niedziela, 30 czerwiec 2019 16:47

Jarosław Ostrogniew - Tragiczna koncepcja życia

W Europie powstaje nowa kultura. Kultura, która stanowi alternatywę dla liberalizmu, dla metapolitycznego paradygmatu lewicowej oligarchii, dla dekadencji współczesnego świata. I właśnie ta nowa kultura oraz tworzące ją środowisko europejskich nacjonalistów doprowadzą do odrodzenia Europy.
Jednak obserwując europejski ruch nacjonalistyczny, możemy dostrzec na płaszczyźnie ideowej pewne sprzeczne, wzajemnie wykluczające się elementy. W tym eseju pragnę jednak udowodnić, że jest pewien element wspólny, który sprawia, że sprzeczności między różnymi nurtami wewnątrz współczesnego nacjonalizmu stają się drugorzędne czy nawet nieistotne. Tą złotą nicią łączącą wszystkie nasze inspiracje jest określona wizja człowieka oraz jego przeznaczenia – jest nią tragiczna koncepcja życia.
To właśnie tragiczna koncepcja życia łączy partykularne nacjonalizmy z europejskim imperializmem, Evoliański tradycjonalizm z Heideggerowskim egzystencjalizmem, mistykę krwi i ziemi z solarną duchowością, kolektywizm z indywidualizmem, tradycyjne rodzimowierstwo z tradycjonalistycznym chrześcijaństwem, uduchowioną poezję Williama Butlera Yeatsa z naturalizmem Louise-Ferdinanda Celine’a, materializm narodowej demokracji z romantyzmem polskich socjalistów, arystokratyczną hierarchię opartą na prymacie ducha nad materią z ewolucjonistyczną analizą różnic między grupami etnicznymi, francuską Nową Prawicę z amerykańskim Białym Nacjonalizmem. Tragiczna koncepcja życia to również złota nić łącząca europejską tradycję od klasycznego antyku i barbarzyńskiej północy przez średniowieczną syntezę tradycji etnicznych z kulturą śródziemnomorską aż po dwudziestowieczne i współczesne ruchy nacjonalistyczne. Zatem jest ona w swojej istocie archeofuturystyczna – jest to wieczna idea, ponadczasowa i uniwersalna treść przybierająca tymczasowe i partykularne formy, która łączy uzbrojonego ubranego w skóry wojownika przeszłości z pilotami międzygalaktycznych statków przyszłości. Wyrazem ideału tragicznego są wszystkie największe dzieła europejskiej kultury, zaczynając od wszystkich opowieści mitycznych i eposów Homera.


Tragiczna a liberalna koncepcja życia


Zanim zastanowimy się nad tym, czym tragiczna koncepcja życia jest, odpowiedzmy na pytanie, czym nie jest. Antytezą naszej idei jest liberalna koncepcja życia, która dominuje we współczesnym świecie.

Zatem, zgodnie z liberalnym paradygmatem – kim jest człowiek i po co żyje? Otóż celem ludzkiego życia jest szczęście. Szczęście jest rozumiane tutaj jako przyjemne uczucie, którego człowiek doświadcza, gdy na przykład zje coś dobrego albo kupi sobie nowe ubranie. Każdy inaczej rozumie to szczęście i może dążyć do niego na swój sposób, o ile nie narusza przy tym prywatności innych osób oraz – przede wszystkim – nie zaburza panującego liberalnego ładu społecznego, politycznego i kulturowego. W tej współczesnej koncepcji życia takie zjawiska jak przeszkody, walka, konflikt, choroby, porażki czy wszelkie bariery stojące na drodze do szczęścia postrzegane są jako zło, które należy wyeliminować z życia jednostki oraz społeczeństwa. Za najwyższe zło uważana jest śmierć – coraz częściej liberałowie zgadzają się z tym, że jest to bariera, której nie uda się pokonać, ale pokonanie śmierci i zapewnienie wiecznego biologicznego istnienia pozostaje niespełnionym marzeniem współczesnej medycyny. W liberalnej koncepcji życia pojawia się jeszcze jedna przeszkoda stojąca na drodze do szczęścia – jest to wszelkie poczucie bezsensu życia, pustki kryjącej się za tym poszukiwaniem hedonistycznie rozumianego szczęścia. Liberałowie przepisują tutaj dwa środki: pierwszym są dosłowne interwencje medyczne (czyli leki psychotropowe i psychoterapia), które mają zniwelować to poczucie bezsensu; drugim jest realizacja „wyższych celów” opartych na naturalnym dla ludzi altruizmie i nakierowanych na utrzymanie panującego ładu (np. wakacyjny wolontariat w ośrodku dla nielegalnych imigrantów lub budowanie szkoły w Afryce subsaharyjskiej).
Zgodnie z tragiczną koncepcją, życie jest zadaniem do wykonania. Wykonując to zadanie, człowiek napotyka trudności – jednak istotą życia jest walką, a pokonując kolejne przeszkody, człowiek sprawdza, ile jest rzeczywiście wart. Szczęście pojawia się tutaj przy okazji – jest nim duma z kolejnego kroku w kierunku spełnienia swojego przeznaczenia i jest to uczucie trwalsze oraz wyższego rzedu niż zwiększony poziom endorfin w organizmie. Istotą tragizmu tej koncepcji jest pełna akceptacja śmierci. Śmierć nie jest przykrym dodatkiem do życia, który najlepiej byłoby usunąć. Bez śmierci życie nie miałoby żadnego sensu, a świadomość nieuchronnego końca z jednej strony może motywować do stawiania kolejnych kroków w realizacji swojego życiowego zadania, a z drugiej może prowadzić do rozpaczy czy zniechęcenia. Stąd ciągłe rozdarcie w człowieku, jego walka nie tylko z otaczającym światem, ale również z samym sobą.
Należy od razu podkreślić, że tragiczna koncepcja życia nie jest antytezą liberalnego ideału – to liberalna koncepcja życia jest antytezą ideału tragicznego. Przez całą historię Europy wszyscy wielcy ludzi wyznawali ideał tragiczny i żyli zgodnie z nim. Obecnie żyjemy w czasach upadku – liberalna koncepcja życia jest wyrazem dekadencji i degeneracji współczesnej Europy. Ten liberalny ideał był obecny już wcześniej. Gdy czytamy historie o naszych bohaterach, o Achillesie, Odyseuszu, Cuchulainnie, Beowulfie, Aegilu, Arturze, Rolandzie – zwolennicy ideału liberalnego to ci, którzy zostali w domu, żeby leżeć i popijać piwo, a których imion nikt już nie pamięta. Liberalny ideał zawsze tryumfuje, gdy jakieś społeczeństwo ulega degeneracji – dekadenccy Rzymianie z czasów upadku imperium doskonale zrozumieliby się z dzisiejszymi biernymi nihilistami. Za to nam łatwiej byłoby znaleźć wspólny język z bohaterami z czasów świetności Europy niż z dzisiejszymi liberałami.
Tragiczna koncepcja życia nie jest jednak lepsza od liberalnej, bo jest po prostu starsza, albo dlatego że jest przedstawiona w arcydziełach naszej kultury. Jest ona po prostu prawdziwa. Mówiąc inaczej, życie człowieka naprawdę jest zadaniem, które należy wykonać, wszelkie trudności które przy okazji napotka naprawdę są próbami, które człowiek musi przejść, aby udowodnić swoją wartość, a śmierć naprawdę nieodwołalnie zakończy życie każdego człowieka.
W dalszej części niniejszego eseju pokrótce omówię trzy istotne elementy tragicznej koncepcji życia: przeznaczenie, bycie ku śmierci oraz heroiczny pesymizm.

Przeznaczenie jako zadanie


Zgodnie z tragiczną koncepcją życia, człowiek nie pojawia się na świecie znikąd jako niezapisana kartka, która może dowolnie wybrać, dokąd chce zmierzać. Człowiek rodzi się posiadając pewne określone cechy, których nie może zmienić, takie jak płeć czy narodowość, ale także wzrost czy inteligencja. Liberałowie postrzegają te cechy jako krępujące więzy i żądają, aby stały się one nieistotne lub aby człowiek mógł o nich dowolnie decydować. My uważamy, że te cechy stanowią część naszego dziedzictwa, z którym przyszliśmy na świat – powinniśmy je zaakceptować i wykorzystać, a nie odrzucać. One nie stanowią zaprzeczenia tego, kim jesteśmy, tylko istotny element naszej tożsamości, bez której nie moglibyśmy istnieć.
Kolejną rzeczą, na którą człowiek nie ma wpływu jest miejsce i czas, w którym się narodził. Znowu – musimy tę sytuację zaakceptować, zrozumieć i wyciągnąć z niej wnioski. To, jaką drogą w życiu podążymy, jest uzależnione od naszej sytuacji. Jeżeli ktoś urodził się w latach dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku i marzy o zostaniu żołnierzem wyklętym i strzelaniu do komunistów, to jest to równie absurdalne co marzenie mężczyzny o zostaniu kobietą.
We wszystkich dziełach czy to literackich czy filozoficznych, w których odnajdujemy tragiczny ideał życia, znajdujemy też ideę przeznaczenia. Jest to jednak swoiście rozumiane przeznaczenie – nie ślepy los, który targa człowiekiem, niczym wiatr statkiem na wzburzonym morzu i którego wyroki dokonają się niezależnie od tego, czy podejmiemy jakąś aktywność. Przeznaczenie to określone zadanie, które powinniśmy wypełnić, a które będzie stanowić sens naszego życia. Według Homera to zadanie jest nam narzucone przez siły wyższe, według Heideggera my sami musimy je wymyślić i sobie narzucić – jednak zarówno Homer jak i Heidegger zgadzają się co do tego, że życie bez takiego zadania pozbawione jest sensu. Jednak tego zadania nie możemy sobie dowolnie wymyślić. Musi być ono zgodne z naszymi wrodzonymi zdolnościami oraz sytuacją, w której się znajdujemy. I tak dla młodego i zdrowego mężczyzny, który urodził się w Hiszpanii w VIII wieku, przeznaczeniem była walka z islamskimi najeźdźcami jego ojczyzny. Natomiast dla młodego Europejczyka, który żyje teraz i który jest na tyle inteligentny, żeby dostrzec, w jakiej sytuacji znalazła się cała Europa i wszyscy Europejczycy, przeznaczeniem jest kulturowa i polityczna walka z oligarchią niszczącą nasze ojczyzny.
Warto od razu zaznaczyć, że nie każdy człowiek jest na tyle odważny, żeby zostać wojownikiem, na tyle twórczy, żeby zostać pisarzem lub filozofem, na tyle inteligentny, żeby zostać naukowcem. Jednak tak zwani przeciętni ludzie również mają ważne zadanie – jest nim biologiczne i kulturowe przetrwanie narodu. Założenie rodziny, utrzymanie jej, wychowanie dzieci – to wbrew pozorom bardzo trudne zadania, co więcej są to zadania, dla których warto poświęcić swoje życie, zwłaszcza jeśli nie mamy żadnych szczególnych talentów.

Bycie ku śmierci


Wszyscy umrzemy. Jest to fakt, który każdy z nas musi zaakceptować. Musimy też zrozumieć, na czym polega nasza śmiertelność i wyciągnąć z niej wnioski.

Większość ludzi ma błędną wizję tego, czym jest śmiertelność. Uważają oni, że każdy człowiek posiada termin ważności (mniej więcej tyle lat, ile wynosi średnia długość życia), po upłynięciu którego życie się skończy. Jednak istota śmiertelności polega na tym, że możemy umrzeć w każdej chwili. Nie jesteśmy otoczeni przez magiczne pole ochronne, które zapewnia nam nieśmiertelność do osiągnięcia starości. W każdej chwili możemy umrzeć – może nas rozjechać samochód, zabić spadający kawałek elewacji, uderzyć piorun, możemy dostać wylewu, zadławić się podczas jedzenia,  może pęknąć niewykryty tętniak. Z wiekiem nasze szanse na śmierć stają się coraz większe. Jednak śmierć nie czeka na nas za horyzontem, do którego zdajemy się zbliżać każdego dnia. Śmierć idzie razem z nami, jest tuż obok i w każdej chwili może zakończyć naszą wędrówkę. I możemy być pewni, że prędzej czy później nas zabierze ze sobą.
Po zrozumieniu naszej śmiertelności, powinna nastąpić jej akceptacja. Nie możemy postrzegać śmierci jako zbędnego dodatku do życia, przykrego błędu w projektowaniu świata, który należy usunąć. Bez śmierci nasze życie byłoby pozbawione sensu – wymarzona przez liberałów biologiczna nieśmiertelność wypełniona poszukiwaniem endorfin dla tradycyjnego człowieka jawi się jako koszmar. Akceptacja własnej śmiertelności to pierwszy krok na drodze do nadania swojemu życiu sensu – do spełnienia swojego przeznaczenia. Śmierć nadaje naszemu życiu sens, tak jak noc nadaje sens dniom, cisza nadaje sens dźwiękom, nienawiść miłości, a samotność przyjaźni.

Między pesymizmem a heroizmem


Myślenie o własnej śmierci najczęściej powoduje w ludziach strach. Większość zwykłych ludzi stara się o tym w ogóle nie myśleć, a gdy już takie myśli pojawia się w ich głowach, starają się przekierować uwagę na jakieś drobne przyjemności. My powinniśmy postępować inaczej – nie powinniśmy unikać myślenia o śmierci. Co więcej – podejmując najważniejsze decyzje w życiu, powinniśmy mieć na uwadze swoją śmiertelność.

Przed śmiercią nie można uciec. Niezależnie od tego, jak bardzo będziemy jej unikać, jak zdrowy styl życia będziemy prowadzić, jak bardzo będziemy się przed nią bronić – w końcu umrzemy. W wielu myślących ludziach ta konstatacja powoduje rezygnację, rozpacz i upadek w bierny nihilizm, cynizm i dekadencję. Ale to nie jest właściwa odpowiedź na wyzwanie stawiane nam przez życie i śmierć.
Przyznajmy to otwarcie – tragiczna koncepcja życia jest pesymistyczna. Nie tylko my umrzemy, umrą także wszyscy, których kochamy, którzy coś dla nas znaczą. Co więcej – wszyscy zostaniemy zapomniani. W ostatecznej perspektywie czasowej nawet Homer zostanie zapomniany, tak jak zapomnieliśmy imiona wszystkich poetów, którzy tworzyli przed nimi. Ale to nie jest powód do rozpaczy. Przetrwają idee, które jednoczą arcydzieła naszej kultury od mitologii aż po najlepszych współczesnych twórców – i te idee będą wciąż żywe, gdy za tysiące lat nową formę nadadzą im nowi twórcy. Nasi potomkowie będą wciąż żyli, choć ich życie w wielu aspektach może być dla nas niezrozumiałe w tym samym stopniu, w jakim nie potrafimy zrozumieć wielu aspektów życia ludzi w epokach przed rewolucją neolityczną. Język, którym mówimy, będzie wciąż istniał, choć będzie różnił się od naszego w takim stopniu, w jakim współczesna polszczyzna różni się od języka prasłowiańskiego.
Świadomość śmierci i przemijania może budzić w nas rozpacz, ale może też inspirować nas do nadawania swojemu życiu sensu. Skoro i tak umrzemy, czy warto tracić czas na nieistotne rzeczy? Czy z tej perspektywy w naszym życiu pozostaje coś poza przeznaczeniem, które chcemy wypełnić?
Tragiczna koncepcja życia akceptuje rozdarcie człowieka między rezygnacją a podążaniem do realizacji swojego przeznaczenia, pomiędzy biernym nihilizmem a wolą mocy. Odpowiedzią jest tragiczny ideał heroicznego pesymizmu – podjęcia walki z pełną świadomością, że ostateczne zwycięstwo nad śmiercią nie jest możliwe. Umrzemy, nasze ciała zgniją lub rozsypią się w proch, ale kolejne pokolenia będą pamiętać o tym, co osiągnęliśmy. A gdy nawet najwięksi bohaterowie zostaną zapomniani, pojawią się nowi, którzy będą kroczyć ich drogą.
Nie możemy zmienić czasu i miejsca, w którym się urodziliśmy. Nie możemy zmienić tego, kim jesteśmy. Ale możemy to zaakceptować i stać się tym, kim jesteśmy – możemy pokochać swój los i zacząć zmierzać do realizacji swojego przeznaczenia.

 

Jarosław Ostrogniew