wtorek, 30 lipiec 2019 23:08

Grzegorz Ćwik - 9 kłamstw o "Szturmie"

„Szturm” niedługo obchodził będzie pięciolecie swojego istnienia. To niemało, a biorąc pod uwagę „przeżywalność” projektów nacjonalistycznych w naszym kraju nawet całkiem sporo. Kreowana i rozwijana przez nas idea stała się już stałym elementem myśli narodowej, a wiele z tego, co niestrudzenie promujemy i rozwijamy od prawie 5 lat, jest już w polskim nacjonalizmie mocno umocowane.

Niezmiennie od tego pojawiają od czasu do czasu na łamach różnych mediów, jak i kanałów social-media wypowiedzi na temat „Szturmu”, które są z gruntu kłamliwe i fałszywe. Podobno nieważne jak o Tobie mówią, byleby mówili. Popularna „prawda” odnosi się jednak głównie do polityki, a dziwnym trafem wyznają ją i powołują się na nią głównie ci, którzy nie przekraczają progów wyborczych. I nie ma w tym nic dziwnego, w końcu jeśli uznać, że akceptuje się powszechne powtarzanie kłamstw na swój temat, to ciężko liczyć na jakąkolwiek skuteczność w życiu publicznym.

Nie jest moim zadaniem szukać powodów powstawania takich kłamstw na nasz temat. Część wynika z pewnością ze złej woli, część z ignorancji, a część ze zwykłej głupoty. Zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszym świecie bardzo łatwo „wyrobić” sobie opinię na jakiś temat, zazwyczaj stosując zasadę auto-projekcji swoich lęków i kompleksów. Stąd już tylko krok, i to mały, do widzenia we wszystkim „faszyzmu”, „socjalizmu” czy innych dawno już zaprzeszłych zjawisk. Do tego generalnie słaby poziom intelektualny młodej generacji Polaków, niski poziom edukacji oraz idące jak zawsze z tym w parze doktrynerstwo i myślenie zero-jedynkowe daje w efekcie bezrefleksyjne powtarzanie różnej maści głupstw.

Dlatego też postanowiłem zebrać co częściej powtarzające się kłamstwa na nasz temat i pokrótce je wypunktować. Tylko bowiem prawda jest ciekawa.

Kłamstwo 1: Nazwa „Szturm” pochodzi od niemieckiego tygodnika „Der Stürmer”

To chyba najpopularniejsze kłamstwo na nasz temat. Wymyślona przez lewicę bzdura opiera się o cały jeden argument – podobieństwo fonetyczne nazw obu miesięczników. „Szturm” ma więc pochodzić od nazwy niemieckiego tygodnika dość niskich raczej lotów, którego redaktorem naczelnym przez prawie cały okres istnienia (1923-1945) był Julius Streicher. To dość gruby zarzut, bowiem „Der Stürmer” był jednym z najważniejszych narzędzi propagandy w NSDAP, a od 1933 roku w rządzonych przez tą partię Niemczech. Charakteryzował się raczej poziom brukowca, zajadłym antysemityzmem i niskich lotów tekstami oraz grafikami.

A jaka jest prawda? Otóż tytuł „Szturm”, co już wielokrotnie pisaliśmy i mówiliśmy, ma zupełnie inną genezę. Pochodzi on z wiersza Andrzeja Trzebińskiego „Żołnierzom walczącym za Bugiem”. Wiersz ten kończy się w sposób następujący:

„Żołnierze wierzący w krew -

niech

krew

się leje.

W historię trzeba zrywać się

jak w szturm”

 

Zerknijmy do Manifestu „Szturmu” z 24 września 2014 roku: „Jesteśmy tu razem, by budzić serca, umysły i sumienia. Jesteśmy wiosną polskiego nacjonalizmu XXI wieku. My, to awangarda i przewrót. <W historię trzeba zrywać się jak w Szturm!>”

Nie trzeba mieć doktoratu, żeby zauważyć identyczność zaznaczonych fragmentów. Jako miesięcznik narodowo-radykalny odwołujemy się w dużej mierze do spuścizny właśnie narodowo-radykalnej, a poeta Trzebiński stanowi jeden z najwspanialszych przykładów sztuki spod tego szyldu. W czasie okupacji związany był z Konfederacją Narodu, oraz jednym z jej organów prasowych: „Sztuka i Naród”. Sam zresztą w trakcie wojny zapłacił najwyższą cenę za wolność Narodu – aresztowany w 1943 roku został rozstrzelany przez niemieckich okupantów.

Co ciekawe, lewicowi i liberalni intelektualni onaniści i krętacze nie zauważają historycznej i lingwistycznej strony swoich wynurzeń. Otóż „Der Stürmer” po polsku to nie „szturm”, ale „szturmowiec” lub „napastnik”. Jeśli „Szturm” miałby być polskim odpowiednikiem szmatławca redagowanego przez Streichera, to czemu nie „Szturmowiec”? Co ciekawe, jest pewien interesujący fakt historyczny, o którym zaplute w swej zapalczywości lewactwo nie wspomina. Albo tego nie wie, albo po prostu woli nie mówić na głos. Otóż w Niemczech faktycznie istniało ongiś czasopismo, które nazywało się identycznie jak nasz miesięcznik: Der Sturm”. Było to ukazujące się w latach 1910-1932 czasopismo poświęcone szerokiemu zjawisku sztuki ekspresjonizmu. Dotykało takich nurtów w sztuce jak dadaizm, ekspresjonizm, kubizm czy futuryzm. Czasopismo z czasem dorobiło się własnej galerii, sceny artystycznej, szkoły, jak również powstała grupa artystów o identycznej nazwie. Jeśli byśmy mieli już nawiązywać do jakiegoś niemieckiego czasopisma, to chyba jednak do tego, które ma identyczną nazwę, a nie tylko mniej więcej podobną? A dlaczego nigdy lewica i liberałowie nie podnieśli tego podobieństwa, i nie podniosą? Część oczywiście nie ma pojęcia o czym pisze, ale część po prostu wie jak zakończył się żywot czasopisma „Der Sturm”. Zostało ono, wraz ze wszystkimi swoimi inicjatywami i projektami uznane w styczniu 1933 roku za „sztukę zdegenerowaną” i ich działalność została zakazana. Przez NSDAP i rząd Adolfa Hitlera. Informacja taka znacząco by zdezawuowała wrzaski naszych oponentów, stąd wolą powoływać się na bajki o „Der Stürmer”.


Kłamstwo 2: „Szturm” jest antykatolicki

To kłamstwo wiąże się często z następnym, jednak funkcjonują także rozdzielnie, stąd umieściłem je w oddzielnych punktach. Pojawiający się argument o rzekomej antykatolickości „Szturmu” opiera się na wysoce wątłych argumentach – twórcze odwołanie się do części spuścizny Stachniuka i „Zadrugi”, postulowana w kilku artykułach indyferentność religijna, czy kilka artykułów, w których padły wysoce krytyczne słowa o Kościele Katolickim w kontekście jego obecnej konduity. A ile było tekstów lub wątków faktycznie antykatolickich? Oczywiście żadnego. „Szturm” to czasopismo narodowo-radykalne, co także uwidacznia się w jego podtytule, tak więc świadomie i konsekwentnie nawiązujemy do ideologii i nurtu budowanych w oparciu m.in. o religie katolicką. Co więcej na naszych łamach pisało i pisze nadal wielu autorów odwołujących się do religii i wartości katolickich. Doprawdy zresztą bez względu na wyznawaną wiarę, lub jej brak, ciężko byłoby negować znaczenie religii katolickiej dla historii naszego Narodu i całego kontynentu.

A wspomniane fragmenty dotyczące Kościoła Katolickiego? Pisane były oczywiście z perspektywy krytyki liberalnej gangreny, która dotknęła także tą instytucję. Ponadto wątki te podejmowane były nie tylko przez osoby nie będące katolikami (np. przeze mnie), ale także autorów jak najbardziej definiujących się jako rzymscy katolicy. Co więcej, zawsze zaznaczaliśmy, że krytyka nasza nie uderza w samą wiarę, a jedynie w stan w jakim dziś znajduje  się Kościół Katolicki.


Kłamstwo 3: „Szturm” jest neopogański

Ten zarzut wiąże się często z poprzednim. „Szturm” wedle niego ma być rzekomo neopogański. Znowuż – ile razy deklarowaliśmy się jako neopoganie? Oczywiście całe zero razy. To skąd te zarzuty? Na naszych łamach parokrotnie (jak już nadmieniłem) przypominaliśmy spuściznę „Zadrugi” i jej twórcy – Jana Stachniuka. Oczywiście, Stachniuk był antykatolikiem i stał na pozycji z gruntu antychrześcijańskiej, jednak po pierwsze my akurat do tych aspektów jego myśli nigdy nie nawiązywaliśmy, a po drugie i na łamach „Szturmu” i w wypowiedziach publicznych (np. wykłady w Centrum Edukacyjnym Powiśle) jednoznacznie stwierdzaliśmy, że element antykatolicki w myśli zadrużnej nie jest dla nas inspiracją. Sam to przyznałem w tekście „Nie tylko Dmowski”.

Ponadto „Szturm” na łamach swoich kanałów social-media powoływał się na słowiańskie tradycje, kulturę, sztukę Szukalskiego etc. Dla niektórych jest to już „neopogaństwo”, a nie zwykłe przypominanie o naszych korzeniach i tradycjach.


Kłamstwo 4: „Szturm” jest banderowski

Podtytuł tego punktu to „histeria i emocjonalność sporej części polskich narodowców jako główny motor ich zachowań i działań”. Zarzuty o to, że „Szturm” jest banderowski brzmią jak kiepski żart rodem z Kryszaka. Jednak o ile obecnie już mało który nasz krytyk wyskakuje z takim „argumentem”, o tyle jeszcze niedawno dało się taki zarzut przeczytać często. Skąd się bierze to chyba jasne: z linii ideowej „Szturmu”, który od początku był pozytywnie nastawiony wobec możliwości pojednania i współpracy z Ukraińcami (szczególnie z tamtejszymi środowiskami nacjonalistycznymi) oraz z naszego poparcia dla idei Międzymorza. W ramach współpracy z ukraińskimi nacjonalistami udało nam się między innymi zorganizować wspólne polsko-ukraińskie obchody rocznicy ludobójstwa wołyńskiego, w ramach którego przedstawiciele Korpusu Narodowego złożyli kwiaty pod pomnikiem ofiar tejże zbrodni. Ponadto gościliśmy przedstawicieli ukraińskich organizacji na naszych konferencjach, jak również redaktorzy „Szturmu” pojawiali się na konferencjach organizowanych na Ukrainie. Ponad wszystko jednak jesteśmy nacjonalistami, a więc po haniebnym marszu „Nie dla polskich panów” w lutym 2018 roku oficjalnie zerwaliśmy współpracę, która do tamtej chwili dawała całkiem spore i pozytywne rezultaty, a jej koniec nie był nasza winą. Czy to jest ten słynny „banderyzm”? Idąc za tym zarzutem, należałoby uznać najpierw, że „Szturm” afirmuje i propaguje idee Stepana Bandery. Albo chociaż je kiedyś usprawiedliwialiśmy, zwłaszcza w kontekście tragicznych relacji polsko-ukraińskich w XX wieku. Oczywiście nigdy nic takiego nie miało miejsca. Podobnie jak nigdy nie zrezygnowaliśmy z polskiego punktu widzenia w polityce historycznej i walce o nią. Skąd więc ów „banderyzm”? Myślę, że z tego samego miejsca, skąd u antyfaszystów bierze się doszukiwanie się we wszystkim faszyzmu. Otóż bierze się to właśnie ze wspomnianej wcześniej histerii, upośledzonej emocjonalności oraz braku argumentów. Posunięta do granic zdrowego rozsądku zasada zero-jedynkowości każe wszystko przypisać do obozu swojego albo wroga, bez możliwości istnienia innych dróg. A skoro nas ktoś już chce w kontekście ukraińskim przypisać do obozu wroga, to oczywiście do obozu „banderyzmu”.


Kłamstwo 5: „Szturm” to internacjonaliści

Kolejne kłamstwo z gatunku nieumiejętności spokojnego wysłuchania konkretnej tezy i przypisania wszystkiego do obozu wroga, którego z banderyzmu zmieniamy na internacjonalizm. Chodzi w tym wypadku oczywiście o nasze idee paneuropeizmu. W skrócie sprowadza się do naszych propozycji sojuszu białych Narodów Europy, którego celem jest obrona naszej cywilizacji i rekonkwista kontynentu z rąk najeźdźców, liberałów i kapitalistów. Wychodzimy z założenia, że Narody Europy tworzą wielką rodzinę cywilizacyjną a wrogowie obecni są wspólni i niemożliwe jest aby zwalczyć ich w pojedynkę. Stąd postulat sojusz i ścisłej współpracy, jak również nasza wrogość wobec szowinizmu czy rewizjonizmu. Dla wielu jednak jest to już „internacjonalizm”. Nie wydzieramy się bowiem jak kretyni, że odbijemy Lwów, nie krzyczmy, że będziemy się za coś mścić (niby jak?), nie nosimy koszulek z Wołyniem, nie dając tym samym jakimś cwaniaczkom zarobić na tej tragedii. Nie udostępniamy też codziennie kilkudziesięciu postów o tym, że gdzieś pijany Ukrainiec wdał się w bójkę albo rozbił samochód. Nie powtarzamy irracjonalnych bzdur, że ktoś szykuje drugi Wołyń, że Angela Merkel to następczyni Hitlera i że Rosjanie zaraz rozpętają wojnę z Polską (w ostatnim przodują głównie typowo PiS-owskie media). Czy to już internacjonalizm? Nie, to zwykły rozsądek i godność człowieka.

Jednocześnie nigdy nie wyrzekliśmy się interesu narodowego, nie zrezygnowaliśmy z polskiej narracji historycznej i pamięci o naszych przodkach o bohaterach, nigdy w ramach postulowanego paneuropeizmu nie twierdziliśmy, że należy poświęcać nasze narodowe interesy. Przeciwnie, uważamy, że białe Narody Europy mają te interesy wspólne. Każdy numer przynosi kolejne propozycje w rozmaitych aspektach tego, jak polepszyć sytuację Polski, Polaków a także całego naszego kontynentu. Wszak już przed wojną najważniejsi ideolodzy narodowego radykalizmu dostrzegali, że Polska to część europejskiej, zachodniej cywilizacji i wypływają z tego określone konsekwencje.


Kłamstwo 6: „Szturm” nie jest związany z polską tradycją nacjonalistyczną

Jako, że w naszych artykułach odwołujemy się do całego szeregu nacjonalistów europejskich, to spotkać się można z zarzutem, że „Szturm” nie ma nic wspólnego z tradycją polskiej myśli narodowej, tak tej endeckiej, jak i narodowo-radykalnej. Wręcz można spotkać opinie (na szczęście rzadkie), że „Szturm” reprezentuje poglądy obce dla polskiej doktryny narodowej. Cóż, pominę już na ile faktycznie polskie środowisko narodowe zna przedwojenną rodzimą myśl narodową. Rzecz w tym, że „Szturm” poza Codreanu, Primo de Riverą czy Ledesmo Ramosem odwołuje się też, a może przede wszystkim, do Mosdorfa, Piaseckiego czy Dmowskiego. Szczególnie ten pierwszy jest tu przykładem dobitnym. Wystarczy przeczytać jego pozycję „Wczoraj i jutro” i porównać z linią ideologiczną „Szturmu”, aby dojść do wniosku, że występuje wysoka zbieżność.

„Szturm” od początku stawiał na twórcze inspirowanie się szeregiem ideologów i nurtów nacjonalizmu. Odrzucamy przede wszystkim bezmyślne kopiowanie i rekonstruktorstwo starych wzorców, które zastąpić chcemy natchnieniem płynącym z różnych ruchów i postaci, nie tylko zresztą nacjonalistycznych. Nie jesteśmy w tym zresztą odosobnieni, nasza fascynacja Marszałkiem Piłsudskim była już przed wojną praktykowana przez Stachniuka i Piaseckiego.


Kłamstwo 7: „Szturm” nie szanuje rodzimej historii i martyrologii

W nawiązaniu do poprzednich punktów (zwłaszcza o „banderyzmie” oraz „internacjonalizmie”) warto przypomnieć zarzut o rzekomy brak szacunku wobec rodzimej historii, zwłaszcza tej tragicznej. Nasze kontakty z ukraińskimi nacjonalistami rzekomo urągają ofiarom Wołynia, a idea paneuropejska musi ex definitione oznaczać wyrzeczenie się o pamięci polskich ofiar powstań, wojen o Niepodległość czy zwłaszcza ofiar 2 wojny światowej. Prawda zaś jest taka, że już wyżej wspomnieliśmy o wspólnym z Korpusem Narodowym uczczeniu pamięci ofiar Wołynia. Ponadto „Szturm” pojawiał się na marszach i wydarzeniach w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, początku 2 wojny światowej, zwycięstwa w wojnie 1920 roku i innych. Także na łamach naszego miesięcznika, a zwłaszcza jego kanałach social-media zawsze pamiętamy o tragicznych dla nas datach. Tak więc argument ten nie ma żadnego oparcia w faktach. Uważamy po prostu, że polityki i relacji międzynarodowych nie można budować wyłącznie na resentymentach historycznych, a przede wszystkim na wspólnocie interesów i zagrożeń. 


Kłamstwo 8: „Szturm” to socjaliści

W tym punkcie właściwie można by napisać kilka albo kilkanaście stron. Choć też byłaby to praca dość wtórna w stosunku do tego, co już publikowaliśmy. Skracając całość na potrzeby niniejszego artykułu: część czytelników o zapatrywaniach kapitalistycznych uważa nas za socjalistów, gdyż w swej publicystyce niestrudzenie punktujemy dehumanizację kapitalizmu, jego wyzysk, patologie oraz wrogość wobec Narodu. Tekstów nawiązujących do tego była kilkadziesiąt, poczynając od pierwszego numeru. Ale czy krytyka kapitalizmu musi oznaczać automatycznie socjalizm? A przede wszystkim: jak biednym umysłowo i intelektualnie trzeba być, żeby widzieć wszystko w zero-jedynkowym podziale na dwie koncepcje ekonomiczne, które swoje teoretyczne korzenie opracowane miały kilkadziesiąt lat temu? To tak jakby stwierdzić, że istnieją tylko dwa napoje: kawa i herbata, i niechęć do herbaty oznacza automatycznie picie kawy. Równie sensowne co zarzucanie nam socjalizmu. W ilu tekstach faktycznie powoływaliśmy się na determinizm, walkę klas, postulowaliśmy dyktaturę proletariatu? Ano jak zwykle: w żadnym oczywiście. W ilu tekstach sławiliśmy osiągnięcia Wenezueli, Białorusi czy Korei Północnej, albo też gdzie broniliśmy PRL-u albo Związku Sowieckiego? Tak samo – takie wypadki nie miały i nie będą miały miejsca. Samo zarzucanie nam socjalizmu wynika raczej z braku formacji polskiego środowiska narodowego, braku autorytetów i rozpropagowania w naszym „klimacie” rozmaitych klaunów i przebierańców, jak Korwin-Mikke, Cejrowski, Max-Kolonko itp. indywidua. Zamiast tego polecamy lekturę wspomnianego  dzieła Mosdorfa „Wczoraj i jutro”. Czy on też był socjalistą?


Kłamstwo 9: „Szturm” promuje feminizm

Ostatnią bzdurą na nasz temat, z jaka się zetknąłem, jest nasz rzekomy feminizm. Kwestie kobieca podnosiła na naszych łamach Marta Niemczyk, oraz sam się do niej odniosłem w tekście „Dwa nacjonalizmy”. Co jest tutaj feministycznego? Otóż straszliwe dla narodowczyków i konserwatywnych mizoginów stwierdzenie, że kobieta ma takie samo prawo do pracy narodowej, politycznej, społecznej czy kulturowej jak mężczyzna. Czy gdziekolwiek postulowaliśmy liberalizację prawa aborcyjnego? Nie, a część autorów nawet optuje za jego zaostrzeniem (w tym i ja). Czy widzimy w całej naszej kulturze „męską dominację i szowinizm”, czy szukamy żeńskich odpowiedników dla każdego rzeczownika w rodzaju męskim? Oczywiście, że nie. Czy powielamy bzdury i kalumnie o „kulturze gwałtu”? Także nie. Oczywiście, napiętnujemy wszelkie wypadki przemocy domowej, gwałcicieli uważamy że należy wieszać, ale to jeszcze nie czyni z nas ukrytej opcji feministycznej. Mamy doskonale świadomość, że niedorozwój rodzimej myśli narodowej, jak również publicystyki, powoduje rozmaite patologie, jak powtarzanie „mądrości” Korwinów i innych politycznych przegrywów o biciu kobiet, o tym, że „zawsze się trochę gwałci” i innych równie odrażających i niegodnych białego człowieka wypowiedzi. Dlatego też stwierdzenie, że kobieta tak samo ma prawo walczyć za swoją rodzinę, Naród, kontynent czy rasę brzmi dla niektórych strasznie. Jednak jeśli widzicie tu jakąś korelację z „Codziennikiem feministycznym” albo prof. Środą, to nie jest nasz problem, ale Wasz. Wiem doskonale, że większość czytelników potrafi bez problemu zrozumieć nasz przekaz w tym temacie. Podobnie jak w każdym innym. Dla tej nielicznej mniejszości zaś polecam zakończenie tegoż tekstu.

Myśl, czytaj, walcz

Jak już wspomniałem jest cały szereg obiektywnych czynników, które wpływają na umiejętności poznawcze i analityczne przeciętnego obywatela. Kiepski stan edukacji, ogłupiające media, kultura „memów”, moda na wszystko co przerysowane i wykoślawione, brak prawdziwych autorytetów moralnych i intelektualnych – żeby tylko wymienić kilka najważniejszych. W tych właśnie powodach upatruję przede wszystkim powodu pojawiania się wymienionych kłamstw i nieporozumień. Oczywiście, u części osób rolę gra zła wola, jednak wierzę, że to jednak mniejszość. Większość osób po prostu nie ma wyrobionych nawyków i zwyczajów intelektualnych, ale podchodzi w sposób emocjonalny, powierzchowny i projekcyjny do wielu tematów. Ten ostatni argument rozumiem w ten sposób, że określona osoba tworzy sobie pewną projekcję rzeczywistości, np. uznając nas za „socjalistów” i podporządkowuje temu cały swój osąd. To oznacza, że wiele osób jest po prostu zamkniętych na dyskusję i argumenty, ale z góry wydaje osąd wedle pewnych popularnych paradygmatów (głównie neoliberalnych i centroprawicowych).

Dlatego moją sugestią jest więcej rozwagi, wyważenia i zniuansowania w omawianych aspektach, a także trzeźwa ocena tematu, który chce się zaopiniować. Jeśli chce się komuś zarzucić „banderyzm” to najpierw trzeba sprawdzić czy kiedykolwiek ten ktoś odwoływał się do Bandery, a jeśli twierdzi się, że posiada się wiedzę na temat genezy tytułu miesięcznika, to może warto sprawdzić stronę internetową „Szturmu”? Prawda jest taka bowiem, że absolutnie każdy jest w stanie na podstawie samego pobieżnego przejrzenia artykułów w „Szturmie” obalić każde z powyższych kłamstw.

Tak więc na koniec życzę wszystkim więcej rozsądku, wartościowej lektury (która zawsze zwiększa krytycyzm i analityczność), duchowego spokoju i nie podążania za intelektualnymi zwyczajami tej strasznej epoki. Liberałowie i lewica mogą pozwolić sobie na upadek intelektualny i myślowy. My w żadnym wypadku.

 

Grzegorz Ćwik