niedziela, 30 grudzień 2018 00:47

Leon Zawada - Bunt przeciwko metropolii

Chłopstwo zrodziło niegdyś targ, miasto prowincjonalne, i żywiło je swą najlepszą krwią. Teraz ogromne miasto wysysa nienasycenie wieś, domagając się ciągle nowych rzesz ludzi i połykając je, aż na koniec w środku prawie wyludnionej pustyni słabnie i umiera.”  - Oswald Spengler

XXI wiek to epoka, w której głównym zagrożeniem dla etnicznej unikatowości oraz narodowej suwerenności są procesy globalizacyjne. Są one bezpośrednio związane z destrukcją wszystkich wartości istotnych dla Szturmowego Nacjonalizmu. Planeta okupowana przez międzynarodowy kapitalizm uniformizuje się, co sprawia że etnosy tracą swoją oryginalność, zaciera się związek człowieka z jego ziemią, tradycją i rodziną oraz postępuje degradacja środowiska naturalnego. W ten sposób dochodzi się do punktu, w którym identyfikacja głównego zagrożenia zmusza nas do poszukiwania dróg skutecznego powstrzymania i zawrócenia rozpędzonych kół historii.

Jednym z elementów składających się na globalizację jest metropolizacja. Polega ona na co najmniej kilku aspektach, które sprowadzają się do postępującej koncentracji życia gospodarczego, kulturalnego i społecznego w wielkich miastach przy jednoczesnym zastępowaniu więzi między metropolią a otaczającym ją regionem na rzecz transnarodowych połączeń z innymi wielkimi miastami. Powyższemu procesowi towarzyszy powstanie tzw. gospodarki archipelagowej. Zjawisko to polega na powstawaniu wyraźnej dysproporcji w poziomie życia i rozwoju gospodarczego pomiędzy prowincją a metropolią.  Powyższe efekty możemy zaobserwować zarówno na płaszczyźnie globalnej jak i narodowej. O ile pierwsze z powyższych zagadnień – tj. metropolizacja i peryferyzacja poszczególnych państw - zostało dostatecznie opisane na łamach Szturmu przez Pawła Bielawskiego (Ekonomia poza lewicą i prawicą cz. 1 i 2), o tyle problem rozpatrywany w skali lokalnej pozostaje novum dla polskiego nacjonalizmu.

Utrwalanie dysproporcji pomiędzy metropoliami a peryferiami ukazują jednoznacznie badania Głównego Urzędu Statystycznego, zgodnie z którymi z roku na roku sukcesywnie wzrasta skala migracji wewnętrznych ze wsi do miast i z miast do miast (możemy założyć, że chodzi o transfer ludności z mniejszych miast do większych). Największego rozpędu powyższy proces nabrał po roku 2004, kiedy to Polska wstąpiła do Unii Europejskiej. Powyższa statystyka wskazuje również, że nasilenie migracji wewnętrznych nasiliło się w roku 2007. Rok podpisania przez Lecha Kaczyńskiego Traktatu Lizbońskiego jest również rokiem, w którym powyższe transfery ludności były najsilniejsze. W ten sposób zbierają się kolejne przesłanki łączące jednoznacznie wzmożenie procesów globalizacyjnych z drenażem ludności na niekorzyść wsi i mniejszych miast.

Skutkiem migracji wewnętrznych jest następowanie procesu wchłaniania peryferii przez metropolie. Całemu zjawisku towarzyszy obserwowane od lat niszczenie lokalnych zakładów pracy w mniejszych miejscowościach przy jednoczesnym braku perspektyw na nowe inwestycje. Nietrudno zaobserwować jak nieudolnie spożytkowane są środki Funduszy Europejskich czy te przeznaczane na rozwój regionalny. Niejednokrotnie władza centralna dofinansowywała konstrukcje miejsc rekreacji (tj. Aquaparki czy kina) w miejscowościach, w których przede wszystkim brakowało miejsc pracy głównie dla ludzi młodych. Tym samym, osoby wchodzące na rynek pracy, które urodziły się poza metropoliami, postawione zostały przed wyborem pomiędzy bezrobociem (lub kiepską pracą) a wyjazdem do jednego z miast wojewódzkich „Polski A”. W następstwie dochodzi do powstawania cmentarnych miasteczek i wsi, w których na co dzień żyją jedynie ludzie starsi i młodzi bezrobotni.

W ten sposób następuje, przewidziane i dokładnie opisane przez Oswalda Spenglera w jego dziele „Zmierzch Zachodu”, wchłanianie peryferii przez metropolię, która na koniec pochłania samą siebie. Demograficzna regresja w mniejszych miejscowościach w połączeniu z nasilonymi migracjami wewnętrznymi, których celem są większe miasta, prowadzi do powstania nie tylko gospodarki archipelagowej ale również do powolnego starzenia i wymierania całych regionów. Ponadto, skutków powyższego zjawiska nie należy jednak zamykać w problematyce stricte gospodarczej, generuje ono bowiem szereg problemów społecznych. Wielkie miasta, co do zasady, pozostają forpocztą liberalizmu i kosmopolityzmu. Odzwierciedlają to m.in. mapy wyborcze w większości państw europejskich, gdzie metropolie najczęściej stawały się twierdzami partii liberalnych.

Swoista liberalizacja metropolii wynika z faktu, że wielkie miasta stają się miejscami zaniku naturalnych więzi z rodzimą ziemią oraz etnosem. Człowiek żyjący na prowincji znacznie częściej kupuje towary wyprodukowane przez swoją rodzinę lub sąsiadów (np. jajka, mleko, miód czy owoce). W ten sposób tworzą się relacje, które są w stanie przechodzić na następne pokolenia. Nie pozostaje to bez znaczenia dla rozwoju patriotyzmu i poczucia wspólnoty. W wielkich miastach sytuacja ma się odwrotnie. Konsumpcja i przepływ towarów są całkowicie anonimowe. Podobnie zresztą jak człowiek – atom w masie tłumu. Sprzedaż odbywa się w większości w galeriach handlowych lub bezosobowych dyskontach. W ten sposób dla nabywcy pochodzenie konkretnego dobra pozostaje irrelewantne. Analogia występuje również w kwestiach obyczajowych. Prowincja konserwuje tradycyjną religijność oraz określone modele zachowania z racji na wielopokoleniowy i rodzinny (klanowy) charakter lokalnych społeczności, w których więzi międzyludzkie pozwalają na dyscyplinowanie osobowości poszczególnych członków wspólnoty.

Wielkomiejskie oderwanie od rodzimej ziemi przyczynia się również do ekologicznej znieczulicy, która przekłada się na przyzwolenie do niszczenia środowiska naturalnego przez państwo i międzynarodowe korporacje. Osobiście uważam, że do prezerwacji ekosystemu znacznie bardziej przyczyniają się odruchowe postawy ludzi, którzy w danym krajobrazie żyli od pokoleń, niż działania modnych, lewicowych „zielonych” stowarzyszeń i fundacji. Czynnikiem łączącym degradacje środowiska naturalnego, zanik więzi lokalnych oraz gospodarczą archipelagizację jest wspólny interes wielkiego kapitału. Zauważmy, że oderwanie człowieka od ojcowizny pozwala na łatwiejsze przerzucanie go z miejsca na miejsce, tam gdzie akurat kapitalizm potrzebuje siły roboczej. Człowiek taki po odseparowaniu go od krajobrazu, w którym się wychowywał przyjmuje bierniejszą postawę względem anihilacji lokalnej tożsamości oraz środowiska naturalnego. W ten sposób kapitalizm piecze kilka pieczeni na jednym ogniu.

Zgłębienie tematu prowadzi do konkluzji, że idea Szturmowego Nacjonalizmu to całkowity opór przeciwko duchowi metropolii. Powyższy antagonizm opiera się w zasadzie na buntowi przeciwko wszelkim wpływom jakie wielkie miasto ma na ludzi. Kosmopolityczna, anonimowa masa to ostatni punkt społecznej degeneracji polegającej na rozerwaniu więzi społecznych i etnicznych. W ten sposób naszym marzeniem pozostaje idea wielkiego powrotu człowieka do jego naturalnej ojczyzny. Pragniemy uwolnić naszych braci i siostry z pułapki wielkomiejskiej masy. Tłum zastąpić wspólnotą, społeczeństwo społecznością a samotność rodziną wielopokoleniową. Zdajemy sobie sprawę, że dokonanie tego typu zmian to praca, która zajmie lata i nie boimy się tego.

Istnieją bowiem dwie równoległe płaszczyzny, którymi należy się kierować. Pierwsza to sfera marzenia, którym należy zarażać i które na każdym kroku należy propagować. To wspomniana wcześniej idea wielkiego powrotu. W tym miejscu, komplementarnie polecam zapoznać się z dwoma tekstami, która uzupełniają obecny wywód. Pierwszy z nich to „Ziemia jako jako element Narodu” Grzegorza Ćwika, drugi to mój tekst „Antykapitalizm, gmina  spółdzielnia”. Lektura powyższych pozycji dopełnia idei wielkiego powrotu do lokalnych, gminnych społeczności i pozwala postawić w tym miejscu kropkę, aby nie powielać tego, co już na łamach Szturmu zostało napisane.

Drugą płaszczyzną, którą należy wdrożyć w szereg naszych działań jest stworzenie katalogu realnych postulatów, które mogłyby mieć zastosowanie w bieżącej polityce. Chodzi przede wszystkim o szerszą i kompetentniejszą, opartą o zasadę ograniczonego interwencjonizmu, ochronę środowiska naturalnego. Oprócz tego, Szturmowy Nacjonalizm powinien zostać uzupełniony o postulaty decentralizacyjne i regionalistyczne, a także wyczulić się na kwestię obrony lokalnych zakładów pracy w mniejszych miejscowościach. Istotne pozostaje również zwiększenie aktywności samorządów w pomocy rodzinom wielodzietnym i aktywizacji zawodowej seniorów. Kolejną ważną kwestią jest rozproszenie handlu i usługi. Zauważmy, że procesy centralizacyjne zachodzą nawet w samych miastach. Zanikają lokalne targowiska i sklepiki, stopniowo wchłaniane przez galerie handlowe. Tym samym dochodzi do tego, że nawet w metropolii powstaje handlowo-usługowe wyspy sprzyjające zanikowi więzi choćby z własnym osiedlem czy dzielnicą.

Świat, w którym chcemy żyć i chować dzieci, nie jest światem banków, galerii handlowych i wielkich miast. Nie jest światem metropolitarnej, anonimowej masy, w której człowiek ginie w pozbawionym tożsamości tłumie. Marzymy o wielkim powrocie i dla wielkiego powrotu oddajemy nasze serca na ołtarze lokalnych tradycji, naturalnego krajobrazu i miłości rodzinnej.

Leon Zawada

Źródło:
Główny Urząd Statystyczny - Migracje wewnętrzne ludności na pobyt stały według województw w latach 1974-2016