojskiem de facto będącym okupantem ich kraju. Jednym ze sposobów walki w tym nierównym boju stał się oczywiście terroryzm.

Po Iraku przyszła kolej na Syrię, gdzie w toku wojny domowej początkowo walki toczyły się pomiędzy siłami prezydenta Assada popieranego przez Rosję i Chiny a rebeliantami popieranymi przez USA. Wkrótce jednak na obszarze dotkniętym działaniami wojennymi, które pociągnęły za sobą destabilizację struktur państwowych pojawili się ludzie ISIS tworząc od podstaw nową władzę. Utworzony na podbitym terytorium kalifat stał się wkrótce miejscem, do którego napływali ochotnicy z całego świata aby wziąć udział w świętej wojnie, jak również aby szkolić się w organizacji zamachów terrorystycznych, które przeprowadzane miały być na terytorium wroga. Głównie chodziło oczywiście o USA i Europę. Szczęśliwie Polska jak dotąd nie doświadczyła terroru w takiej postaci, jaki stał się udziałem np. Francji, Niemiec czy Wielkiej Brytanii. W tym momencie pojawia się na horyzoncie eskalacja sytuacji na Bliskim Wschodzie w związku z napięciem w relacjach z Iranem oraz niepewna sytuacja w Palestynie. W tym drugim przypadku przyczyną jest oferta Donalda Trumpa dla terytoriów arabskich okupowanych przez Izrael. Propozycja ta może zostać potraktowana jako wyraz arogancji i ślepoty amerykańskiej administracji. Sprowadza się do sfinansowania inwestycji amerykańskich firm w Palestynie przez rząd federalny co skutkować ma poprawą jakości życia i powstaniem miejsc pracy a także rozwojem czy też tworzeniem i odbudowaniem infrastruktury, w tym dróg i zasobów mieszkaniowych. Ceną za pomoc ma być pogodzenie się z dominacją militarną i polityczną syjonistów i akceptacja dla utworzenia w przyszłości zamiast niepodległej Palestyny (co zagwarantowane zostało w rezolucji ONZ z 1947 roku) protektoratu izraelsko-amerykańskiego. Miejmy świadomość, że przemoc ze strony islamistów jest skutkiem interwencji mocarstw zachodnich i miała związek z wcześniejszym podporządkowaniem krajów muzułmańskich. Terror był odpowiedzią na okupację wojskową oraz narzucanie liberalnego porządku społecznego stojącego w sprzeczności z tradycyjną kulturą i religią regionu. To nie chrześcijaństwo i religia prowokują przemoc ze strony muzułmanów ale wprowadzana siłą, często we współpracy z autorytarnymi reżimami liberalizacja w sferze obyczajowości i kultury oraz fasadowa demokratyzacja życia politycznego towarzysząca wprowadzeniu “wolnorynkowych reform”.

 

Demografia

 

Innym aspektem mającym wpływ na postrzeganie islamu jako zagrożenia jest demografia. Islamizacja niekoniecznie musi przybierać formy zbrojnych ataków i opierać się na podporządkowaniu w drodze podbojów terytorium Europy. Proces ten może mieć przebieg w zasadzie pokojowy. Wystarczy do tego zdobycie przewagi liczebnej przez ludność muzułmańską. Może się to odbywać na skutek dodatniego w tej grupie przyrostu naturalnego, znacznie większego niż w przypadku społeczeństw europejskich. To w połączeniu z występującą wśród nich zrozumiałą skądinąd tendencją do odrzucenia laicyzacji życia społecznego, w tym życia rodzinnego prowadzić może do wzrostu napięć o charakterze międzykulturowym. Możliwa jest też konwersja na islam. O ile ten drugi sposób nie wymaga szczególnych wysiłków o charakterze technicznym, aby zostać muzułmaninem wystarczy trzykrotne publiczne powtórzenie szahady (muzułmańskiego wyznania wiary mówiącego o jednym Bogu i o Mahomecie jako jego proroku), o tyle trudnością może być przekonanie potencjalnych wiernych w Europie do podjęcia wysiłku związanego z przestrzeganiem surowych nakazów obowiązujących w islamie w sytuacji, w której spada zainteresowanie i poziom uczestnictwa w jakichkolwiek praktykach religijnych.

W świecie, gdzie jedynym wymogiem uczestnictwa w życiu zorganizowanym według demoliberalnych wzorców jest stała konsumpcja a wartość ma jedynie wymiar materialny ciężko wyobrazić sobie masową konwersję na islam. Dotyczyć to może jednak potomków ludności arabskiej (muzułmańskiej), która sprowadzona została do Europy w II połowie XX wieku jako tania siła robocza na którą w kapitalizmie zawsze jest zapotrzebowanie. W warunkach dużego bezrobocia i braku skutecznych działań asymilacyjnych nie ma się co dziwić ich radykalizacji. Jak pokazuje praktyka często drugie i kolejne pokolenia zwracają się w poszukiwaniu własnej tożsamości w stronę tradycji. Odrodzenie religijne jest reakcją na sekularyzm, relatywizm moralny, egoistyczne pobłażanie sobie. Stanowić ona ma potwierdzenie takich wartości jak porządek, dyscyplina, praca, pomoc wzajemna i ludzka solidarność. Ma to miejsce również w społeczności muzułmańskiej w Europie, która liczebnie stanowi zauważalną grupę. Udział jej w społeczeństwie w przyszłości ma się wahać od 7% (Hiszpania) do 30% w przypadku Szwecji. Ilu z nich własną tożsamość odnajdzie w radykalnych nurtach islamu? Biorąc pod uwagę, że alternatywą jest sekularne, amoralne i areligijne społeczeństwo nietrudno domyśleć się odpowiedzi na powyższe pytanie. To są właściwe powody niechęci muzułmanów do współczesnego Zachodu a nie religia chrześcijańska, która stanowi podobnie jak judaizm “religię Księgi”. Zwrot ku własnemu dziedzictwu w tym religii stanowić ma odpowiedź na lewacką propagandę. Podobnie dzieje się również wśród innych społeczności. Na skutek polityki prowadzonej przez instytucje Unii Europejskiej rośnie liczba tych, którzy gotowi są odrzucić neoliberalny porządek. Skoro promowanie mniejszości i wolnorynkowych reform budzi odrazę wśród Europejczyków, to nie ma co się dziwić podobnej reakcji wśród ludności napływowej. Działania integracyjne prowadzone w takich warunkach poniosą klęskę z uwagi na fakt, że mają one na celu wykorzenienie wszelkich kultur i tradycji narodowych. Następnym krokiem ma być stworzenie jednolitego społeczeństwa opartego na racjonalizmie, sekularyzmie, indywidualizmie i wolnorynkowych dogmatach. Ma to się odbyć na drodze procesy całkowitej homogenizacji i walki z tożsamością narodową poszczególnych społeczeństw. Dotyczy to zarówno ludności europejskiej jak i spoza samej Europy. Tylko głupiec lub oportunista nie podjąłby w takiej sytuacji walki o prawo do własnej tożsamości.

Wysoki poziom dzietności wśród ludności napływowej jest faktem. Muzułmanie w wielu przypadkach odpowiadają za dodatni poziom przyrostu naturalnego w krajach Zachodnich. Tym samym wraz z upływem czasu zmienia się struktura społeczeństw “starej Europy”. Dlaczego tak się dzieje? Korzystne warunki w postaci wsparcia finansowego, infrastruktury i opieki medycznej na odpowiednim poziomie powinny zachęcać młodych ludzi do zakładania rodziny. Tymczasem korzysta z nich ludność napływowa. Dzietność kobiet na poziomie 2,1 to minimum umożliwiające zastępowalność pokoleń. Aby można było mówić o ekspansji demograficznej konieczny jest jej radykalny wzrost. Rodziny muzułmanów to w przeważającej części rodziny wielodzietne (3-4 dzieci). Jak ma się do tego dominujący również w Polsce model rodziny 2+1? Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i powiedzieć, że dopóki forsowany będzie przekaz uznający taki model rodziny za pożądany i dodatkowo popularyzowane będą hasła stawiające na samorealizację, korzystanie z uciech życia, przedkładanie własnej wygody nad wyrzeczenie na rzecz innych, ukazywanie rodziny jako narzędzia ucisku i patriarchalnej dominacji dopóty w obszarze demografii będziemy przegrywali. Niski przyrost naturalny jest oznaką rozkładu cywilizacji na Zachodzie. Bez działań na rzecz promowania rodziny i ukazywania, że poświęcenie dla rodziny to rzecz chwalebna, czekać nas będzie podbój przez islam na drodze zwiększenia liczby ludności muzułmańskiej. To w systemie demokratycznym przekładać się będzie oczywiście na coraz większy wpływ na politykę a tym samym na rzeczywistość w której żyjemy. Może się okazać że strefa szariatu usankcjonowana zostanie prawnie na skutek decyzji politycznych wynikających z przewagi liczebnej muzułmanów. Jakie to będzie miało konsekwencje dla rdzennych Europejczyków? Dlatego trzeba zdawać sobie sprawę z niebezpieczeństwa ale jednocześnie należy spojrzeć realnie na sytuację. W dzisiejszym świecie nie da się wyeliminować zjawiska migracji, jak również zjawiska dodatniego przyrostu naturalnego wśród muzułmanów. Metodą walki powinno być promowania rodziny i gotowość do poświęcenia na rzecz odbudowania własnego potencjału demograficznego. To wymagać będzie zmiany myślenia. Patrząc na Polskę widać, że posiadanie dzieci to nie jest wyłącznie kwestia odpowiednich warunków materialnych. Program 500+ choć niewątpliwie przyczynił się do poprawy sytuacji materialnej rodzin wielodzietnych, nie spowodował wzrostu urodzeń. Rozszerzenie programu również na pierwsze dziecko niestety nic moim zdaniem nie zmieni. Należy jasno powiedzieć że obowiązek zachowania biologicznej substancji narodu wymaga wyrzeczeń i poświęcenia z myślą o przyszłych pokoleniach. Zwłaszcza że problem niekorzystnych tendencji w demografii nie kończy się na kwestii muzułmanów. W kontekście poprawy poziomu ochrony zdrowia w na coraz większym obszarze Afryki oznaczać to może, że czeka nas kolejna eksplozja urodzeń mająca tym razem swoje źródło w Afryce Subsaharyjskiej. Tym samym na horyzoncie w niedalekiej przyszłości może pojawić się kolejna wielka fala migracji na skutek presji demograficznej. Pytanie, czy do tego czasu będziemy w stanie zmienić niekorzystne dla nas tendencje i powrócić do modelu rodziny który zapewni odrodzenie naszej cywilizacji? Warto również pamiętać, że obok kwestii demograficznych istnieje szereg problemów mających swoje źródło w kryzysie współczesnej moralności. Należą do nich narastanie zachowań aspołecznych jak np. narkomania, rozkład rodziny (wzrost ilości rozwodów, dzieci nieślubne, ciąże nastolatek), słabość “kapitału społecznego” i związana z tym bierność społeczeństw wobec wyzwań współczesnego świata, folgowanie własnym potrzebom, brak zainteresowania aktywnością intelektualną i kulturową (niski poziom czytelnictwa, ograniczenie uczestnictwa w kulturze narodowej lub jej zanik). To są najważniejsze wyzwania stojące przed nami w XXI wieku. Zagrożenie ze strony imigrantów ma charakter wtórny i podlega instrumentalizacji przez polityków którym z różnych względów zależy na zachowaniu status quo i unikaniu podjęcia konkretnych działań na rzecz zmiany tej sytuacji.

 

Na zakończenie

 

Podsumowując, w mojej opinii to nie obecność islamu sama w sobie stanowi zagrożenie. Nie lekceważąc oczywiście groźby w postaci terroryzmu czy szeroko rozumianej islamizacji dokonującej się poprzez zmiany w strukturze etnicznej Europy należy jasno powiedzieć że to współczesna „cywilizacja postępu” zagraża nam najbardziej. Zagrożenie ze strony islamu to moim zdaniem efekt osłabienia siły oddziaływania naszej Tradycji i Kultury. Obecność muzułmanów w Europie i ich coraz silniej akcentowana obecność oraz ataki o charakterze terrorystycznym to niestety efekt powszechnej globalizacji. Ludzie sami z siebie nie zostają imigrantami jeśli w swojej ojczyźnie znajdują warunki do rozwoju.

W Egipcie, w latach 70 opisywano jak to po całym dniu pracy egipski chłop zmuszony był stać w kolejce żeby za ciężko zarobione pieniądze kupić amerykańskiego kurczaka a następnie zjeść go przed telewizorem kupionym za pieniądze przesłane przez dzieci z zagranicy oglądając amerykańskie seriale. Taka sytuacja występuje również w wielu krajach europejskich, w tym w Polsce. Człowiek wykorzeniony ze swojej kultury, poddany presji otoczenia i nie mający możliwości zmiany swojego położenia będzie sięgał po radykalne rozwiązania. Widać więc, że droga muzułmanów we współczesnym świecie pełna była wyzwań i cierpienia. Dotyczy to nie tylko muzułmanów ale wielu innych nacji. Zastanówmy się więc czy to islam jest ma być naszym głównym wrogiem? Czy też zagrożenie islamizacją wynika z funkcjonowania współczesnego neoliberalnego systemu który rozprzestrzenia się nie tylko w przestrzeni fizycznej ale też ogarnia kolejne dziedziny życia. Ekonomizacja życia społecznego rodzi wszędzie napięcia. Bez zmiany systemu zawsze będzie istniał podział na centrum i peryferia, czego skutkiem będzie konflikt między nimi. Monokultura o zasięgu globalnym to lewacka utopia, której wprowadzaniu towarzyszyć będzie przemoc oraz konflikty. Posługiwanie się islamem jako zagrożeniem bez pokazania skąd bierze się wrogość ze strony muzułmanów to liberalna manipulacja ukryta za neokonserwatywną maską. Na fali walki z terroryzmem wprowadzane są przecież przepisy pozwalające na inwigilację, ograniczenie prawa do wypowiedzi itp. Wojna z terrorem oznacza również intensyfikację działań mających na celu walkę z “mową nienawiści”. Może się okazać, że pod pretekstem “zderzenia cywilizacji” wprowadza się knebel na tych którzy, sprzeciwiają się systemowi a islamizacja to straszak który służyć ma dyscyplinowaniu nieposłusznych i przekonywaniu, że nie ma alternatywy dla wolnorynkowych porządków. Czy konflikt między islamem a światem zachodnim nie wynika z forsowania na siłę multikulti, które nikogo nie uszczęśliwia? Na zewnątrz z kolei zagrożenie wzrasta wraz z propagowaniem uniwersalizmu, który sprowadza się do działań mających na celu przekształcenie świata aby wyglądał jak Ameryka. Oznaki tego ostatniego procesu widać już w Polsce. Do objawów fazy upadku cywilizacji należy również przejadanie nagromadzonego kapitału. Zamiast inwestycji w obszary, które tego wymagają jest on konsumowany.

Nie chodzi więc o apologetykę islamu jako wspaniałej religii pokoju i tolerancji w zderzeniu ze złą Europą i Ameryką. Możemy przyjąć również, że islam to agresywna i obca cywilizacja. Nie zmieni to jednak faktu, że wymuszany globalizacją multikulturalizm i narzucana odgórnie modernizacja powodują zwiększenie napięć we wzajemnych kontaktach. Zwiększają również częstość występowania wzajemnych interakcji. Pamiętajmy, że do upadku potęg z przeszłości w pierwszej kolejności prowadził w pierwszej kolejności upadek i atrofia ducha. Atak z zewnątrz był tylko tego potwierdzeniem.

Zanim więc damy lajka i udostępnimy zdjęcie brodatych gości w galabijach z podpisem “Czy to jeszcze Polska?” rozejrzyjmy się po ulicach na których królują zagraniczne reklamy i masowo sprowadzane auta z Niemiec, gdzie tłumy ze smartfonami w ręku podążają od galerii do galerii. Musimy przezwyciężyć wewnętrzną słabość będącą pochodną zgnilizny Zachodu. To powinien być nasz cel. Głównym przeciwnikiem jest zagrożenie o charakterze wewnętrznym. Nie szukajmy wrogów na zewnątrz kiedy mamy ich na wyciągnięcie ręki.

 

Marcin Bebko