środa, 31 styczeń 2018 23:59

Michał Karpiński - Kamikaze – samobójcze ataki, duma i poświęcenie

„Wariactwo”, „szaleństwo”, „postradanie zmysłów”, i inne tego typu epitety, można usłyszeć streszczając historię japońskich Kamikaze z okresu Drugiej Wojny Światowej. Jednak czy są one słuszne? Co motywowało każdego z pilotów do tak szlachetnego czynu? Co czuli na chwilę przed wyruszeniem w ostatnią podróż? W niniejszym tekście postaram się nieco pochylić nad tą problematyką. We wstępie chcę zakomunikować, że nie będzie to tekst traktujący stricte o historii Japonii w obranym okresie. W głównym wątku nie skupię się również na samej ocenie działań wojennych. (Raczej będzie ona powierzchowna). Ponadto ważna pozostaje współczesna sytuacja duchowa samych Japończyków. Pożerani przez liberalizm obyczajowy i gospodarczy stali się „narodem korposzczurów”. Pozostawmy to ostatnie na inne rozważania, a może i nawet na osobny artykuł napisany w przyszłości.

Przechodząc do rzeczy, „Kamikaze” z języka japońskiego dosłownie oznacza „boski wiatr”. Nazwa ta pochodzi od potężnych tajfunów, które w XIII wieku zniszczyły mongolską flotę chcącą zaatakować Japonię. Natomiast oddziały pilotów-samobójców z okresu Drugiej Wojny Światowej, powstały wskutek niepowodzeń lotnictwa i floty japońskiej. (Miało to miejsce m. in. podczas Bitwy na Morzu Filipińskim. Ogromne straty poniosła także piechota japońska na Filipinach). Pomysł utworzenia oddziałów Kamikaze przypisuje się admirałowi Takijirō Ōnishiemu, a bezpośrednie uformowanie chorążemu Nakajimie i porucznikowi Inoguchiemu. Pierwsze, skoordynowane „Oddziały Boskiego Wiatru do Ataków Specjalnych”, złożone z ochotników, wyruszyły 25 października 1944 roku. Zaatakowały one kilka amerykańskich lotniskowców. W sumie na około dziesięć statków cało wyszedł tylko jeden USS Fanshaw Bay.

Japonia to kraj silnego przywiązania do tradycji i własnej historii. Nie dziwi więc fakt, iż wojsko japońskie z okresu Drugiej Wojny Światowej, było mocno zakorzenione w samurajskim kodeksie Bushido. Oprócz niego funkcjonowały inne tradycyjne formy moralności. Po pierwsze spojrzenie na śmierć, a dokładniej – pogarda dla niej. Po drugie oddanie własnego życia za cesarza i ojczyznę. To ostatnie uznawano w omawianym okresie za najwyższy akt poświęcenia. W imię zasad tej kultury, opartej na takich formach moralności, przygotowywano fizycznie i duchowo bohaterów tego artykułu. Swoistym „rytuałem” pozostawała uroczysta wspólna kolacja z oficerem przed wylotem. W ten sposób podnosiło się morale żołnierza. Kolejną ceremonialną kwestią, pozostaje uniform zakładany podczas samobójczej misji. Piloci mieli na sobie odświętny mundur. W końcu synowie „Kraju Kwitnącej Wiśni” wylatywali na pewną śmierć, a martwych chowa się w strojach odświętnych. Oprócz tego, niektórzy z Kamikaze mieli przy sobie w chwili wylotu tantō. Dokładnie był to krótki miecz do rytualnego samobójstwa, używany niegdyś przez samurajów. Przekazywano go z pokolenia na pokolenie. Piloci mogli nim odebrać sobie życie, gdyby przeżyli samobójczy atak.

Ciekawym w tym okresie pozostaje wątek młodych Japończyków w okresie nauki. Podczas powstania sojuszu pomiędzy Berlinem, Rzymem i Tokio, a potem podczas wojny na Pacyfiku, japońscy uczniowie i studenci podzielili się na dwie „frakcje”. Jedni byli za „Osią”, drudzy za „Aliantami”. (Pośród tych drugich było bardzo wielu pacyfistów). Obie grupy różniły się od siebie. Dla przykładu, zwolennicy Aliantów w szkole zapisywali się na kursy z języka francuskiego, natomiast zwolennicy Osi na kursy z języka niemieckiego. Jedni i drudzy wierzyli w ewentualne korzyści związane z szerszą współpracą międzynarodową określonego sojuszu. Nagle zawrzało pośród studentów po komunikacie radiowym Cesarza Hirohito. Dotyczył on dokładnie poboru studentów do wojska. Dyskusje były bardziej zaciekłe niż wcześniej pośród uczących się. Większość z nich trafiła do sił powietrznych. Tam przechodzili odpowiednie szkolenie. Uczyli się m.in. sterowania samolotem. (Dla przykładu pierwszym etapem było opanowanie szybowca). Szkolenia ograniczono w wyniku rozwoju działań wojennych i strat doświadczonych japońskich pilotów.

Na przełomie kwietnia i maja 1945 roku, Japonia została sama w walce z wrogiem. Po pierwsze wygasł pakt o nieagresji ze Związkiem Radzieckim. Po drugie, niedługo po tych wydarzeniach, III Rzesza skapitulowała. Początkowo Kamikaze odnosili sukcesy w bitwie o Okinawę. Niestety w czerwcu tego samego roku, została ona zdobyta przez siły alianckie. W wyniku tych wydarzeń, gen. Ushijima, dowodzący wojskami japońskimi na Okinawie, popełnił rytualne samobójstwo. 6. i 9. sierpnia tego samego roku, wojska amerykańskie zrzuciły bomby atomowe na Hiroszimę i Nagasaki. W wyniku eksplozji nastąpiły ogromne straty wśród ludności cywilnej. Atak ten doprowadził do podpisania aktu kapitulacji przez Japonię. Wiceadmirał Matome Ugaki, nie mogąc pogodzić się z porażką, rozkazał przygotować kilka samolotów do ostatniego samobójczego ataku. Za jego czynem poszło więcej żołnierzy niż sam tego wymagał. W ten sposób, ponad dwudziestu Kamikaze wzbiło się w ostatni lot. Nie wszyscy jednak dolecieli do celu. W wyniku rozbicia się nie dotarły wszystkie samoloty w tym ten, w którym znajdował się Ugaki.

Po wojnie została pamięć o Kamikaze w „Kraju Kwitnącej Wiśni”. Dokładnie w niewielkim miasteczku w południowej Japonii, zwanym Chiran, znajduje się „Muzeum Pokoju”. Poświęcone ono zostało lotnikom Kamikaze. Wybudowano je w 1975 roku. Można w nim podziwiać m. in.: eksponaty samolotów, rzeczy osobiste pilotów, ich listy i wiersze, a nawet zdjęcia z jednostek czy życia prywatnego. Co roku w dniu 15 sierpnia, nacjonalistyczne i patriotyczne japońskie ugrupowania zjeżdżają się do Chiran, aby oddać hołd poległym w tamtych dniach. W sferze kultury, poza wyżej wspomnianym Muzeum, można też polecić utwór zespołu z japońskiej sceny RAC, „Sledgehammer”, w którym oddają cześć pilotom Kamikaze[1].

Przechodząc do konkluzji w obranej tematyce, patrząc z podziwem na Kamikaze, nie pomijam ich rozterek na temat wojny i ataków samobójczych. Nie można również patrzeć na ich czyn przez pryzmat naszej kultury. Należy w tym wypadku zrozumieć ich tradycję i nieco zagłębić się w samą historię „Kraju Kwitnącej Wiśni”. Na początku formowania oddziałów Kamikaze dołączali ochotnicy. Z czasem jednak, gdy sytuacja wojsk japońskich na froncie słabła, nastąpiły pobory przymusowe. Ponadto, bohaterowie tego artykułu, pozostawili po sobie spuściznę źródłową. Chodzi dokładnie o ich listy i pamiętniki. Ułatwiają one zrozumieć w pewien sposób sferę psychiczną tych ludzi. Opisywali w nich m.in. swoje przemyślenia. W tym miejscu warto podkreślić moment, kiedy to Kamikaze ujrzeli swoje nazwisko na liście do następnego wylotu. Towarzyszyły im wtedy różne, czasem skrajne emocje: duma, radość, niezrozumienie i tęsknota za bliskimi, lub jak pisał Nagatsuka „(...) świadomość, że w tej ostatniej chwili nie będzie przy mnie nikogo bliskiego”. Czego by nie czuli, ze spokojem ubierali się w odświętne mundury. Następnie przewiązywali głowy opaską swego państwa. Z podniesioną głową, przy śpiewach kobiet, wyruszali w swą ostatnią podróż, z myślą o swojej misji i celu pokonaniu wroga.
Banzai!

Pamiętaj jednak, synu, że siły fizyczne i moc materialna to rzeczy drugorzędne. Najważniejszy jest duch żołnierza, jego odwaga i determinacja, gotowość do najwyższych poświęceń. Duch żołnierza naszej rasy, Yamato-damashii! (...) Gdy Amerykanie stracą kilku ludzi, nie chcą dalej walczyć i poddają się. Traktują wojnę po kupiecku, jak ja traktuję sprzedaż konserw Tamiro lekko skrzywił się na to porównanie. Zastanów się, Taro. Przypuśćmy, że stu żołnierzy amerykańskich zostanie otoczonych przez przeważające siły naszych. Ilu z nich trzeba zabić, by reszta się poddała? Dwudziestu, może trzydziestu... - zgadywał Taro. - Właśnie. (...) A teraz przypuśćmy, że zaistniała sytuacja odwrotna. Stu naszych otoczonych przez tysiące Amerykanów. Ilu z naszych trzeba zabić, by uzyskać poddanie się reszty? Taro wyprostował się dumnie. Nasi nigdy się nie poddają!”.[2]
Michał Karpiński

Przypisy:

[1].
Sledgehammer – Kamikaze [w:] https://www.youtube.com/watch?v=5CY3DzIty-U , (dostęp 20 grudzień 2011 r.).
 
[2].
Bohdan Arct – „Kamikadze, boski wiatr”, pierwsze wyd. 1961 r., fragment.


Bibliografia:

1. Nagatsuka R.; „Byłem Kamikaze”; wyd. MON; 1979 r.

2. Flisowski Z.; „Burza nad Pacyfikiem”; wyd. Poznańskie; T. 1, 1986 r.; T. 2, 1989 r.