środa, 28 listopad 2018 21:24

Witold Dobrowolski - Nacjonalizm na Ukrainie, Kronika listopad 2018

29 października w Pawłohradzie w obwodzie dniepropietrowskim nacjonalistyczny aktywista Jurij Malimonow został zaatakowany przez nieznanych sprawców i wielokrotnie uderzony kastetem w głowę. Skatowany w stanie krytycznym trafia na oddział intensywnej terapii. Napad natychmiast jest łączony z działalnością Malimonowa w ramach Narodowych Drużyn, paramilitarnej organizacji wchodzącej w skład Ruchu Azowskiego. Drużyny na terenie całej Ukrainy są zaangażowane w walkę z handlem narkotykami, a Malimonow był jednym z lokalnych koordynatorów tych akcji. 

Partia Korpus Narodowy nagłaśnia sprawę, a jej lider i deputowany Wierhownej Rady Andrij Bilecki zabiera głos: „Winni zostaną znalezieni i ukarani. Nawet jeśli policja nie da rady znaleźć sprawców jestem pewien że nasi bracia (działacze RA) znajdą winnych sami. Dla nas „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” nie jest pustym hasłem, ale zasadą." Policja ogłasza że sprawa jest priorytetem.

Już następnego dnia profil Narodowych Drużyn na portalu społecznościowym facebook publikuje twarze potencjalnych sprawców z półświatka przestępczego. Nacjonaliści deklarują że odpowiedzialni nie unikną kary, ale dla dobra społecznego należy ujawnić ich dane. Równocześnie dają do zrozumienia że sprawiedliwość zostanie wymierzona bez względu na zaangażowanie policji w sprawę.

Pierwszego listopada ponad sto działaczy Korpusu Narodowego i Narodowych Drużyn odwiedza komendę policji w Pawłogradzie by naciskać na służby do podjęcia działań jak i kontrolować obywatelsko postępy śledztwa w sprawie napadu na Malimonowa. Następnie wieczorem aktywiści rozpoczynają zakrojoną akcję przeciwko handlu narkotykami w mieście likwidując graffiti z adresami do kanałów w aplikacji telegram do kontaktów z handlarzami, oraz nachodząc miejsca zamieszkania głównych podejrzanych. 

——

W Użhorodzie w większości zamieszkanym przez Węgrów na Zakarpaciu drugiego listopada miał się odbyć marsz i festiwal muzyczny szowinistycznej partii Swoboda z okazji niepodległości Zakarpackiej Ukrainy. Obawiając się antywęgierskich prowokacji antyszowinistyczna organizacja radykalnych nacjonalistów Karpacka Sicz zmobilizowała się w dwadzieścia siedem osób. W zeszłym roku działacze Swobody dokonali między innymi  zbezczeszczenia węgierskiej flagi w czasie marszu. Presja Karpackiej Siczy okazała się sukcesem, stu swobodowców obawiając się fizycznych konfrontacji zrezygnowało z marszu i skupiło się jedynie na koncercie. Działacze Karpackiej Siczy mieli również udać się w okolice koncertu, by porozmawiać z działaczami Swobody o ich prowokacjach. Wedle relacji KS Swoboda miała wezwać policję oskarżając nacjonalistów o fizyczne ataki co skończyło się zatrzymaniami. Ostatecznie następnego dnia trzech zatrzymanych zostało wypuszczonych bez postawienia zarzutów.

—— 

Karpacka Sicz miała również przybyć na Marsz Niepodległości, by wziąć udział w nacjonalistycznym Czarnym Bloku. Organizatorzy Marszu z ONR i Ruchu Narodowego rozpoczęli na Ukraińców nagonkę nazywając ich szowinistami i banderowcami (co nie ma żadnego związku z rzeczywistością). Zaczęto naciskać na służby by zajęły się ukraińskimi nacjonalistami mającymi przybyć na marsz jak i zapraszającymi je do Warszawy. Można by rzecz że podobna mentalność organizatorów Marszu Niepodległości była do nacjonalistów ze Swobody, ale miało to o wiele większe konsekwencje.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych używając argumentu narodowców wykorzystało ten fakt obok delegalizacji marszu przez Gronkiewicz-Waltz i by uruchomić antyterrorystyczne  procedury pozwalając z dnia na dzień wyprowadzić wojsko na ulice, oraz pojazdy opancerzone. Ogłoszono że polscy nacjonaliści mają zamiar dokonać zamachu bombowego na Marszu, by wrobić w masakrę Ukraińców. Pozwoliło to odebrać Marsz Niepodległości jego tradycyjnym organizatorom, ale również przeprowadzić masowe represje wobec środowisk autonomicznych, szturmowych i wszechpolskich. Ironią losu jest fakt że środowiska które rzeczywiście czysto teoretycznie mogłyby być zaangażowane w podobne pomysły prowokacji mających dzielić Polaków i Ukraińców bez żadnych problemów ze służbami 11 listopada pod ambasadą Ukrainy zorganizowały protest podczas którego domagały się podziału tego kraju między Polskę, a Rosję.

 

——

3 listopada lwowski Korpus Narodowy zabrał głos w sprawie rzeźb lwów na Cmentarzu Łyczakowskim. Działacze Korpusu ogłosili że lwy należy zostawić w spokoju i że nie mają one żadnego charakteru antyukraińskiego ani imperialistycznego. Próbę usunięcia ich należy uznać za prowokację i dzielenie naszych narodów, gdy prawdziwy wróg jest w Moskwie, a wojna w Donbasie nadal trwa. 

To był już drugi raz gdy w sprawie lwów Korpus Narodowy zabiera głos. W 2016 roku został opublikowany list, w którym redaktorzy pisma „SZTURM”, oraz Andrij Bilecki, lider Ruchu Azowskiego wzywają do pozostawienia lwów na cmentarzu. Tym razem głos zabrała sekcja lwowska, która była odpowiedzialna za organizację szowinistycznego marszu „Lwów nie dla polskich panów”. Lwów jest regionem gdzie szowiniści ukraińscy są najsilniejsi, deklaracja w sprawie rzeźb podzieliła ich środowisko. Możemy mieć nadzieję że z czasem będą oni popadać w coraz większą marginalizację, a w Korpusie Narodowym który staje się powoli organizacją masową kurs paneuropejski i antyszowinistyczny stanie się czynnikiem stałym, a pusty populizm zostanie odrzucony.

 

Witold Dobrowolski