sobota, 30 czerwiec 2018 10:41

Tomasz Dryjański - Mit kształtuje tożsamość

Koniec czerwca to dla uczniów początek wymarzonych wakacji, studenci kończą walkę z sesją, wielu z nich we wrześniu będzie ją musiało kontynuować, pracownicy czekają na letnie urlopy. Jednak w Poznaniu i całej Wielkopolsce data 28 czerwca znaczy naprawdę wiele – 62 lata temu robotnicy postanowili upomnieć się o swoje prawa, mieliśmy do czynienia z pierwszym masowym buntem przeciwko komunistycznej władzy, a należy pamiętać, że mimo iż Josif Wissarionowicz od 3 lat smażył się w piekle, w Polsce dalej panował stalinizm. Niemal dokładnie za pół roku będziemy obchodzić setną rocznicę Powstania Wielkopolskiego, 11 listopada niewiele zmienił w sytuacji mieszkańców Poznania, Gniezna, Leszna czy Bydgoszczy, o wolność musieli się upomnieć sami.

Opisy walk powstańczych i przebiegu robotniczego zrywu pozostawiam historykom, ale nie da się przecenić wpływu tych wydarzeń na tożsamość Wielkopolan.  Praktycznie każdy miał w rodzinie uczestników, lub świadków tamtych wydarzeń (zwłaszcza Powstania, przez które przewinęło się sto tysięcy ludzi), wszyscy żyjemy w miejscach z nimi związanych.

Stolica ma Powstanie Warszawskie – bohaterski zryw przeciwko niemieckiej okupacji. Nie chcę tutaj rozpoczynać kolejnej wojenki czy decyzja o wybuchu Powstania była słuszna, na pewno bohaterskie walki do dzisiaj rozpalają wyobraźnię i stanowią jedną z najlepszych lekcji patriotyzmu.

Powstańcy listopadowi i styczniowi również zajęli ważne miejsce w panteonie narodowych bohaterów, kolejne pokolenia  wychowywały się na ich walce.  Legioniści, Powstańcy wielkopolscy i śląscy, czy żołnierze walczący we Wrześniu i w Podziemiu swój patriotyzm w dużej mierze zawdzięczali żywej w domach tradycji powstańczej. Żyjący w II RP Powstańcy słusznie byli traktowani jak bohaterowie narodowi. Znaczenie walk przeciwko carskiemu zaborcy spadło w narodowej świadomości w okresie PRL. Przede wszystkim dlatego, że walka z Rosjanami nie była tym, co ówczesna władza chciałaby eksponować, swoje zrobiła też świeżość II Wojny Światowej.

Mówiąc o mitach kształtujących narodową tożsamość nie sposób nie wspomnieć o postaci Andrzeja Kmicica z sienkiewiczowskiego Potopu, bez dwóch zdań najważniejszym bohaterze naszej literatury. Na losach chorążego orszańskiego wychowywały się kolejne pokolenia (zarówno dzięki książce jak i genialnej roli Daniela Olbrychskiego). Powstańcy Wielkopolscy, Śląscy, żołnierze Legionów i wojny polsko-bolszewickiej, kampanii wrześniowej, NSZ i AK, harcerze z Szarych Szeregów, czy Wyklęci walczący z sowieckim okupantem, oni wszyscy czytali Trylogię, która kształtowała ich patriotyzm i poczucie narodowej dumy.

Wiele miejsca poświęcono na łamach Szturmu Ukraińcom z Azowa. Nacjonalistyczni ochotnicy stanęli do walki w obronie własnego państwa, a oprócz bohaterskiej walki na froncie stworzyli mogący służyć za wzór ruch społeczny (w Polsce to pojęcie zostało skompromitowane przez pewnego Roberta). Przede wszystkim jednak na naszych oczach powstaje nowy Mit, wokół którego naród ukraiński przez dziesięciolecia będzie budował swoją tożsamość. Mit dla Polski wielce korzystny, z oczywistych względów, budowanie tożsamości ukraińskiej na buntach kozackich nie może nam się podobać (nawet jeżeli uznamy, że Kozacy mieli sporo racji, a romantyzm zaporoskich wojowników, podobnie zresztą jak polskich warchołów i zagończyków (wspomniany wyżej fenomen Kmicica) jest czymś pięknym). Drugi z ukraińskich mitów narodowych, zdecydowanie świeższy, jest dla nas zwyczajnie nie do przyjęcia, mowa oczywiście o zbrodniarzach z UPA. Tymczasem dzisiaj tworzy się Mit, w którym wrogiem Ukrainy jest putinowska Rosja, który w żaden sposób nie może być antypolski. Oczywiście z ukraińskiej świadomości nigdy nie znikną Kozacy (do których jako grupy ciężko nie czuć sympatii), tak samo jak nigdy nie zniknie UPA, wiara w to byłaby szczytem naiwności.

Włosi mają walczącego o zjednoczenie Italii Garibaldiego, ci ubierający się na czarno także Marsz na Rzym i Lata Ołowiu. Węgrzy Hunów, Arpadów i do tej pory rozpatrywany jako największą narodową tragedię Trianon, przykłady można by mnożyć, każdy naród ma kilka mitów, które tworzą jego tożsamość, najczęściej są to wielkie bitwy, powstania, legendy o powstaniu państwa, królowie, bywają też i postaci literackie jak nasz Kmicic, zresztą Pan Tadeusz również odegrał olbrzymią rolę przy kształtowaniu nowoczesnej świadomości narodowej Polaków. Historyczne wydarzenia stają się mitami, a ich uczestnicy herosami. Historyczne detale tracą tutaj znaczenie, liczy się bohaterska walka, która wpływa na masową wyobraźnię. Pewnie dlatego Kmicic w narodowej świadomości zajmuje o wiele więcej miejsca niż Wołodyjowski i Skrzetuski razem wzięci.

Co łączy wszystkie wymienione tutaj wydarzenia? Tradycja insurekcyjna, wielka fantazja i romantyzm. Czyli właśnie to do czego odwołuje się środowisko szturmowe.
Tomasz Dryjański