sobota, 30 czerwiec 2018 10:02

Michał Walkowski - Totalność jako istota szturmowego nacjonalizmu

Introspekcja jest tym elementem poznania, który, gdy się go dobrze przeprowadzi, dostarcza nam bodaj najwięcej informacji na nasz temat. Warto dostrzec, że stanięcie w prawdzie o samym sobie to z jednej strony efekt wspomnianego procesu poznawczego, ale także punkt wyjścia każdej niemal drogi do oświecenia w systemach filozoficznych, czy religijnych. Co więcej – zdarza się, że wielkie pytania, które stawiane są przez tę, czy inną religię lub filozofię ostatecznie prowadzą do konstatacji, która głosi, że to w człowieku można znaleźć istotę, czy odpowiedź na pytania ostateczne – nawet te poza niego wykraczające. Należy zdawać sobie sprawę, że nie jest to reguła, ale fakt istnienia takich systemów obrazuje, jak ważnym elementem w patrzeniu na świat powinien być człowiek, czy nawet „ja”. Rzecz jasna – nie mowa w tym momencie o tanim antropocentryzmie, który bywa podstawą myślenia najczęściej w swym płytkim wydaniu. Wskazanie na szeroki zasięg istnienia tzw. zwrotu ku sobie ma tutaj na celu ukazanie powszechności, z której wynika „coś więcej” niż tylko fakt ludzkich skłonności do wyolbrzymiania znaczenia własnego „ja”. Ów czynnik był tłumaczony na przestrzeni wieków przez najróżniejszych mędrców i filozofów. Nikt nie był jednak w stanie wytłumaczyć tego w sposób dostatecznie klarowny. Śmiem twierdzić, że na przestrzeni dziejów pojawiali się myśliciele, którzy rozumieli jego sens oraz istotę. Jednak ułomność ludzkiego języka nigdy nie pozwalała wyrazić tego w ten sposób, by mogli to zrozumieć następcy danego geniusza. Przekaz informacji za pomocą języka jest jednak tylko wierzchołkiem góry lodowej tego, co może wyrazić człowiek.
Myśliciele powiązani z pseudofilozofią postmodernizmu lubują się w „ostrzeganiu” o rzekomym horrorze teorii zamienianej w czyn. Tymczasem sami najczęściej po takich wypowiedziach przechodzą do próby realizacji własnych celów politycznych. Nie da się ukryć, że ich słowa to najczęściej sprytne próby zdyskredytowania narracji, których reprezentanci nie boją się mówić wprost o własnych celach. Do owych niewygodnych dla postmodernistów optyk słownych należy przede wszystkim nacjonalizm. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że nacjonaliści dążą do przekucia wielkich idei w wielkie czyny. Bodaj każdy świadomy człowiek identyfikujący się z nacjonalizmem chce realnie oddziaływać na rzeczywistość – z takimi założeniami przychodzą do organizacji narodowych nawet osoby jedynie zainteresowane samym środowiskiem nacjonalistycznym. To wewnętrzne przeświadczenie o woli walki jest właśnie punktem wyjścia wielu z nas. Jedni widzą w owym aktywizmie szansę na uporządkowanie własnego „ja”, inni chcą walczyć, bo w walce właśnie widzą sens swojego istnienia, a jeszcze innym zależy wyłącznie na samym posiadaniu wpływu – bez jasno i wyraźnie określonych pobudek. Zaryzykuję stwierdzenie, że z tego rodzaju ludzi złożone jest co najmniej 80% środowiska polskich nacjonalistów. To przykład, z którego może wynikać fakt, iż wielu naszym rodzimym organizacjom narodowym chodzi o niesienie zmian, walce z systemem, czy nawet o bycie wiatrem rewolucji. Jak wiemy – owe określenia są na takim poziomie ogólności, że najczęściej trudno z nich wywnioskować jakiekolwiek konkretne kierunki tychże zmian. Jest jeszcze przynajmniej jeden aspekt, który może wskazać dobitniej, że nacjonalizm niesie ze sobą wolę przemian. Mowa o wysiłkach intelektualnych narodowych publicystów i myślicieli. Oni bowiem od samych początków głowili się nad sposobem na zapewnienie lepszego bytu własnego narodu. W sposób wyraźny widać to na przykładzie naszego miesięcznika. Od manifestu, przez masę ideologicznych tekstów, które miały rozpalić żar ognia walki, aż po dzisiejsze starania do przekroczenia kolejnego kamienia milowego w naszym istnieniu. Nie da się ukryć, że lwia część redakcji „Szturmu”, czy np. trzon Szturmowców, który się z niej wywodzi i rozwija tzw. nacjonalizm szturmowy, są przykładami grup, które doskonale wiedzą, jakiego chcą nacjonalizmu. Dla nas ideologia stała się czymś w rodzaju greckiego „logos”. Jest filarem, słowem i zasadą naszego życia. Myślimy poprzez nią. Określamy się jako nacjonaliści nie dlatego, że myślimy w ten, czy inny sposób. To dla nas zbyt płytkie, powierzchowne. Bycie to coś więcej niż przekonanie o byciu. Wola czynu, wola walki – to nas definiuje. Totalność – to nas wyróżnia. Czym ona jest i dlaczego odgrywa dla nas tak ważną rolę? Jest sytością działań każdej chwili, którą poświęcamy dla narodu. To tchnienie życia, którym chcemy wyprowadzić Polaków z mentalnej niewoli. Wreszcie – to niezmierzona siła, którą użyjemy do zdławienia ideologicznych wrogów. Znów nadchodzi czas wielkich narracji i czas, w którym trzeba poświęcić wiele, żeby uratować wszystko.

Michał Walkowski