środa, 31 styczeń 2018 23:34

Michał Szymański - Posła Winnickiego walka z nacjonalizmem

              

  Od kilku dni trwa festiwal, którego skali absurdu opisać nie sposób. Średnio raz na kilka lat jedna z telewizji, w swoim programie interwencyjnym, lubiła puścić reportaż o nacjonalistach, nazistach, skinheadach bądź innym tego typu środowisku. Ostatni materiał został jednak puszczony w najlepszym możliwym czasie antenowym, bo w sobotę wieczorem, przez TVN24, a atmosferę podgrzano zapraszając gości do studia. W ten oto sposób kilkuosobowa grupka (nie obrażając nikogo) średnio rozgarniętych osób, będących tak zagorzałymi czcicielami Adolfa Hitlera, że hymn SA "Die Fahne hoch" bohaterowie nagrania odśpiewali z kartki, w dodatku z umieszczonym na niej fonetycznym zapisem pieśni. Czy bardziej absurdalną jest zarejestrowana przez dziennikarzy sytuacja, czy też rozpętanie wokół tej maskarady burzy, w ramach której wypowiedziały się już chyba wszystkie najważniejsze osoby w państwie, to ciężko ustalić.

               

Niestety, swoje trzy grosze postanowił dorzucić poseł Robert Winnicki (któremu rykoszetem dostało się za całą tę sytuację, wszak medialny koncert stworzył odpowiednie połączenie, z którego jasno wynikało, że od paradujących w mundurach Wehrmachtu i SS neonazistów poprzez nacjonalistów aż do Roberta Winnickiego, jest całkiem niedaleka droga), który wraz z Krzysztofem Bosakiem na konferencji prasowej zapowiedzieli, że należy dokonać zmian w Kodeksie karnym, a ściślej rzecz ujmując w art. 256 kodeksu karnego. Jest to rzecz, moim zdaniem, alarmująca.

               

Jeśli ktoś jakimś cudem nie wie, czym jest ów przepis, to wyjaśnijmy, że jest to standardowy w państwach europejskich artykuł z ustawy karnej służący do walki z tzw. mową nienawiści oraz "faszyzmem". Oczywiście, w zależności od państwa, jest on mniej lub bardziej restrykcyjny i mniej lub bardziej wykorzystywany do zwalczania środowisk narodowych, te z kolei bardzo często domagają się jego zniesienia. W polskim przypadku mamy do czynienia, w paragrafie 1 niniejszego kodeksu do czynienia z penalizacją bądź to publicznego propagowania "faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju" bądź z nawoływaniem do "nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość". W przypadku drugiej części niniejszego przepisu możemy mówić, w gruncie rzeczy, o dużym szczęściu gdyż w zagranicznych realiach unormowania mają charakter o wiele bardziej restrykcyjny i bądź to rozszerzane są również na osoby LGBTQ(i kolejne literki których, niestety, już nie znam), bądź to określane po prostu mianem szerzenia nienawiści, co można rozszerzyć... no w zasadzie na wszystko. Co więcej, nasze szczęście polega na tym, że choć od lat środowiska liberalne przebąkują o konieczności dopisania do tej wyliczanki "nienawiści" na tle różnic seksualnych, to od wielu lat nikt tego przepisu w zasadzie nie zmieniał (z wyjątkiem, co ciekawe, pozytywnej zmiany dokonanej przez Trybunał Konstytucyjny w paragrafie 2, o którym mowa niżej).

              

  No i ten przepis, żeby załapać plusy w politycznych notowaniach, postanowił zmienić poseł Winnicki. A przynajmniej zaproponować projekt ustawy zmieniającej kodeks karny.

            

    Projekt ustawy ROZSZERZAJĄCEJ penalizację. No bo, wiadomo, Polacy, a zwłaszcza narodowcy, są ofiarami totalitaryzmów i takie tam.

 

            

    Zanim zajmiemy się pomysłami pana posła, przypomnijmy, na czym polega problem. Otóż, nawet w doktrynie prawniczej zauważa się, że brzmienie przepisu "propagowanie faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju" jest bardzo nieostre, a przepisy prawa karnego powinny charakteryzować się jak największą precyzją. W przeciwnym razie obywatel nie tylko, że nie wie, czy swoim zachowaniem nie popełni przestępstwa, ale czy przy aktualnej atmosferze politycznej ktoś nie postanowi uznać jego czynów właśnie za "propagowanie innego ustroju zabronionego".

           

     Pomińmy już w ogóle dyskusje na temat tego, czy włoski faszyzm miał charakter totalitarny czy też nie, bądź też czy nacjonalizm przedwojennego ONR-u, Żelaznej Gwardii, hiszpańskiej Falangi itd. miały charakter "faszystowski". Wystarczającym polem do nadużyć jest wszak sformułowanie "inny [niż faszystowski] ustrój państwa", co niekoniecznie musi oznaczać hitlerowski narodowy socjalizm czy komunizm, ale również może zostać rozciągnięte na wiele, wiele innych tradycji politycznych i ustrojowych. W dyskusji nad brzmieniem tego przypisu wskazywano, że traktując go bardzo szeroko grozi nam sytuacja, w której do więzienia trafić można za pochwałę ustroju Iranu a nawet... zaproponowanego przez Platona w "Państwie" hierarchicznego państwa filozofów.

              

  Praktyczne zastosowanie tych przepisów to wiele spraw wytaczanych polskim nacjonalistom za falangi, krzyże celtyckie, saluty rzymskie, ale również przekreślone symbole sierpa i młota. Myślę, że najbardziej skandalicznym jest, z punktu widzenia ludzkiej przyzwoitości, jest fakt, że były prezes Młodzieży Wszechpolskiej chce zaostrzać przepisy, które kilka lat temu skierowano przeciwko wszechpolakom. Przypomnijmy, że w 2014 roku, z niewiadomych przyczyn, jakoś na Marszu Niepodległości wyparowały charakterystyczne szturmówki z Mieczem Chrobrego. Niedługo później na YouTube'ie odnaleźć można było film, zamieszczony przez jednego z działaczy MW, na którym widać policjantów "trzepiących" jeden z wielu busów wiozących do stolicy nacjonalistów a następnie rekwirujących organizacyjne flagi. Gdy jeden z wszechpolaków, oburzony, poprosił o podanie podstawy prawnej, policjant wypowiedział magiczne słowa - 256 k.k.

 

              

  Pomysły posła Winnickiego są następujące. Chce on dodać przepis, który zakładać będzie, że "kto propaguje, oddaje cześć lub w inny sposób tworzy kult przywódców totalitarnych państw i formacji: Adolfa Hitlera, Józefa Stalina, Włodzimierza Lenina i Stepana Bandery, podlega karze grzywny, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2". Pan poseł chyba już zorientował się, jak wielki błąd uczynił w pierwotnym projekcie, gdyż brzmiał on "tworzy kult przywódców totalitarnych państw i formacji, W SZCZEGÓLNOŚCI...". Sformułowanie to sprawiałoby, że przepis ten nie ograniczałby się tylko do owej czwórki, lecz także do innych postaci. Kto wie, może chodziłoby o przywódcę totalitarnej formacji SS Heinricha Himmlera albo o szefa CzeKa Feliksa Dzierżyńskiego? Ale kto wie, może, zgodnie z logiką niektórych przedstawicieli organów ścigania i polityków, do więzienia można byłoby trafić np. za kult Corneliu Codreanu, Jose Antonio Primo de Rivery bądź Leona Degrelle'a, gdyż według niektórych historyków byli to "faszyści", a skoro "faszyści" to zapewne liderzy takich "totalitarnych formacji" jak Żelazna Gwardia, Falanga czy Christus Rex (że już nie wspomnę o Legionie Walońskim). Kto wie, być może prof. Jacek Bartyzel za swój słynny cichy toast za obrońców Berlina walczących w francuskim Legionie "Charlemagne", powinien (jeśli zdecyduje się kontynuować praktykę) trafić do celi? Dość zabawnym jest fakt, że Robert Winnicki z pewnością otacza ogromnym szacunkiem generała Franco, którego rządy w pierwszych latach miały charakter dotkliwie represyjny i zapewne niejeden historyk powołany przez sąd jako biegły powiedziałby, że Robert Winnicki, mówiąc głośno o wielkości Caudillo, złamał przepisy, które sam wymyślił. O tym, że ksiądz Pawski, spowiednik Bolesława Piaseckiego, wymyślił ideę "katolickiego totalizmu", a liderowi Ruchu Narodowo-Radykalnego, głoszącego wszak wizję "katolickiego państwa narodu polskiego" idea ta z pewnością się podobała, nie muszę chyba również nikomu przypominać.

            

    Szczęśliwie, przynajmniej na razie, pan poseł postanowił wyciąć to nieszczęsne sformułowanie i ograniczyć się do tej czwórki. Nie sposób zapytać - dlaczego akurat oni, a nie np. Bolesław Bierut? Oczywiście, rozumiem, że chodziło o przywódcę III Rzeszy, przywódcę Rosji bolszewickiej, ZSRR podczas II wojny światowej oraz lidera OUN-B (choć tutaj można byłoby delikatnie wspomnieć, że myśl ustrojowa OUN była dość podobna do wielu ruchów narodowo-radykalnych, więc nie byłoby żadnych przeciwwskazań, by kiedyś posłowie dopisali do tej wyliczanki również Bolesława Piaseckiego), nie mniej jednak lista ta jest szalenie wybiórcza i niekompletna, uznaniowa. Jeśli bowiem przyjąć kryterium "rachunku krzywd", według którego chcemy karać za kult osób (rozumiem, że chodzi o jakiś ołtarzyk w domu?), które dokonywały zbrodni na narodzie polskim, to musielibyśmy dopisać również Hansa Franka jako generalnego gubernatora, całą wierchuszkę ZSRR z Mołotowem, Berią czy dowódcami Armii Czerwonej, Kłym Sawura jako głównego kreatora rzezi wołyńskiej, dowódców Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego... i tak można wymieniać w nieskończoność. W moim odczuciu jest to przepis napisany totalnie niezgodnie z techniką legislacyjną, tak niedbały, że pomijający słowo "publicznie", które znamy z art. 256 par. 1, a wówczas boję się nawet myśleć, jak tragiczne mogą być skutki jego wprowadzenia. Bo co oznacza "oddawanie czci"? Posiadanie książek o III Rzeszy łapie się pod "oddawanie czci" Hitlerowi? Za "Wojnę Hitlera" Irvinga albo jego biografię pióra Iana Kershawa będzie można iść siedzieć? A może za sformułowanie, że "Hitler był lepszy od Stalina", że "należało iść z Niemcami na Związek Sowiecki", co przecież jest już nie kontrowersyjną tezą historyczną lansowaną wyłącznie przez niepokornego profesora Wieczorkiewicza, ale od kilku lat dopuszczalnym w debacie historycznej stanowiskiem, wygłaszanym także na centroprawicy. Poseł Winnicki zapewne marzy też o tym, że wysłać Grzegorza Motykę za kratki, bo ten pisząc o Wołyniu przypomina, że w czasie rzezi Bandera to akurat siedział w Sachsenhausen. A kto wie, może to już niedaleka droga do "tworzenia w inny sposób kultu"?

     

          Oczywiście, na pewno nikomu popierającemu takie rozwiązania, w ramach czarnego poczucia humoru, nigdy nie zdarzyło się nikomu zaśpiewać jakiejś przyśpiewki, w której padałyby ciepłe słowa pod kierunkiem któregoś spośród wymienionych totalitarnych przywódców, może jednak jakiś młody działacz narodowy takim głupkowatym poczuciem humoru się wykazuje a lex Winnicki wysłać go może za kratki. W to, że poseł Winnicki nie śpiewał nigdy takich piosenek, wierzę z całego serduszka, przecież nie napisałby prawa, które sam łamał, bo to byłaby skrajna hipokryzja.

       

         Pomijając już kwestie praktyczne (niektóre przykłady, oczywiście, przejaskrawiam, acz z drugiej strony, doświadczenie życiowe pokazuje, że organy ścigania wykazywały się dużą inwencją twórczą przy interpretacji obowiązujących już aktualnie przepisów) - oczywiście, cała czwórka dokonywała zbrodni na narodzie polskim a zachowanie kretynów z lasu oburza (no dobrze, przede wszystkim śmieszy, ale to wina ich wyjątkowego nieogarnięcia), nie mniej jednak postulat rozszerzenia przepisów ustawy, która jest nagminnie wykorzystywana przeciw nacjonalistom, nawet w sposób, który mógłby wynikać ze szlachetnych, patriotycznych pobudek, w taki sposób, który rozszerza jego stosowanie (nawet o tego Lenina i Stalina - w sumie ciekawe, idąc za ciosem, czemu poseł Winnicki nie postanowił wziąć się za Che Guevarę?) jest zakładaniem pętli na szyję sobie, a już na pewno dawnym kolegom z środowiska. Skoro dziś Hitler i Bandera, to czemu jutro nie Dmowski?

       

        Częściowo uspokoić można środowisko, które zarzuciło Winnickiemu, że chce karać również za posiadanie wlepek. Jest to nie do końca prawda. Projekt ustawy mówi, że art. 256 par. 2 miałby otrzymać brzmienie "tej samej karze podlega, kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, nabywa, przechowuje, posiada, prezentuje, przewozi lub przesyła druk, nagranie lub inny przedmiot zawierający treść określoną w par. 1 i 1a". Oznacza to tylko i wyłącznie dopisanie do tego przepisu końcówki "i 1a". Wbrew przeświadczeniu wielu, Trybunał Konstytucyjny uchylił jedynie fragment "...albo będące nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej". Oznacza to, że materiały, które służą np. propagowaniu faszyzmu już aktualnie są podstawą do skazania.

 

        

        Jaki powinien być więc stosunek nacjonalistów do 256 k.k.? Oczywiście, jak najbardziej negatywny. Jeśli już poseł Winnicki uważa, że koniecznie należy przeciwdziałać szalejącemu w Polsce hitleryzmowi, to mógł zaproponować jego reformę w duchu, przykładowo, zredagowania art. 256 par. 1 kodeksu karnego w sposób, chociażby, "kto publicznie propaguje wprowadzenie w Polsce ustroju totalitarnego wzorowanego na reżimie III Rzeszy lub Związku Radzieckiego...". W ten oto prosty sposób wykluczyłby karanie nie tylko za "faszyzm", ale i (jak się w praktyce okazuje) nacjonalizm, a przy okazji złapałby punkty w sondażach. Niestety, tej mądrości panu posłowi zabrakło.