środa, 29 sierpień 2018 21:02

Patryk Płokita - Nie można być etnicznie Polakiem „z automatu”? Współczesny nacjonalizm obywatelski, a etniczny

W obecnych czasach dochodzi do kuriozalnej sytuacji, że każdy człowiek może „kimś być, bo się nim po prostu czuje”. Jeśli jest ktoś temu przeciwny i gdy dojdzie jeszcze do tego kwestia kolor skóry „innej niż biała”, to zaczyna się dywagacja w imię bicza „poprawności politycznej”: „czy to już rasizm”? Warto w tym wypadku odwrócić sytuację na samym początku tego tekstu, aby bardziej zobrazować czytelnikowi, o co dokładnie chodzi autorowi tego tekstu. Dla przykładu: czy biały może czuć się jak „nigga z Bronxu”, z Nowego Jorku, i używać na ubiorze logo „Czarnych Panter”? Za takie coś zapewne czekałby go „dry by shooting”. Zakończmy tą szokową dywagację we wstępie. Przejdźmy do głębszych rozważań na temat wybranej problematyki.

Nie można być etnicznie Polakiem z automatu. Tak samo jak nie można być etnicznie Japończykiem czy Eskimosem, bo „się tak po prostu czujemy”. Oczywiście można dostać obywatelstwo tego czy tamtego kraju, ale to nie oznacza, iż będziemy „etniczną częścią” danej nacji. Dopiero nasze dzieci, a nawet dzieci naszych dzieci, kiedy przyswoją kod kulturowy m.in. zwyczaje, zasady społeczne, język, historię, religię (rzadziej to potrzebne w obecnych czasach), zostaną zaakceptowane przez autochtonów. Dopiero wtedy będą one mogły być określane mianem „etnicznego”. Ulegną procesowi polonizacji. (Podobnego procesu oczekiwał np. Roman Dmowski wobec Ukraińców i Białorusinów żyjących na terenie Drugiej Rzeczypospolitej. Niezwiązani z „etnosem polskim”, „obcy kulturowo”, stanowiący „mniejszość narodową”, mieli ulec procesowi „polonizacji”. Pomysł ten nie wyszedł, ze względu na dużą liczbę mniejszości narodowych, oraz dominacji idei międzymorza Józefa Piłsudskiego w polityce wewnętrznej, zwłaszcza po Zamachu Majowym).

Warto sięgnąć do szerszych rozważań pod kątem historycznym w obranej tematyce, aby to czytelnikowi zobrazować. Oprzemy się na dwóch. Pierwszym przykładem będą Szkoci, którzy przybyli w XVI w. do Rzeczypospolitej. Tłem historycznym wydarzeń są czasy tolerancji religijnej, wolności szlacheckiej, Złoty Okres w historii polski. Wróćmy do wspomnianych Szkotów. Dlaczego „przywędrowali” do ówczesnej Polski? Uciekinierzy przed purytańską krucjatą znaleźli u nas azyl i pracę. Czy z początku uważali się oni za etnicznych Polaków, bo tak się „czuli”? Oczywiście, że nie. Dopiero kolejne ich pokolenia, spolonizowane, przyjmujące polski kod kulturowy, dzieci z „domieszką krwi autochtonów”, uważano w ówczesnym społeczeństwie za takowych.

Drugi przykład, bliższym nam czasowo, ale i zarazem wzbudzający kontrowersje, to persona Juliana Tuwima. Poeta ten z pochodzenia był Żydem, ale „czuł się Polakiem”. Ulegał procesowi polonizacji, ale nie był przecież etnicznie z pochodzenia Polakiem. Dostawał on „bęcki” od przedwojennego ONRu np. w prasie, bo w końcu nie był etnicznym Polakiem. Oprócz tego reprymenda spływała na niego od rabinów. W końcu porzucił religię przodków: wiarę mojżeszową. (Między innymi z tego powodu powstał jego słynny liryk „całujcie mnie wszyscy w d*pę”).

Historycy, zależnie od opcji politycznej, bardziej „w lewo”, bardziej „w prawo”, różnie takie osoby „określają”. Ci bardziej na lewo powiedzieliby, że był Polakiem, bo „się w końcu nim czuł”. Ci bardziej na prawo powiedzą, że „był żydem”, bo to „jego etnos”. W osobistej pracy na temat podziału społeczności żydowskiej, w dwudziestoleciu międzywojennym, jako badacz, dochodzę do wniosku, iż osoby takie jak Julian Tuwim, określać trzeba mianem „obywateli polskich żydowskiego pochodzenia”. Tak jak podkreślałem, obywatelstwo tego czy innego kraju nie oznacza, iż ktoś jest „etnicznie Polakiem”. Nie jest to też kwestia, „naprawienia stanu rzeczy”, „rasizmu”, „ksenofobii”, tylko na dobrą sprawę używanej terminologii w codziennym języku. Oprócz tego pojęcie „obywatel” jest bardzo szerokie. Na dobrą sprawę, nie wiadomo nawet opierając się współczesnej konstytucji III RP, „kto znajduje się zbiorze” pod pojęciem obywatel (!).

Warto w tym fragmencie tekstu przejść do przedstawienia prądów, we współczesnym szeroko pojętym ruchem narodowym i nacjonalistycznym. W obecnym polskim nacjonalizmie można wytypować podział na tzw. „nacjonalizm obywatelski” i „nacjonalizm etniczny”. Ten pierwszy związany jest obecnie z tzw. prawicą, narodowcami, Ruchem Narodowym czy liberalnymi konserwatystami. W nim pochodzenie nie ma żadnego znaczenia lub jego przedstawiciele nie „stawiają pochodzenia na piedestale wyznawanej przez siebie idei”. Ten drugi natomiast związany jest np. autonomicznymi nacjonalistami czy ze Szturmowcami. (Nie mylić z czasopismem „Szturm”). W nacjonalizmie etnicznym, jak sama nazwa wskazuje, kładziony jest mocny nacisk na sprawy etniczności Polaków. Z racji tego, stawianie znaku równości pomiędzy pojęciem „obywatelstwo”, a „etniczność” jest błędne z założenia. Wynika najprawdopodobniej z braku rozumienia używanych pojęć, co by nie było dziwne. Ponadto wydaje się też być w pewnym stopniu ignorancją wobec siebie i swojego pochodzenia, a nawet i pochodzenia danego człowieka z innego kręgu kulturowego. W ten sposób „krzywdzimy swoje pochodzenie” i „pochodzenie ludzi z innych kręgów etniczno-kulturowych”, a przecież nie można dążyć w przyszłości do wyniszczających braterskich wojen opartych na szowinizmie, bo to jest ścieżka piekła i ludobójstwa. Warto podkreślić, iż nacjonaliści etniczni dążą do tego, aby stworzyć państwo jednolite etnicznie i kulturowo w obecnych czasach. Dlatego frazesy „można być Polakiem, bo się nim czuje” wzbudzały, wzbudzają i będą wzbudzać „niesmak” w ruchu nacjonalistycznym. Z etnicznego punktu widzenia jest to także po prostu fizycznie nierealne.

Przejdziemy do oceny wytypowanych nurtów w obecnym nacjonalizmie. Według autora tego tekstu, nacjonalizm obywatelski nie zdał rezultatu przez ostatnie dekady. Przykładem są Wielka Brytania i Francja. Na dobrą sprawę jest on „otwartą furtką” do późniejszych aberracji na „przemycenie” podprogowo idei np. globalizacji czy marksizmu kulturowego, oraz sprowadzania imigrantów zarobkowych. To początek drogi do upadku cywilizacji europejskiej. Autor artykułu uważa, że nacjonalizm etniczny zdał rezultat. Za przykłady podaje Islandię, Chiny i Japonię. To ostatnie państwo szerzej zostanie omówione w tym momencie. Nawet po uzyskaniu obywatelstwa japońskiego, jako „biały” czy „czarny”, będziesz „gajsi”. (jap. „Obcy”). Nie będziesz traktowany jako członek „etnosu japońskiego”, nawet jak przyjmiesz kulturę czy zwyczaje, albo gdy „będziesz się czuł Japończykiem”. Nie jest też tu mowa o jakiejkolwiek „pogardy do ludzi obcych”, podchodzące pod szowinizm. Po prostu „z automatu” będziesz dla kultury obcy i tyle, nawet jak ją znasz, ze względu na to, iż w Japonii dominuje w „codziennym życiu” nacjonalizm etniczny. Wydawać się może to dla Europejczyka „brutalne”, ale dzięki temu Japończycy wydają się być „narodem jednolitym etnicznie”. Dzięki takiej wbudowanej idei np. Japonia, jako jedno z niewielu państw na świecie, uniknęła fali imigracyjnej z Afryki. Potwierdzeniem brak zamachów terrorystycznych na tle radykalnego islamu w Japonii.

W tym miejscu przejdziemy do dalszych rozważań na temat „czucia się kimś, kim się fizycznie nie jest”. Oczywiście nikt nie zabrania tu „czuć kimś”, ze względu np. na szacunek na historię danej nacji. Nikt za to „palić na stosie” nie będzie. Osobiście autor tego tekstu np. czuje się w pewien sposób „Irlandczykiem”. Wpływ na tą „irlandofilskość” ma religia katolicka, oraz podobna historia walki o niepodległość i niezależność. Nie zmienia to faktu, iż etnicznie Irlandczykiem nigdy autor tego tekstu nie był, nie jest i nie będzie. Natomiast „Obywatelem Republiki Irlandzkiej”?

Warto w tym akapicie tekstu „pogdybać” szerzej na ten temat. Autor tego tekstu „może zostać”, ale musi wypełnić „pewne zobowiązania”. Po pierwsze znać biegle angielski, trochę irlandzkiego, pracować w Irlandii, płacić tam podatki, i mieszkać około pięciu lat. Dopiero wtedy uroczyście może złożyć przysięgę na wierność „Eire”. Zostanie wtedy „obywatelem Republiki Irlandzkiej”, ale etnicznie będzie nadal Polakiem. Przeobrazi się w tzw. „obywatela irlandzkiego polskiego pochodzenia”. (Działać to będzie na podobnej analogii, jak wcześniej wspomniany J. Tuwim, który był „obywatelem polskim żydowskiego pochodzenia”). Oprócz tego, gdyby doszło do takiej sytuacji, to dopiero jego dzieci ich dzieci (albo nawet późniejsza generacja pokoleniowa), mogłyby być określane mianem „etnicznych Irlandczyków” przez samych autochtonów. Wpływ na to by miało „wymieszanie krwi słowiańskiej z celtycką”, przyjęcie kultury, języka i całego bagażu doświadczeń „irlandzkiego kodu kulturowego”.

Podsumowując, na sam koniec kolejna szokowa dygresja, czy „murzyn może być Polakiem?”, tak bardzo emocjonalnie odbierana w szeroko pojętym środowisku narodowym i nacjonalistycznym… Biorąc pod uwagę cały ten tekst, przedstawioną problematykę, wyjaśnienie najważniejszych pojęć, etnicznie nigdy nim nie był, nie jest i nie będzie Polakiem, nawet „jak się nim czuje”. Oprócz tego, to nie jest nawet żadna kwestia większej ilości „melatoniny” czy „pigmentu” w tym przypadku. A zwłaszcza rozważania, czy „kolor skóry” powoduje, że „ktoś jest lepszy czy gorszy”. Czarnoskórzy, Azjaci, biali to są ludzie. Każdy ma swoje miejsce na tej planecie i tak powinno pozostać. Rasizmu w tej dygresji autor z założenia nie „wkładał na strony” tego tekstu. Idźmy dalej w rozważania tego akapitu. Czy czarnoskóry może być „obywatelem polskim”? Może, jeśli spełni zobowiązania uzyskania obywatelstwa, przy obecnym funkcjonującym systemie prawnym.

 

Patryk Płokita