środa, 30 styczeń 2019 21:17

Mona von Tempsky - Gender – liberalny oręż w walce z tradycją Europy

Kultura tożsamości płci

Parafrazując słownikową definicję płci biologicznej, jest to szereg różnic anatomicznych wynikających z dymorfizmu płciowego i manifestujących się w odmiennych funkcjach prokreacyjnych, hormonalnych, anatomicznych, innymi słowy to szereg cech biologicznych nie uwarunkowanych społecznie. Różnice te definiują nie tylko odmienne narządy płciowe (możliwość zajścia w ciążę przez kobietę, podczas, gdy mężczyzna takiej możliwości nie ma), ale wpływają także na dynamikę temperamentu (wyższy poziom testosteronu zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia u mężczyzn zachowań agresywnych). Z kolei płeć psychologiczna kształtuje się na bazie społecznych definicji kobiecości i męskości. Definiując płeć psychologiczną bierzemy pod uwagę zarówno aspekty płci biologicznej, jak również role i atrybuty przypisywane kobietom i mężczyznom przez dane społeczeństwo. Płeć psychologiczna jest wypadkową obu czynników: w jakim stopniu biologiczna kobieta lub biologiczny mężczyzna odpowiadają schematom i skryptom kobiecości i męskości wytworzonym przez daną społeczność. Warto w tym miejscu podkreślić, że nie mówimy tu o genetycznych aberracjach (homoseksualizm, transseksualizm etc.), ale o specyfice budowania więzi, czy rodzajach interakcji międzyludzkich. Psychologia wyróżnia cztery typy płci psychologicznej. „Pierwszy tworzą osoby określone seksualnie, charakteryzujące się cechami psychicznymi odpowiadającymi ich płci biologicznej (kobiece kobiety i męscy mężczyźni). Drugi stanowią osoby androgyniczne mające w jednakowo silnym stopniu zarówno cechy kobiece, jak i męskie, niezależnie od swojej płci biologicznej. Trzeci typ obejmuje osoby nieokreślone seksualnie, które w niewielkim stopniu mają ukształtowane cechy kobiece i męskie (niezależnie od płci biologicznej). W skład czwartego typu wchodzą osoby krzyżowo określone seksualnie, które charakteryzują się w znacznym stopniu cechami psychicznymi odpowiadającymi przeciwnej niż ich własna płeć biologiczna (kobiecy mężczyźni i męskie kobiety) (Bem, 1974; Spence, Helmreich, 1974).” Badania, które z dużym powodzeniem przeprowadzano w latach ’80 i ’90 udowodniły, że płeć psychologiczna ma przemożny wpływ na sposób porozumiewania się w parach (Jose – za: Nęcki, 1990) oraz ilość popełnianych błędów w rozpoznawaniu

wypowiedzi osób płci przeciwnej (Frable, Bem, 1985; Frable, 1989). Płeć psychologiczna odgrywa także ważną rolę w kształtowaniu się satysfakcji kobiet i mężczyzn z utworzonych związków. Wspomniane badania dotyczyły oczywiście tylko par heteroseksualnych.

Szeroko promowany w ostatnich latach „gender”, czyli płeć kulturowa, obejmował pierwotnie wspomniane wcześniej atrybuty, definicje, role, wartości, normy i zachowania przypisywane społecznie kobietom i mężczyznom. Obecnie uznaje się płeć biologiczną za społeczny konstrukt, który brutalnie zmusza nas do przyjęcia konkretnych ról właściwie od momentu narodzenia: dziewczynki są przygotowywane do roli kobiety, a chłopcy do roli mężczyzny, a przecież zgodnie z najnowszymi trendami każdy ma wybór. Czyż jednak różnice biologiczne nie wymuszają różnic osobowościowych? Czy fizjonomia kobiet i mężczyzn nie predysponuje w sposób naturalny obu płci do wyboru innych kategorii aktywności zawodowych, domowych i obywatelskich? Hasło „kobiety na traktory i do kopalni” było już przecież przerabiane i jak sami wiemy z historii, sukces tego eksperymentu był co najmniej wątpliwy. Gender niesie za sobą niewyobrażalne wręcz zagrożenie całkowitą degeneracją cywilizacji europejskiej, bo zgodnie z założeniami NWO (New World Order) jego wpływy mają zamknąć się w naszym kręgu kulturowym, zresztą nie bez powodu.

Liberalizm i wzorce z zachodu po 1989 drogą do akceptacji genetycznych i społecznych aberracji

Rok 1989 był rokiem przełomowym tak za sprawą upadku komunizmu i zerwania łańcuchów żelaznej kurtyny, jak i wielkich nadziei pokładanych w ruchu New Age i postmodernizmie, który w sposób jawny przeciwstawiał się chrześcijańskiemu dogmatowi skostniałych norm społecznych, oferując w zamian paradygmat nowoczesności barwnie podkreślany przez stylistykę „nowej etyki globalnej”. Zarówno zmiana języka, jak i wydźwięku strategii politycznych miała na celu przewartościowanie czynników, które leżały u podstaw stabilności społeczeństw europejskich. Oczywiście, proces kreowania Nowego Porządku Świata zaczął się już po II Wojnie Światowej, ale to rok ’89, był dla naszej kultury najbardziej brzemienny w skutkach: homoseksualiści i feministki doszli do głosu, który zaczął przybierać coraz groźniejszy ton, choć wtedy jeszcze ignorowany przez gros społeczeństwa; wedle Marguerite Peeters: „To nie rządy, ale nieupoważnione przez społeczeństwo mniejszości grały od początku do końca główną rolę w rewolucyjnych procesach. Działały one jako jednocześnie oddziały uderzeniowe pierwszej linii, pionierzy, lobbyści, przekształciciele świadomości, twórcy konsensu, moderatorzy, partnerzy władzy, inżynierowie socjalni i czynni aktorzy, stróżowie i zwycięscy ustanowiciele nowego etosu”. Kolejnym krokiem ku wprowadzeniu ideologii gender na skalę globalną, były tzw. Zasady Yogjakarty sformułowane w 2006 (Yogjakarta), a przedstawione i zaakceptowane w siedzibie ONZ w Genewie już rok później. W YP od wszystkich państw świata „żąda się użycia totalitarnych środków w celu zmiany konstytucji i innych aktów prawnych, instytucji społecznych, systemu edukacji i fundamentalnych nastawień ludności, aby wymusić społeczną i prawną akceptację - więcej, uprzywilejowanie - homoseksualizmu oraz innych nieheteroseksualnych tożsamości i sposobów zachowania.” Powstają również nowe definicje orientacji seksualnej i tożsamości płciowej, które warto w tym miejscu przytoczyć:

„Orientacja seksualna to zdolność każdej osoby do rozwinięcia głębokiego uczuciowego, emocjonalnego i seksualnego pociągu oraz intymnych i seksualnych związków z osobami innej płci lub tej samej płci, lub różnych płci”

oraz

„Tożsamość płciowa to głęboko odczuwane wewnętrzne i indywidualne doświadczenie płci społecznej, która może lub nie odpowiadać płci określonej przy urodzeniu, włączając w to osobiste odczucie własnej cielesności (które może prowadzić do modyfikacji wyglądu zewnętrznego lub biologicznych funkcji metodami medycznymi, chirurgicznymi lub innymi) i inne formy wyrażania własnej płciowości przez ubiór, mowę czy maniery”.

Mamy więc do czynienia z jawnym i usankcjonowanym promowaniem zachowań nieheteroseksualnych oraz genetycznych aberracji destabilizujących strukturę społeczną i wpływających negatywnie na przyrost naturalny, co doprowadza do stopniowego wymierania rasy białej, bo to właśnie nas, jako rasy wyższej rozporządzenia te przede wszystkim dotyczą.

Białogłowy i rycerze, czyli kobiece kobiety i męscy mężczyźni

Rozpatrując podwaliny kulturowe i tradycje różnych społeczeństw, zauważymy pewne bardziej lub mniej znaczące różnice w przypisywaniu ról kobiecych i męskich. Nie można jednak ignorować faktu, że kobieta od zarania dziejów utożsamiana była z ogniskiem domowym, a mężczyzna z walką oraz zapewnieniem bezpieczeństwa i opieki swoim najbliższym. Zgodnie z antropologiczną i socjologiczną teorią funkcjonalizmu, której protoplastą był nasz rodak, doskonały antropolog, Bronisław Malinowski, przypisywanie różnych zadań określonym rolom społecznym, jest dla większości społeczeństw bardzo korzystne i powinno być kontynuowane. W praktyce oznacza, iż w obrębie rodziny kobieta spełnia rolę przywódcy uczuciowego (dbałość o harmonię i homeostazę pomiędzy członkami rodziny), a mężczyzna przywódcy zadaniowego (dbałość o relacje rodziny ze światem). Należałoby w tym momencie zadać sobie pytanie: na ile skrypty i schematy kulturowe, którymi się jako Polki i Polacy posługujemy na co dzień, tożsame są z realiami, jakie napotykamy. Czy kobiety nadal postrzegane są jako eteryczne białogłowy, o których względy należy zabiegać, przyszłe matki i towarzyszki życia, wyrozumiałe, cierpliwe, zaradne, czy raczej przeważa typ silikonowej lalki, względnie roszczeniowej feministki? Jakkolwiek przytoczone przykłady są dość skrajne, warto głębiej zastanowić się nad istotą problemu. Czy polskie kobiety chcą być traktowane, jak kobiece kobiety, czy idąc za przykładem koleżanek z Zachodu lub Skandynawii postulują kulturową androgynię, przejmując po części role męskie i zatracając swoją kobiecość? A jak wygląda sytuacja naszych mężczyzn? I nie chodzi tu bynajmniej o upolowanie zwierza na obiad, czy idąc z czasem i technologią, zapewnienie nowego modelu lexusa, czy willi za miastem. Na ile Polacy potrafią wpisać się w kod „rycerskości”? Niech będzie to prozaiczne ustąpienie miejsca w środkach transportu, otwarcie kobiecie drzwi, czy pomoc w niesieniu ciężkich zakupów. Niby nic takiego, a jednak pokazuje społeczne niuanse, które holenderski psycholog społeczny i kulturoznawca, Geert Hofstede, określił mianem cech kultury męskiej. Zdaniem Geerta Hofstede’a kultura męska to taka, w której role męskie i kobiece są wyraźnie różnicowane, gdzie wyrazista jest polaryzacja płci i potwierdzają ją stereotypy kobiet i mężczyzn.

Dychotomia płci w reklamie i marketingu, a hasła egalitarne politycznego mainstreamu

Przyglądając się reklamom emitowanym w mediach, można zauważyć subtelne tendencje zwiastujące zmiany w kierunku egalitaryzmu płciowego, głoszonego przez polityczny mainstream. Do tej pory największym zarzutem wobec reklamodawców obecnych na rynku polskim było promowanie i umacnianie stereotypów płci, wedle których specjaliści od marketingu mieli za zadanie sprawić aby kobiety czuły się za mało atrakcyjne, bo dzięki temu stają się lepszymi klientkami, a mężczyźni powinni za to ciągle udowadniać, że są dostatecznie męscy. W reklamie doskonale widać ideę "dwóch płciowych światów", czyli silną tendencję do polaryzacji kobiecych i męskich tematów, potrzeb i doświadczeń. Chodzi niemal o wszystko: o kolory ubrań, kosmetyki, zawody, samochody. To prawda, zarówno ciało kobiety, jak i mężczyzny są dyscyplinowane wzorcami atrakcyjności. Obie płci mają też jasno i przejrzyście sprecyzowaną drogę eliminowania i tłumienia wszelkich impulsów, potrzeb i zachowań kulturowo definiowanych jako przynależne do płci przeciwnej. Ale czy powinniśmy faktycznie uznać to zjawisko jako społecznie i kulturowo naganne? Czy wyraźna dychotomia płci w reklamie nie jest niczym innym jak utrwalaniem tradycyjnych wzorców, na których wyrosła nasza kultura? Liberałowie bardzo chętnie posługują się argumentem seksizmu i dyskryminacji, postulując wyrugowanie tak mężczyzn, jak i kobiet z ich naturalnych ról. „Seksistowskie stereotypy hamują rozwój ludzi” – do takiego wniosku doszła brytyjska organizacja nadzorująca branżę reklamową (Advertising Standards Authority), czego konsekwencją ma być wprowadzony w życie 14 czerwca br. w Wielkiej Brytanii zakaz kampanii reklamowych (bilbordy, reklamy w prasie, Internecie i telewizji) „utrwalające seksistowskie stereotypy, które mogą ograniczać rozwój ludzi – nie tylko młodzieży, ale też dorosłych – wpływając na ich wybory życiowe, marzenia i aspiracje”. Przedpolem do podobnych sankcji na naszym gruncie, którym przeciwstawić się może jedynie siła ogólnospołecznego veta, są pojedyncze reklamy piętnujące męskość (Gilette), czy stawiające na produkty unisex (ubrania, kosmetyki).

Matriarchat vs patriarchat: matki europejskiego neolitu i aryjscy ojcowie

Rozwój pierwszych udokumentowanych kultur europejskich posiadających umiejętność produkcji żywności, jest datowany na 7000-5000 lat p.n.e. Zdaniem Marija Gimbutas, amerykańskiej archeolog litewskiego pochodzenia, europejskie społeczności wczesnego neolitu miały charakter matriarchalny, czego dowodem są liczne wizerunki kobiece ukazujące symbolikę ówczesnej kosmologii nawiązującej do kultu pra-matki. Kobieta kojarzona była z obfitością urodzaju i macierzyństwem: obrazy kobiet (często ciężarnych) widnieją na ceramicznych naczyniach do przechowywania zboża. Co ciekawe, w południowo-wschodniej Europie, więź matka-dziecko i pełna szacunku ciągłość pomiędzy żyjącymi i "zmarłymi" podkreślona była chowaniem kobiet i dzieci w obrębie osiedli, a często nawet pod posadzkami domów. Domy stawały się miejscem tak dla żywych, jak i najbardziej szanowanych przodków. Cmentarze w naszym rozumieniu pojawiły się stosunkowo późno, bo ok 5000 r. p.n.e. i dopiero wtedy odnotować możemy pochówki dorosłych mężczyzn na większą skalę. Pierwsza fala ekspansji terytorialnej i kulturowej ludów PIE (proto-indo-europejskich), zwanych powszechnie ludami aryjskimi, nastąpiła około 5000-4500 r. p.n.e. (na takie stwierdzenie pozwala nam przynajmniej stan wiedzy archeologicznej i lingwistycznej). Aryjska kultura kurhanów wprowadziła na tereny dzisiejszej Europy nie tylko nowe technologie i rozwiązania (metalurgię brązu, jazdę konną, pojazdy kołowe, gospodarkę pastoralną, nowe sposoby dekoracji ceramiki i odmienny rodzaj pochówków), ale także patriarchalną strukturę społeczną, topos wojownika, kult bogów nieba i symbolikę solarną (Joan Marler, 2006). Zetknięcie obu, jakże odmiennych z jednej strony, ale również wysoce spolaryzowanych pod względem roli płci kultur, zaowocowało procesem dynamicznej hybrydyzacji i powstania wyjątkowych i fascynujących społeczności Celtów, Słowian, Germanów, Traków, czy Greków. Role płci, jakkolwiek by ich nie oceniać są elementem naszej tożsamości tak indywidualnej, jak narodowej. To spuścizna naszych przodków, której nie wolno mam zaprzepaścić.

Tradycja w nowym wydaniu, czyli miejsce kobiety jest w rewolucji

Postęp cywilizacyjny i przemiany kulturowe zdają się być nieuniknione. Niezależnie od płci, stawiane są przed nami coraz to nowe zadania, a niełatwa sytuacja ekonomiczno-polityczna wymaga od nas modulacji zachowań i wytworzenia nowych schematów, a co za tym idzie także nowych stereotypów. Czy oznacza to jednak, że w imię społecznych konstruktów i modnych trendów mamy zignorować nasz biologizm? Czy metroseksualizm ma stać się definicją dzisiejszego społeczeństwa, tak w modzie, jak i na poziomie emocjonalnego obojnactwa? Stawiając czoła perturbacjom naszych czasów to właśnie mężczyźni powinni być twórcami rewolucji, a kobiety jej integralna częścią. I nie trzeba przy tym zatracać siebie ani kreować „nowego siebie”, zgodnie z życzeniem lobbystów „narodu wybranego”. Dychotomia płci i nadane jej tysiące lat temu role są ważne, wręcz kluczowe do utrzymania zdrowej homeostazy naszej tradycji oraz kultury. Gender nie może stać się alternatywą dla słabych, ani narzędziem dla silnych. To społeczny konstrukt, który trzeba wyrugować z terminologii naszej kultury, zanim nasza kultura stanie się genderowskim konstruktem.

 

Mona von Tempsky