niedziela, 31 grudzień 2017 23:26

Witold Dobrowolski - My, narodowi socjaliści?

Zamęt pojęciowy był zawsze obecny w kontekście środowisk narodowych.  Takie określenia jak „skrajna prawica”, „faszyzm”, „neonaziści”, „narodowi socjaliści” towarzyszą niezmiennie nacjonalistom w Polsce. Oczywiście są one stosowane przeważnie przez środowiska wrogie środowisku narodowemu, a więc lewicowe i demoliberalne.

Określenia „skrajna prawica” stosują wobec nacjonalistów w Polsce przede wszystkim media. Jednak większość nacjonalistów odrzuca swoją przynależność do prawicy, którą uważa przeważnie za systemową, skorumpowaną, oraz już dawno skompromitowaną swoimi ciągłymi ustępstwami wobec liberałów i lewicy. Z pewnością również większość nacjonalistów wymyka się tradycyjnemu obrazowi prawicy. Jednak już przed wojną polscy narodowcy zauważali archaizm podziału na lewicę i prawicę, i stawiali się ponad nie. Rzeczywiście trudno było dopasować do klasycznej lewicy i prawicy ruchy narodowo-rewolucyjne, narodowo-radykalne, czy w końcu narodowo-socjalistyczne. Z jednej strony charakterystyczny dla konserwatystów tradycjonalizm, chęć ochrony obyczajów, tożsamości, z drugiej strony bardzo postępowe myślenie o strukturach państwowych, kulturze, oraz rozwoju technologicznym. Z jednej antykomunizm, zwalczanie socjalistycznych rozwiązań gospodarczych stawiających na określone klasy społeczne, z drugiej rozwiązania gospodarcze charakterystyczne dla lewicy. Jednym z najbardziej radykalnych przykładów może być  Czarny Front Otto Strassera, który miał wiele ekstremalnych rozwiązań gospodarczych charakterystycznych dla skrajnej lewicy. W PRL w niektórych publikacjach partia Strassera była nazywana nawet lewicowy ruchem antyfaszystowskim.

Trudno jednak uznać za poważne zarzucanie polskim nacjonalistom faszyzmu. Faszyzm jako ideologia charakterystyczna dla Włoch w pierwszej połowie XX wieku w wielu założeniach różni się od ideologii i praktyki nacjonalistycznej funkcjonującej w przedwojniu, czy obecnie w Polsce. Równocześnie nie zaprzecza temu możliwość inspirowania się tą ideą i postaciami które ją tworzyły uruchamiając w Europie, oraz na świecie rewolucję kolorowych koszul gotowych budować Nowy Ład i Nowego Człowieka we własnych ojczyznach. Również trudno z pozycji polskiej wbrew stereotypom krytykować włoski faszyzm. Przed wojną była nim zafascynowana polska prawica, również narodowcy (warto jednak pokreślić że nie podchodzili do niej bezkrytycznie). Rewolucję faszystowską postrzegano jako swoisty wzór rewolucji narodowej. Włochy Mussoliniego również w stosunku do Polski i Polaków zasłynęły wieloma gestami i wsparciem jak przykładowo uznaniem granic wschodnich II RP w 1923, wbrew przykładowo takiej Francji która faworyzowała w tej kwestii Sowietów. Można oczywiście zarzucić, iż Włosi współtworzyli z Niemcami sojusz Państw Osi jednak czy Węgrzy też nie wsparli Hitlera? Czy to oznaczało że przestali oni być naszymi bratankami? Wiele czynów węgierskich żołnierzy w stosunku przykładowo polskiej partyzantki dowiodło że nie. W 1939 roku gestapo zatrzymało podstępnie 184 wykładowców Uniwersytetu Jagiellońskiego, następnie wywieziono ich do obozów koncentracyjnych jako więźniów politycznych. Na wskutek dyplomatycznych działań włoskich faszystów w tym samego Mussoliniego zwolniono 100 uczonych w lutym 1940 roku. Włoski rząd nie reagował również na przemarsz internowanych w Rumunii i Węgrzech żołnierzy polskich przez swoje terytorium kierujących się do Francji gdzie tworzono polskie oddziały na zachodzie do wojny z Niemcami. Część z powyższych informacji o faszystowskich Włoszech pojawiła się w formie ulotek historycznych odkłamujących nacjonalizm na Uniwersytecie Warszawskim. Warto tutaj odnotować że członkowie Komitetu Antyfaszystowskiego który powstał w proteście przeciwko tym ulotkom sami nie byli w stanie wykazać fałszu informacji na nich zawartych i skończyło się stwierdzeniu: „ulotki zawierają prawdziwe informacje, ale wiadomo o co chodzi(propagowanie faszyzmu)”.

Można zastosować również definicję faszyzmu Stanleya G. Payne'a wedle której faszystowskie ruchy charakteryzowały się między innymi:

  • Negacją liberalizmu, komunizmu, konserwatyzmu.
  • Idealistyczną, witalną filozofię będącą koncepcją budowania nowej, samookreślającej się kultury, oraz wizją państwa jako totalnego, zhierarchizowanego organizmu.

  • Organizacją nowej, wysoce regulowanej, międzyklasowej, narodowej ekonomicznej struktury.

  • Próbą masowej mobilizacji, militaryzacji, nacisk na symbolikę, estetykę, egzaltację młodości, specyficzną tendencję do autorytarnego, charyzmatycznego stylu dowodzenia.

Rzeczywiście do tej definicji będzie pasować większość ruchów narodowo-rewolucyjnych przedwojnia również polskich. Jednak ta definicja pozostaje definicją historyczną, określającą pewien zamknięty rozdział historii Europy. Pozostają więc określenia błędne i bazujące na piętnowaniu przeciwników politycznych. Tak więc jeden z „badaczy” polskiego nacjonalizmu Rafał Pankowski często używa pojęcia „neofaszyzmu” w stosunku również polskich narodowców, gdy to pojęcie poprawnie można postrzegać jedynie w kontekście włoskich nacjonalistów i również nie wszystkich. Lewica, komuniści już w przedwojniu nazywali przeciwników politycznych w tym między innymi marszałka Piłsudskiego w sposób obraźliwy„faszystami”, później rewolucja 1968 spopularyzowała stygmatyzację konkurencji kulturowej i politycznej tym pojęciem w negatywnym świetle. Wbrew popularnemu mitowi taki sposób zwalczania politycznych przeciwników nie powstał z pomysłu Stalina, który przedstawił to w swoich dyrektywach: „Gdy obstrukcjoniści staną się zbyt irytujący, nazwijcie ich faszystami, nazistami albo antysemitami. Skojarzenie to, wystarczająco często powtarzane, stanie się faktem w opinii publicznej”. W rzeczywistości to zdanie pojawiło się w odmiennej, dłuższej formie po II Wojnie Światowej w antykomunistycznej propagandowej amerykańskiej książce „Handbook on Propaganda for the Alert Citizen” bez podania żadnych przepisów. Badacze amerykańscy uważają że może dotyczyć dyrektywy mniejszych partii komunistycznych działających w Ameryce Północnej. Nie zmienia to faktu że rzeczywiście określenie stygmatyzujące „faszysta” jest stosowane przez skrajną lewicę niemal od wieku, a przejęli to obecnie nawet demoliberałowie.

Narodowcy po pierwszych wielkich sukcesach Marszu Niepodległości zaczęli bardzo mocno walczyć z tym określeniem. Odwoływanie się do cytatu Mosdorfa: „Nie jesteśmy faszystami, ani hitlerowcami...”, dumne hasła: „Narodowiec nie faszysta prawdziwy polak nacjonalista” stały się powszechne w środowisku, zaczęto podkreślać bardzo mocno walkę narodowców z hitlerowcami, oraz ich męczeństwo w obozach. Wtedy też niestety rozpoczęło się również pewne fałszowanie obrazu nacjonalistów przedwojennych, ukazując historię ruchu narodowego w niemal cukierkowy sposób, by przypodobać się prawicy politycznej. Plony takie postępowania można zobaczyć dziś, gdy doszło do sytuacji że dla Prawa i Sprawiedliwości ma większe znaczenie pochodzenie i krew (vide zmiany w sprawie Karty Polaka), niż dla narodowców. Media głównego nurtu przestały powoli nazywać nacjonalistów faszystami ze względu na dziesiątki pozwów sądowych i spraw prawnych, których nawet koncerny prasowe nie mogły wygrać. Faszyzm odrzucono całkowicie jako coś obcego i wrogiego. Rozpoczęto również proces „ugrzeczniania” ruchu, z równoczesną utratą wyrazistości którą z dzisiejszej perspektywy wielu nazywa falą „gimbopatriotyzmu”. Bez oceniania samej tej fali można jednak stwierdzić z pewnością, że narodowcom nie udało się tego zjawiska odpowiednio wykorzystać długoterminowo. Przypomina o tym bardzo duży spadek działaczy w największych organizacjach narodowych, nędzna frekwencja na manifestacjach, pikietach narodowych w całej Polsce, oraz widoczny spadek samych uczestników Marszu Niepodległości co powinno być już alarmujące dla jego organizatorów. Mimo owego „ugrzeczniania” oskarżenia wobec narodowców o faszyzm i naciski na zdelegalizowanie większych organizacji nasiliły się po dojściu do władzy Prawa i Sprawiedliwości. Zmiana kierunku w bardziej umiarkowanym okazała się błędna.

Jeśli chodzi o pojęcie „neonazizmu” jest ono stosowane rzadko, w Polsce głównie przez media określające inne ruchy narodowe za granicą (od Złotego Świtu po Alternatywę dla Niemiec), oraz antyfaszystów. Pod to pojęcie może podpadać subkultura skinheadów otwarcie odwołująca się do III Rzeszy jednak na wymarciu.

Również nacjonalistów w Polsce nazywa się narodowymi-socjalistami. Określenia tego używają antyfaszyści, liberałowie, korwiniści, aż od pewnego czasu nawet publicznie narodowcy stający z wcześniej z wymienionymi w jednym szeregu. Czym jest narodowy-socjalizm? Po II Wojnie Światowej kojarzy się jednoznacznie z ideologią która zdominowała Niemcy w latach 30-tych XX wieku. Była to pangermańska oparta na volklizmie koncepcja polityczna, społeczna, jak i ekonomiczna. Jak najwyższą wartość stawiała rasę. Jedynie w Niemczech drogą demokratyczną stałą się ona powszechna, funkcjonowała ona jednak również w Holandii, Danii, Norwegii, Szwecji. Prócz tego funkcjonowały ugrupowania odwołujące się do narodowego socjalizmu w całej Europie jednak różniące się często fundamentalnie od jego germańskiej wersji. W Polsce funkcjonowały ugrupowania narodowo-socjalistyczne liczące setki działaczy jednak w większości wrogie hitlerowskim Niemcom, jak i odwołujące się silnie do wiary katolickiej. Ich mottem były słowa Adama Mickiewicza:”Socjalizm, aby się kiedyś stać wszechludzkim, powinien wprzódy stać się narodowym”.W Rumunii Corneliu Zelea Codreanu swoją ideologię często nazywał „chrześcijańskim narodowym socjalizmem”, a jego Żelazny Legion zanim przyjął za swój symbol kraty więzienne symbolizujące męczeństw charakteryzował się symbolem swastyki. Bezsprzecznie określenie narodowy socjalizm zostało w czasie II Wojny Światowej skompromitowane i można by było uznać je za zamknięty rozdział. Po Marszu Niepodległości w 2011 Janusz Korwin-Mikke wypowiedział się o uczestniczących w marszu onrowcach nazywając ich narodowymi socjalistami. Można uznać że prawdopodobnie chodziło o narodowo-radykalne poglądy ekonomiczne, które przed wojną miały też radykalniejsze odmiany, lecz równocześnie takie określenie mogło się o wiele mocniej kojarzyć, zwłaszcza uczestnikom marszu z oskarżeniem o hitleryzm. Walczący z łatkami faszystów ONR i jego działacze również mogli mieć na podstawie takich słów ze strony osoby uważanej za antysystemową problemy prawne i mogły się stać pretekstem do represji. Organizatorzy Marszu oficjalnie wyrzucili więc na podstawie tej sytuacji Korwin-Mikkego z uczestnictwa w tym wydarzeniu.

W 2017 roku powstała w Polsce nowa formacja nacjonalistyczna Szturmowcy, odwołująca się do narodowego-radykalizmu w zmodyfikowanej mającej odpowiadać na wyzwania XXI wieku formie. Równocześnie ugrupowanie to inspiruje się estetycznie, w realnym działaniu jak i ideologicznie ruchami nacjonalistycznymi w Europie. Bezkompromisowość, radykalizm i chęć naprawy błędów środowiska sprawiły że część ugrupowań narodowych wrogo lub niechętnie odniosła się do nowej inicjatywy. Budowany na podstawie narodowego-radykalizmu, odwołujący się do dziedzictwa polskiego nacjonalizmu jak RNR-Falangi, Doboszyńskiego, Reutta, Balickiego Nacjonalizm Szturmowy został odebrany jako próba budowy nowego, obcego tradycji nacjonalizmu. W tekście z listopadowego „Szturmu” udało mi się jasno wykazać, że w rzeczywistości Szturmowcy w sprawach fundamentalnych jak etniczność są bliżej tradycji narodowej od atakujących którzy odrzucają jakiekolwiek znaczenie krwi. Nie chodzi jednak o licytowanie się kto bardziej czerpie z przedwojennego korzenia tradycji narodowej, najważniejsze żeby nacjonalizm mógł stawić czoła nowym wyzwaniom, a nie stać się grupą rekonstrukcyjną, bądź zamkniętą sektą. Nacjonalizm również musi się uczyć na błędach. Inspirowanie się ruchami zagranicznymi trudno odebrać również jako coś złego, w przedwojniu ideologicznie, estetycznie polscy nacjonaliści również inspirowali się ruchami zagranicznymi jak wcześniej wspomnianym faszyzmem włoskim. Dziś największe organizacje narodowe w tym ONR inspirują się chociażby estetyką marszową włoskich nacjonalistów. Nie przypominam sobie żeby ktoś to potępiał. Na Szturmowców po konferencji „Europa Przyszłości”, oraz Czarnej Kolumnie rozpoczęła się medialna nagonka. Część z niej dotyczyła pojęcia etniczności czego dotyczy mój tekst z listopadowego „Szturmu”. W tej nagonce główną rolę przejęła prawica. Ironicznym może być fakt, że Gazeta Wyborcza potrafiła napisać o Czarnym Bloku bardziej rzetelny i obiektywny artykuł, niż przykładowo takie Do Rzeczy piórem Wojciech Wybranowskiego, który już w przeszłości atakował za rzekomy faszyzm Młodzież Wszechpolską.

Na co należy zwrócić uwagę, że sam główny kierownik ONR Aleksander Krejckant wypowiedział się w artykule Wybranowskiego na temat Szturmowców: „Analogie są zbyt duże, by można się było mylić. To po prostu nowa twarz środowiska narodowosocjalistycznego, które gdzieś na absolutnym marginesie funkcjonowało. My z nimi nie chcemy mieć nic wspólnego”. Nagle więc okazuje się że sam lider ONR czyni dokładnie to co zrobił Korwin-Mikke w 2011 roku za co został słusznie wyrzucony z Marszu Niepodległości. Można by pomyśleć że jedynym zarzutem może być tylko zarzucenie hipokryzji, lecz nie. Mamy do czynienia ze zjawiskiem, gdy lider jednej z nacjonalistycznych organizacji jawnie nazywa narodowymi-socjalistami inną grupę nacjonalistyczną sugerując świadomie lub nie hitlerowskie zapatrywania szturmowców. W tym momencie warto sobie zadać dodatkowe pytania. Czy taką bezmyślną wypowiedź mogą wykorzystać służby i aparat represji działający wobec nacjonalistów nieprzerwanie? Czy bardziej brałyby na poważnie słowa antysystemowego, niepoważnego polityka z muszką kompromitującego się licznymi wypowiedziami, czy lidera jednej z większych organizacji nacjonalistycznych? Odpowiedź zostawiam czytelnikom.

Fakt faktem, że pewne granice które istniały w środowisku nacjonalistycznym zostały bezpowrotnie przerwane. Trudno się doszukiwać w przeszłości takich przepychanek i ataków na innych polskich nacjonalistów. Wpierw ataki na transparenty, oskarżenia o rasizm, ataki na „bratnią” organizację, wszystko publicznie w mediach co było nie do pomyślenia. Do tego doszły oskarżenia o narodowy-socjalizm w prawicowej prasie w ustach lidera jednej z narodowych organizacji. Warto również zwrócić uwagę, że owy „narodowy socjalizm” nie ogranicza się jedynie do Szturmowców. Chodzi o całe środowisko, które tworzyło Czarną Kolumnę, a więc również Radykalne Południe, czy Autonomicznych Nacjonalistów. Warto przypomnieć że to ci ostatni organizowali Marsz Niepodległości w 2009 roku i stanowili trzon broniący Marszu w 2010 roku. To również dzięki ich działalności ulicznej w wielu miastach Polski narodowcy mogli podejmować swobodną działalność nie obawiając się lewicowych bojówkarzy. Koniec końców zamęt pojęciowy na temat nacjonalistów wcale nie zelżał, wręcz się zaognił. „Ugrzecznianie” się okazało się błędną drogą, trwa ono dalej wśród części środowiska które potrafiło się posunąć do najniższych posunięć stając w ramię w ramię z antyfaszystami, liberałami, piwnicznymi konserwatystami czy korwinistami. Jednak my „narodowi socjaliści” będziemy iść dalej w skier powodzi, nie będziemy rezygnować z idei i z tego kim naprawdę jesteśmy. Nie zdradzimy.

Witold Jan Dobrowolski