czwartek, 01 luty 2018 00:05

Mariusz Patey - Wokół „Akcji Wisła”

Wraca ostatnio temat akcji Wisła. Przypomnijmy, komuniści kontynuując politykę przesiedleń ludności białoruskiej i ukraińskiej na tereny BSSR i USSR prowadzonej już od 1945 r  tym razem zdecydowali się wysiedlić  głownie greckokatolickich Ukraińców, Ł0mków i Bojków na tzw. Ziemie Odzyskane. Przy tej okazji powtarza się ciągle mity wyprodukowane przez propagandę komunistyczna. A w dużym skrócie prawda wyglądała z  duża dozą prawdopodobieństwa jednak inaczej.
Niektórzy dowódcy UPA w 1945 r uznali już milcząco swój błąd strategiczny polegający na niedocenieniu siły Sowietów i przecenieniu możliwości Niemców. III wojna światowa oddala się w bliżej nieoznaczoną przyszłość, a alianci podchodzili z dużą dozą nieufności do przedstawicieli wszelkich niedemokratycznych nurtów politycznych. Po II wojnie światowej miast plebiscytów i referendów o przyszłości spornych ziem dawnej Rzeczpospolitej decydować miała siła Armii Czerwonej i aparatu bezpieczeństwa komunistycznej władzy. W tych warunkach nawiązana została (na poziomie taktycznym) współpraca AK-WiN z lokalnymi strukturami UPA. Ustały napady na polska ludność cywilna. Również podziemie narodowe zaczynało czynić rozeznanie na temat możliwości zawieszenia walk i skierowania sił przeciw komunistom i NKWD. Znana jest historykom misja podpor. Stanisława Kossakowskiego z NZW (co prawda nie udana ).
Doszło do spektakularnej, wspólnej akcji Polaków i Ukraińców przeciwko sowiecko-komunistycznej władzy w Hrubieszowe i uwolnieniu przetrzymywanych w lokalnym więzieniu żołnierzy polskiego podziemia.
Współpraca została przerwana, bowiem w tym czasie komunistyczne formacje zbrojne, KBW, komunistyczna agentura ulokowana w lokalnych wiejskich  samoobronach, LWP i NKWD w polskich mundurach zaczęły prowadzić pacyfikacje wsi ukraińskich. Cel był jasny -- sprowokowanie UPA do dalszych działań przeciw ludności polskiej. Niestety, ta prowokacja komunistom się udała. Współpraca polskiego i ukraińskiego podziemia została wstrzymana. Rzezie kontynuowano. Mitem jest zatem zaangażowanie się komunistycznych  sił bezpieczeństwa w walkę z ukraińskim podziemiem w celu ochrony ludności polskiej. Celem było tylko i wyłącznie utrwalenie "władzy ludowej". Polacy  w tej grze o tron traktowani byli przez komunistów czysto instrumentalnie.
UPA działała dłużej niż WiN, dlatego że NKWD,UB i KBW skupiły się na walce z polskim podziemiem, nie ukraińskim. UPA była im czasowo potrzebna by budzić strach i legitymizować władze ludowa na tamtym obszarze.
Ciekawe, że czasem dochodziło do współdziałania NKWD z oddziałami ukraińskimi przeciwko polskim organizacjom podziemnym. Rozbudzane były nadzieje na przesuniecie granicy polsko sowieckiej jeszcze bardziej na zachód.
Dochodziło też do prób wciągniecia polskiego podziemia do współpracy z komunistyczną administracją na odcinku ukraińskim. Chodziło o wsparcie polityki przesiedleń Ukraińców na tereny USSR.
Polityka dziel i rządź władz komunistycznych była skuteczna, bowiem grała   na istniejących animozjach polsko-ukraińskich. Dziś wiemy, że "Akcja Wisła" miała inne cele niż zniszczenie UPA (to było załatwione jakby przy okazji). Celem komunistów było przeprowadzenie eksperymentu społecznego najpierw  na ziemiach przyłączonych a potem w całej Polsce. By zacząć komunizację mieszkańców zagospodarowujących Ziemie Zachodnie postanowiono wymieszać ludność polską przybyłą  z Kresów (jak liczyli komuniści wykorzeniona i wdzięczna Armia Czerwona za ocalenie z rzezi Wołynia  i Małopolski Wschodniej) z ukraińską i żydowską. Taki miks gwarantował, że to "władza ludowa" miała być oparciem, gwarantem bezpieczeństwa i arbitrem w sporach.
Eksperyment częściowo się udał. Mieszkańcy ziem zachodnich głosują  po dziś dzień częściej na post komunistów, mniej są przywiązani do tradycyjnych wartości, słabsze są więzi rodzinne i więcej notuje się rozwodów. Tam też powstawały polskie sowchozy i kołchozy. Do dziś więcej na Ziemiach Zachodnich własności państwowej, mniej rodzinnych gospodarstw rolnych niż w innych regionach kraju. Oczywiście, wielu Polaków kresowych nie dało się uwieść komunistycznej propagandzie i trwali w biernym oporze. To z nich wyrósł ruch społeczny Solidarność Wrocławia, Szczecina, Gdańska, Olsztyna.
Wracając jednak do końca lat czterdziestych, akcja Wisła była ścisłe powiązana z operacjami przeprowadzonymi w ZSRS na ziemiach zabranych. Nie bez przyczyny Rosjanie przyjmowali chętniej prawosławnych Ukraińców z Chełmszczyzny, ale nie bardzo chcieli unickich Łemków z Bieszczad.
W tym czasie trwała bowiem walka z unitami w USSR – aresztowania, rabunek mienia a  w końcu przymusowe włączenie kościoła greckokatolickiego do struktur cerkwi prawosławnej wytworzyło silną opozycję wiernych do władzy sowieckiej.  Stalin zresztą, nasiedlał intensywnie polskie województwa wschodnie zabrane nam ludnością rosyjską. Tylko jej wierzył. Nie chciał zatem kolejnej fali repatriantów wrogo nastawionych do władzy sowieckiej.
We Lwowie w 1950 r ludność rosyjska stanowiła 20% mieszkańców. Ukraińców zatem, w 1947 r już nie chciał. Sam zresztą przesiedlił w tym czasie około 70 tysięcy Ukraińców na wschód.
Ukraińcy zamieszkujący Polskę nie ciesząc się zaufaniem i sympatią Polaków (co zrozumiałe) mieli posłużyć do łatwiejszej komunizacji polskiego społeczeństwa. Wiele wiosek ukraińskich było zresztą skomunizowanych i wrogo nastawionych nie tylko do naszego podziemia, ale także do UPA. Stwierdzenie, że komuna nie mogła sobie poradzić ze słabnącą partyzantką upowska (w 1947 r liczyła ona raptem 1500 ludzi) też można między bajki włożyć. Do apologetów władzy komunistów, którzy szukają dobrych intencji w działaniach Stalina jedna uwaga – jeśli Stalinowi drogi byłby los polskiej ludności to nie paktowałby z Hitlerem i nie dokonałby rozbioru Polski.

Mariusz Patey