Maksymilian Ratajski - W obliczu nowych wyzwań

24 września obchodziliśmy 5-lecie Szturmu, a 25 października miną 4 lata samodzielnych rządów Prawa i Sprawiedliwości - należy się spodziewać, że potrwają one kolejną kadencję. Te dwie daty skłaniają do refleksji nad perspektywami i zadaniami, jakie stoją przed naszym Ruchem. Żyjemy w zupełnie innym państwie niż kilka lat temu, nasz Naród się zmienił.

Rządy centroprawicy przyniosły naszemu Narodowi katastrofę. Doceniając 500+ czy minimalną stawkę godzinową, nie możemy zapominać o wadach obecnej władzy. Już na początku kadencji rozgorzał spór o aborcję, który zaowocował czarnym protestem. Prawica, mimo posiadania samodzielnej większości, nie zrobiła nic, aby zwiększyć ochronę życia poczętego. Każdy, kto pamiętał poprzednie rządy Prawa i Sprawiedliwości, mógł się tego spodziewać. Oni są przeciwko aborcji wtedy, kiedy nie mogą przegłosować zmian w Sejmie, a mając władzę umywają ręce. Utrzymanie barbarzyńskiego kompromisu (każdy kompromis jest zdradą i dezercją), nie jest jeszcze najgorsze; trzeba było być bardzo naiwnym, żeby liczyć na PiS-owskie przywiązanie do katolickich wartości i prawa do życia. Prawdziwą katastrofą był czarny protest, który doprowadził do olbrzymich przemian w polskim społeczeństwie. Popularność tego obrzydliwego ruchu zaskoczyła wszystkich, łącznie z samymi inicjatorami - do tej pory potrzeba manifestowania swoich poglądów na ulicy była raczej kojarzona z prawą stroną sporu politycznego. Lewicy liberalnej udało się, za pomocą mediów i celebrytów, przekonać kobiety, że oto rząd chce w niemal faszystowski sposób pozbawić je podstawowych praw i wespół z Episkopatem szykuje się do wprowadzenia katolickiego szariatu. Czarny protest był punktem zwrotnym, po nim nastąpiły marsze KOD-u i coraz liczniejsze parady pedałów, które jeszcze kilka lat temu były fatalnie zorganizowane, a frekwencja na nich wyraźnie spadała. Dzisiaj tolerancja dla pedałów wydaje się dla większości Polaków czymś oczywistym, a w ciągu kilku lat PiS wprowadzi związki partnerskie. Coraz bliżej nam do upadłych społeczeństw Zachodu. Prawicowy rząd zrobił wszystko, aby zmobilizować do działania liberalną lewicę, dostarczył jej paliwa. Jednocześnie nie zrobił absolutnie nic, aby wprowadzić jakiekolwiek zmiany w prawie chroniące tradycyjną rodzinę, czy utrudniające działalność organizacjom LGBTP. Jedyną grupą prześladowaną przez władze są nacjonaliści.

 

Wielu chciałoby widzieć w prawicy sojusznika w obronie tradycyjnych wartości, tak jednak nie jest - prawica nie potrafi i nie chce walczyć z upadkiem naszej cywilizacji, jest zainteresowana jedynie jego spowalnianiem, kompromisami – walka i chęć budowania czegokolwiek są „faszyzmem” i „ekstremizmem”, prawica musi być „cywilizowana” i iść z duchem czasów, więc na Zachodzie legalizuje aborcję i daje prawa pedałom, a w Polsce nie robi nic, aby powstrzymać ich marsz.

 

Cztery lata temu protestowaliśmy przeciwko przyjmowaniu tak zwanych „uchodźców”. Imigrant miał wówczas twarz Ahmeda, który gwałci określony gatunek zwierząt gospodarczych, a jak ich braknie to także kobiety, wysadza się w metrze czy zamierza pobierać zasiłki. Jedynym plusem było, że czasem robi dobrego kebaba. Obraz wyjątkowo prymitywny i krzywdzący dla wyznawców islamu, ale też utrudniający nam walkę z rzeczywistą imigracją – krwiożerczy terrorysta przypływający na łódce po socjal działa na wyobraźnię, odwraca jednak uwagę od rzeczywistego problemu. Prawdziwy imigrant przybywa do Polski pracować (mimo wszystko zarabia się u nas znacznie lepiej niż w jego ojczyźnie), co wcale nie oznacza, że jest mniej groźny. Cztery lata rządów patriotycznej prawicy sprawiły, że Polska przestała być krajem jednolitym etnicznie, codziennie słyszymy na ulicach i w miejscach pracy język rosyjski i/lub ukraiński, codziennie też spotykamy ludzi pochodzących spoza Europy. PiS, który obiecywał nieprzyjmowanie „uchodźców”, masowo sprowadza imigrantów ekonomicznych. Co najgorsze, wielu ludzi uważających się za prawicowców, czy wręcz narodowców, nie widzi w tym żadnego problemu. Myślą, że „Murzyn może być Polakiem, pod warunkiem, że jest katolikiem, wyznaje konserwatywne wartości i nauczył się języka polskiego”. Problem dla nich stanowi nie podmiana ludności, utrata jednolicie narodowego charakteru naszego państwa, a islam i „banderyzm”. Prawica postuluje obraz polskości jako czegoś oderwanego od kwestii etnicznych – Polacy mają być wspólnotą inkluzywną – wystarczy mówić po polsku i kochać nasz kraj, wszak RON była wielonarodowa i wielowyznaniowa (dlatego też musiała upaść, ale tego prawicowi piewcy multikulti nie chcą pamiętać).

 

Walka z szowinizmem i współpraca między europejskimi nacjonalistami nie mogą sprawić, że zapomnimy o Polakach na Kresach. Jesteśmy nacjonalistami, a to oznacza, że najważniejsza nie może być dla nas mrzonka o międzynarodówce czy nawet fajne kontakty zagranicą, ale dobro naszego Narodu. Szowinizm jest zły, idiotyczny i jakiekolwiek mówienie o „UPAinie”, lub wręcz „UPAdlinie”, czy „sztucznym państwie, które nie ma prawa istnieć” (skojarzenia z „bękartem traktatu wersalskiego” nasuwają się same) świadczy wyłącznie o głupocie. Eskalowanie konfliktów między nami a Ukraińcami może jedynie zaszkodzić Polakom na Kresach, a to oni powinni być w tych relacjach najważniejsi. Wilno i Lwów już do Polski nie wrócą, wie to każdy poza ekstremalną szurią. W dalszym ciągu są to jednak miasta, które w historii naszego narodu odgrywają rolę podobną do Krakowa, Poznania czy Warszawy, nadal też na Kresach mieszka wielu Polaków. Musimy dbać o przyzwoite relacje z sąsiadami ze wschodu, bo fakty są takie, że dzisiaj gospodarzami we Lwowie są Ukraińcy, w Wilnie Litwini, a w Grodnie Białorusini. Pomoc dla Polaków na Kresach bardzo często ogranicza się do świątecznych zbiórek książek czy żywności, ale to nie wystarcza! Największym zagrożeniem dla Kresowiaków jest ich stopniowa rusyfikacja (na Litwie) czy ukrainizacja (Kresy południowo-wschodnie). Polska o nich zapomniała (III RP doktrynalnie wyrzekła się Kresowian i Kresów), a kultura i media rosyjskie czy ukraińskie są atrakcyjne dla młodych. Jesteśmy marginesem i dla polskiego szkolnictwa nie możemy nic zrobić, ale naszym obowiązkiem pozostaje wspieranie i tworzenie polskich organizacji młodzieżowych i kulturalnych. Na Kresach toczy się walka o przetrwanie polskości w młodych pokoleniach – o to, aby nie okazało się, że średnia wieku Polaka na Ukrainie wynosi 80 lat, bo młodsi stracą tożsamość. Pozostaje jeszcze kwestia pielęgnowania kresowego dziedzictwa w Polsce – polskość bez Kresów jest karykaturalna, niepełna; Lwów i Wilno odgrywały pierwszorzędną rolę w życiu kulturalnym i politycznym naszego narodu, Mickiewicz czy Piłsudski urodzili się na ziemiach, które dzisiaj już nie należą do Polski.

 

Wspomniałem o kontaktach z nacjonalistami z innych krajów europejskich. Nie jesteśmy samotną wyspą - jeżeli zginie Zachód, my również się nie ostaniemy. Narody europejskie mają wiele wspólnych interesów, wspólnych wrogów jak masowa imigracja, degrengolada moralna, katastrofa ekologiczna, wielkie korporacje... Mimo różnic mamy też wspólne Dziedzictwo, wyrastamy z tej samej Cywilizacji, wyznajemy te same Wartości, możemy wzajemnie się inspirować, współpracować. Każdy zdaje sobie sprawę z tego, że narody europejskie mają trudną historię – przez stulecia ze sobą walczyliśmy, w wielu miejscach żyją mniejszości narodowe, których dobro musi być najważniejsze dla nacjonalistów. Szowinizm jednak do niczego nie prowadzi, szkodzi wszystkim narodom.

 

Trzynastego października PiS prawdopodobnie utrzyma samodzielną władzę w Polsce. Wiemy, czego się spodziewać – w dalszym ciągu patriotyczna i konserwatywna retoryka będzie towarzyszyła masowej imigracji, rosnącej tolerancji dla pedałów i społecznemu przyzwoleniu na aborcję. Możemy być też pewni, że nie zmieni się polityka wobec nacjonalistów.

 

Celowo pomijałem w tekście Konfederację. Nie umiem przewidzieć, czy uda jej się przekroczyć próg wyborczy. W chwili obecnej bardziej prawdopodobne wydaje się, że trochę jej zabraknie, ale o finanse Korwin z Winnickim nie powinni się martwić – subwencję mają praktycznie w kieszeni, a to był główny cel tej egzotycznej koalicji. Jej wejście lub jego brak nic nie zmieni w interesujących nas sprawach. Owszem, Robert Winnicki będzie dużo mówił o imigracji z Ukrainy, ale dlatego, że przeszkadza mu „banderyzm”, wszak dawno już wyparł się definicji narodu jako wspólnoty etniczno-językowo-historyczno-kulturowej, odrzucając ten pierwszy, najważniejszy element. Będzie też poruszał inne ważne tematy jak Kresy, aborcja, propagowanie zboczeń, podobnie jak inni przedstawiciele RN, którzy ewentualnie wejdą do Sejmu, ale wiemy już, że nie możemy od niego oczekiwać obrony prześladowanych przez państwo nacjonalistów, wręcz przeciwnie - z przyjemnością potępi nas w liberalnych mediach. Z kolei korwiniści to oczywisty wróg wszystkiego co wspólnotowe. Jeżeli Konfederacja się rozpadnie, płakał nie będę. Jej ewentualne wejście mogłoby pomóc w głoszeniu naszych haseł, gdyby oczywiście Winnicki i jemu podobni nie byli tchórzami, chcącymi uniknąć mainstreamowego ostracyzmu. Pamiętajmy, że dla demoliberałów najważniejsza jest wolność każdego człowieka, oczywiście tak długo jak jest demoliberałem, w przeciwnym wypadku należy go zakneblować jako „faszystę” - nie ma z nimi o czym dyskutować, co niektórzy muszą w końcu zrozumieć.

 

Podstawowym celem na najbliższe lata powinno być wypracowanie własnej narracji i umiejętności jej sprzedawania masom. Straciliśmy wszystko, co udało nam się wypracować w latach 2010-2015, nasz Naród ulega demoliberalnej propagandzie, która poczyniła ogromne spustoszenie w ostatnim czteroleciu. Przyszłość zależy od tego, czy nauczymy się docierać do ludzi. Odcinanie się i przepraszanie może tylko zaszkodzić nam wszystkim, podobnie jak sekciarstwo, obrażanie się i subkulturowość, więc winę ponoszą tutaj obie strony narodowego sporu. Co ciekawe nigdy nie widziałem, żeby umiarkowana lewica przepraszała za radykałów, zapewne dlatego, że lewica w przeciwieństwie do prawicy chce zdobywać coraz więcej, zmieniać społeczeństwo, a nie tylko te zmiany spowalniać – to jest właśnie przyczyną ich sukcesu. Walcząc o umysły Polaków musimy stworzyć sprawne media, atrakcyjną ofertę kulturalną, klimat intelektualny. To, co podoba się ekstremiście, nie trafia do zwykłego Kowalskiego. Czekają nas zadania trudne, prawie niemożliwe, ale to jest wojna, którą na razie przegrywamy z kretesem. Wojna o przyszłość i kształt naszego Narodu.

 

 

Maksymilian Ratajski