Patryk Paterek - Wiedza ezoteryczna

Jean Haudry (wybitny francuski badacz tradycji ludów indoeuropejskich) wypowiadając się o cechach charakterystycznych indoeuropejskiej religii stwierdził, że jest ona m.in. ezoteryczna i inicjacyjna. Ezoteryczność oznacza tutaj wiedzę tajemną, niedostępną dla osoby niewtajemniczonej – przeciwieństwo egzoteryzmu, czyli tego co zewnętrzne i dostrzegalne na pierwszy rzut oka. Świat według różnych ścieżek inicjacyjnych można z grubsza podzielić na to, co widzialne (aspekt zewnętrzny) i to, co ukryte (aspekt wewnętrzny). Wraz z uzyskiwaniem przez wtajemniczanego wglądu w rzeczywistość, zainteresowany zaczyna dostrzegać rzeczy poza kotarą pozorów. Późniejsi badacze okultyzmu (intencjonalnie bądź nie) zaciemnili prawdziwe znaczenie ezoteryczności, sprowadzając termin do synonimu praktykowania "czarostwa" albo podążania którąś z nowoczesnych ścieżek okultystycznych. Autentyczne znaczenie ezoteryzmu jest o wiele mniej dookreślone i dotyczy każdego aspektu naszej rzeczywistości.

Kolejnym, równorzędnym znaczeniem tego podziału jest dualizm formy i treści. Forma jest tutaj traktowana jako aspekt zewnętrzny rzeczywistości, treść jest jej duchową esencją. Formę można w jakiś sposób porównać do skorupy, która zawiera ducha. Tym duchem mogą być idee i archetypy. Forma jest płynna i uzależniona od czasów, treść jest wieczna i (cytując Eliadego) "nie należy do naszego świata. Jest czymś innym niż ten świat, przychodzi skądinąd." Zadaniem każdej osoby wtajemniczonej (a raczej - wtajemniczanej) jest zdobycie wiedzy o ukrytych mechanizmach naszego wszechświata oraz nabycie zdolności identyfikowania wiecznych treści zawartych w egzoterycznych formach. Jedną z takich ezoterycznych treści jest evoliańska Tradycja, która manifestowała się i manifestuje w różnych czasach pod różnymi postaciami. Jest więc ahistoryczna. Sam Julius Evola zdefiniował Tradycję w następujący sposób: "Dla nas, „Tradycja” oznacza zwycięską i twórczą obecność w rzeczywistości siły, która „nie należy do tego świata”, to znaczy Ducha rozumianego jako moc potężniejszą od wszystkiego co ludzkie i materialne."

Wtajemniczony, który poznał już zasady działania kosmosu musi jeszcze nauczyć się wykorzystywać swą wiedzę do celów praktycznych. I tutaj dochodzimy do działań metapolitycznych. Jeśli forma jest ograniczoną w czasie skorupą, należy porzucić doktrynerstwo. Doktrynerstwo jest niezdolnością do odrzucenia skostniałych dogmatów i zbędnym sentymentalizmem. Ostatecznie celem działania nie powinno być próbowanie wskrzeszenia dawnych form, lecz przywrócenie esencji tego, co dawniej zostało objawione i oddziaływało na ludzi. Przykładowym ruchem, który zdał sobie z tego sprawę byli konserwatywni rewolucjoniści. Był to nurt intelektualny niemieckiej prawicy w Republiki Weimarskiej, który stanowił próbę dostosowania założeń niemieckiego konserwatyzmu (tradycyjnych wartości takich jak naród i państwo, hierarchia) do nowych warunków ukształtowanych przez klęskę Niemiec w I wojnie światowej i rozwoju nowoczesnego społeczeństwa przemysłowego. Franciszek Ryszka w książce Państwo stanu wyjśtkowego tak opisał konserwatywną rewolucję: „mistyczny, irracjonalny nacjonalizm, wzbogacony wszakże o elementy socjalne."

Postacią najbardziej kojarzoną z konserwatywną rewolucją jest Ernst Jünger, którego postawę Tomasz Gabiś scharakteryzował tymi słowami: "Konserwatyzm Jüngera tym różni się od tradycyjnego konserwatyzmu, że nie przywołuje on dawnych form, świadom, iż „dawne drogi przebyte zostały do końca i trzeba wkroczyć na nowe”, że jedyne, co może uczynić, to, jak pisał Reinhold Schneider, „zakończonej tradycji dać ostatnie słowo i zachować klucze do spalonych domów”. Jüngerowski konserwatyzm polega nie na „konserwowaniu” tego, co było lub na chęci „restaurowania” tego, co minęło, lecz na zachowywaniu tego, co „zawsze zachowuje ważność”. Manifestuje się on w zawsze tej samej duchowej postawie wobec świata, która niezależna jest od tego, co dzieje się wokół."

Globaliści dawno zdali sobie sprawę z mechanizmów wyżej opisanych, odrzucili formy egozteryczne powiązane z komunizmem i poubierali się w garnitury. Ich marsz przez instytucje poskutkował niemal całkowitym przejęciem sterów nad kulturą. Kino, teatr, przemysł muzyczny, media, uczelnie i fundacje są w większości obwarowane przez kulturowych marksistów. Ten stan trwa od kilkudziesięciu lat, a ich wpływ na umysły nieświadomych niczego ludzi rośnie. Globaliści nie przynależą do żadnej tajnej organizacji, nie mają żadnej scentralizowanej władzy. Łączy ich wspólna idea. Co nie oznacza, że lokalni działacze nie są wspierani albo inspirowani z zewnątrz. Przykładowo Alain de Benoist upatruje w amerykańskim ekspansjonizmie głównego narzędzia globalizacji politycznej oraz kulturowej. To unaocznia pewne rzeczy. Pokazuje po pierwsze, jak skuteczna może być zdecentralizowana elita, która w imię wyznawanych ideałów zechce narzucić społeczeństwu swoją wizję świata. Po drugie - sukces globalistów dowodzi, że to nie środki są istotne, lecz cel. Ezoteryczną treścią działań kulturowych marksistów jest anty-Tradycja, czyli homogenizacja społeczeństwa, skrajny indywidualizm, anarchia (w sensie zaniku hierarchii społecznej). Kulturowi marksiści wyznają to, co Stachniuk nazywał Wspakulturą.

Co jest albo powinno być celem naszego działania? Jak wygląda ideał, do którego powinniśmy dążyć? Jakimi właściwościami charakteryzuje się duch Tradycji? Oddajmy głos raz jeszcze Baronowi, który opisuje ją tak: "Koncepcja tradycjonalistyczna przemawia do nas dzisiaj w sposób jeszcze dla nas zrozumiały, naturalnie jeśli abstrahujemy od jej manifestacji zewnętrznych i uwarunkowanych przez czas. Jeśli dziś pragniemy przezwyciężyć ową wycieńczoną, anemiczną duchowość, opartą na abstrakcyjnych spekulacjach lub ckliwych sentymentach, i jeśli, równocześnie, chcemy także przezwyciężyć degenerację – w sensie materialistycznym – działania, to czyż można znaleźć, dla spełnienia tego zadania, lepszy punkt odniesienia aniżeli pierwotny ideał człowieka aryjskiego?" Julius Evola mówiąc o człowieku aryjskim miał na myśli Indoeuropejczyka. Jean Haudry w książce Les Indo-Européens stwierdza: "Dwoma najważniejszymi więziami dla Indoeuropejczyków były te oparte o krew (wspólne pochodzenie) i ziemię (zamieszkiwanie jednego terytorium). Przywiązanie do swojej rodzimej ziemi znajduje wyraz w licznych mitach o autochtonicznym pochodzeniu ludów indoeuropejskich. Człowiek postrzegany jest jak drzewo wyrastające z określonej ziemi; nie powstrzymuje to jednak ducha ekspansji terytorialnej. Przywiązanie do krwi znajduje swój wyraz w mitach o pokrewieństwie danych plemion, w szczególności w mitach o eponimicznym przodku. Więzy te są najbardziej widoczne w małych, pierwotnych społecznościach, natomiast wraz z rozwojem państwowości ich rolę przejmuje duch obywatelstwa znajdujący swój wyraz w prawodawstwie (...) Indoeuropejczyków charakteryzuje specyficzny arystokratyczny styl – wiele zabytków języków wskazuje na powiązanie języków indoeuropejskich z wojowniczą arystokracją. Najważniejszą cechą człowieka jest tutaj charakter, a najważniejszym celem życia – sława."

W rodzimych religiach etnicznych z terenów Europy łatwo jest odnaleźć pozostałości indoeuropejskiej wizji świata, która przebija przez mity, bajki magiczne, podania ludowe etc. Podam dwa, najbliższe nam geograficznie i kulturowo przykłady. Pierwszy cytat pochodzi z książki polskiej folklorystki Doroty Simonides Dlaczego drzewa przestały mówić? Ludowa wizja świata, w której autorka przytacza opowieść ludową z terenów Polski na temat powstania Europy: "Bóg światła wziął dwa wieloryby, złożył je na krzyż i na nie rzucił kruszynę, jakby ziarnko piasku, z którego na ich grzbietach rosła, coraz w górę wzrastała ziemia, taka Europa miękka gdyby ciasto, biała gdyby kreda." Innym podaniem dotyczącym tym razem przywiązania nie do ziemia, a do więzów rodowych Indoeuropejczyków, które zacytuję pochodzi z książki Reinkarnacja, z dziejów przechrześcijańskiej Europy Jerzego Tomasza Bąbla, który opisuje wyobrażenie bałtyjskich zaświatów w ten sposób: "Po śmierci człowieka dusza wędrowała do krainy Velniasa, który władał zmarłymi. Tam dusze pozostawały, żyjąc tak jak na ziemi w zaświatowych zagrodach i domach i wiodąc podobne życie. Panował wśród nich rodowy indywidualizm, dlatego też vele każdego rodu osobną miały siedzibę. Tam też witały nowo przybyłego zmarłego członka rodu, uchylając przed nim odrzwia i sadzając go na ławce. Dusze nie znające swej przynależności rodowej musiały żywić się tym, co spadło z ław innych. Los ich był nie do pozazdroszczenia, więc część z nich, wydostawszy się na ten świat, krążyła po lasach i bezdrożach. Niewidzialne lub przybierające postać zwierząt vele prześladowały żywych, szczególnie tych, którzy nie składali ofiar swoim przodkom. Niektóre vele pozostawały w obrębie domostwa, za piecem i za progiem, przybierając postać węży."

Reasumując wszystko powyższe, najwyższymi wartościami dla dawnych Indoeuropejczyków była wspólnota krwi i ziemi oraz heroizm. Koresponduje to w oczywisty sposób z wartościami wyznawanymi przez współczesnych nacjonalistów. Jan Stachniuk nazwał ów etos Heroiczną Wspólnotą Narodu i budowa takiego społeczeństwa to cel, do którego powinniśmy zmierzać. Rzecz jasna wymaga to pracy u podstaw i przewartościowania wartości już przeforsowanych przez globalistów. Jednak dla nas rodzimowierców dzieje są kołowrotem, który zawsze powraca do swego pierwotnego ułożenia. Czeka nas wiele wysiłków, ale jest o co walczyć. Niech za pocieszenie posłuży fakt, że Perun zsyła najcięższe bitwy tylko swym najlepszym wojownikom.

Sława nacji!

Patryk Paterek