Wstęp:
Idee, ideały. Tak właściwie się nad ich charakterem nie zastanawiamy. Niektórzy może traktują oba te pojęcia trochę jak synonimy. Zapomniany także już dziś wśród wielu stał się Zygmunt Balicki, działacz narodowy, który nie dożył nawet odzyskania niepodległości, i jego praca "Egoizm narodowy wobec etyki". A właśnie w tej pracy, współcześnie niedocenionej, autor rozpoznał różnicę między ideami, a ideałami. I choć różnica ta jest poniekąd zapomniana, to jest jak najbardziej interesująca i wartościowa.
Przejdźmy więc do rzeczy!
Krótkie streszczenie myśli Balickego
Aby przejść do rozważań głównych, czyli o ideach i ideałach, z którymi mamy do czynienia dzisiaj, przypomnieć musimy sobie oczywiście samą myśl Zygmunta Balickiego, choćby w streszczonej formie, lecz najlepiej zapoznać się rzecz jasna z całością "Egoizmu narodowego wobec etyki", bardzo łatwego w znalezieniu nawiasem mówiąc. Balicki, uznając absolutność zasad moralnych, które mają być czysto słuszne i nic pomiędzy, skategoryzował ideały jako niemożliwe do wiecznego dążenia przez człowieka bez powstawania koniec końców patologii. Gdy w końcu dochodzi się do swojego ideału, będącego przecież czymś niemal świętym dosłownie świętym, między innymi wedle niektórych religii, zaczyna się uniwersalistyczne nawracanie. Uniwersalistyczny ideał po zrealizowaniu się w jednostce, prowadzi ową jednostkę niejako do bezsensu, co najwyżej utrzymywania tego ideału i nawracania na niego innych. Możemy to między innymi zaobserwować na przykładzie religii chrześcijańskiej, w której nakazy moralne są uznawane za święte i niezaprzeczalne, do których dążyć ma cały świat. Jest to więc jasny przykład uniwersalizmu. Ideały, jak wcześniej wspomniałem, mają być bezwzględne, więc "nie kłam" musi zostać zrealizowane, nawet kosztem utraty życia swojego lub własnego. Skoro to ideał, to jest to ideał i tyle.
"Tak więc pierwszy warunek prawdziwej etyki, jej bezwzględność, wysunięty pozornie przez etykę ideałów na plan pierwszy, okazuje się w istocie rzeczy złudnym. I rzeczywiście, czyż najbardziej nawet dogmatyczny jej zwolennik zakaże zabijać w walce temu, co broni ojczyzny od najścia nieprzyjaciół, czy zaleci celibat osobie kochającej i kochanej, która pragnie ognisko rodzinne założyć, czy zabroni kłamstwa, gdy prawda zabić może lub zgubić innych, czy potępi sprzeciwianie się złu, gdy to zło jest krzyczącym bezprawiem? Jeżeli tak, przestał on już być moralistą, a jest tylko suchym, zimnym, z gruntu niemoralnym fanatykiem! Prawo zna z dawna maksymę: summum ius, summa iniuria; nadmierne przestrzeganie ideału moralności również do niemoralności prowadzić musi."
- powiada sam Balicki w wyżej wymienionej pracy. Wniosek z tego nasuwa się prosty, dążenie do ideału jest albo bezwzględne, albo złudne.
Co zaś z ideami? Idee według Balickiego są można powiedzieć w pewien sposób wszechogarniające, ale bez elementu osiągnięcia danego stanu idealnego poprzez jednostkę. Nie są koniec końców czymś stałym, niezmiennym i nierozwijającym się, zdolnym jedynie do podtrzymania, nie można również ich jednostkowo osiągnąć, by potem w swojej „świętej formie” "nawracać" innych. Z tego tytułu, są naturalnie wyższe od ideałów. Gdy weźmiemy pod lupę owy egoizm narodowy, dostrzeżemy, iż bezwarunkowo związany jest z dobrem wspólnoty narodowej i miłością do niej. "Nie zabijaj" nie ma w nim znaczenia, gdy trzeba bronić ziemi polskiej przed najazdem obcych wojsk. Znaczenie ma wtedy, gdy ucierpieć może niewinny Polak, albowiem jest to jasno przeciwko wspólnocie narodowej. Nie ma tu maksymy bezosobowego dążenia do ascetycznego ideału jednostki, albowiem zależności tego świata, są naturalnie różne, rozległe i nieprzewidywalne.
A co z tym dzisiejszym nacjonalizmem?
Czy pamięta Balickiego, a może pamięta tylko jego myśl, pozostawiając ją w swych myślach bez konkretnego autora? A może zatraciło się w dążeniu do jakiegoś ideału, by później uczynić z innych szarą masę na swoje podobieństwo? Nie można tego jednoznacznie stwierdzić. Ale na pewno możemy na przykładzie myśli Balickiego, stwierdzić słuszność takich lub innych postaw.
Należałoby wówczas uznać czy ktoś dąży do grupowego, narodowego dobra, czy też do swoistego dobra ideału, bardzo personalnego przecież ideału. A potem może do grupowego ideału? Grupowego, narodowego ideału i utrzymania go? Utrzymania bezwzględnego i niezaprzeczalnego ideału za wszelką cenę i wszelkimi sposobami? Nie przypomina to trochę wcześniej wspomnianej przez Balickiego maksymy "summum ius, summa iniuria; nadmierne przestrzeganie ideału moralności również do niemoralności prowadzić musi."? Ideał będąc niezaprzeczalnym, zmusza nas koniec końców do twardego konserwatyzmu, zastałości, braku pójścia naprzód. Gdy zaś weźmiemy wyższość idei nad ideałami, a dokładniej ideę nacjonalizmu z całą swoją miłością do narodu, naturalnością istnienia narodów i przyrodzoną przynależnością do jakiegoś, która tkwi w naszych genach, a nie tylko otoczeniu urodzenia, nie spełniamy wyżej wymienionej maksymy, nie jesteśmy zmuszeni do reakcjonizmu, nie jesteśmy zmuszeni do usilnego tkwienia w szarej masie i totalitaryzmu broniącego rzekomo najświętszego ideału poszerzonego z jednostki na grupę. Za to jesteśmy w stanie iść w przyszłość z tworzeniem. Jesteśmy w stanie, jakby to powiedział inny polski nacjonalista i wybitny filozof, Jan Stoigniew Stachniuk, z mocą twórczą i prawdziwą kulturą iść do przodu, a nie ze wspakulturą (inny słowy antykulturą), która hamuje tworzycielską moc człowieka, nie pozwalając mu na wyjście ze sztucznie podtrzymywanego ideału, dla samego podtrzymania, bo przecież owy ideał jest absolutny. Nawiasem mówiąc, myśl Balickiego z "Egoizmu narodowego wobec etyki" można śmiało połączyć z kulturalizmem Jana Stoigniewa Stachniuka. Zadać może ktoś pytanie, a czy na przykład zachowanie jedności etnicznej nie byłoby ideałem? Odpowiedź brzmi jednoznacznie - nie. I nie dlatego, że jest to kwestia zbędna, wręcz przeciwnie. Kwestia etniczności jest bardzo ważna, ale jest bardzo ważna ze względu na to, iż etniczność jest podstawą istnienia narodu jako takiego i w trosce o niego, w poczuciu zachowania jego istnienia, który odwołuje się nie do ideału, a do idei, idei nacjonalizmu, należy sprzeciwiać się niszczeniu światowego etnopluralizmu, świata kultur i narodów. Podobnie jak z tym przykładem, nasze podejście do współczesnych problemów należy przeanalizować - czy jest to kwestia dążenia do ideału, czy kwestia idei nacjonalizmu? Okazać się może, że tak naprawdę używamy słowa "ideały", gdy w ogóle nie chodzi nam o to. Nie dążymy do "ideału" gdy uwzględniamy dobro narodu. Gdy uwzględniamy dobro narodu, żyjemy ideą. Pozornie nic nie znaczący podział, w praktyce okazuje się niezwykle potrzebny.
Konserwatyzm, totalitaryzm, brak twórczości i szara masa - czyli o możliwych konsekwencjach dążenia do „narodowego ideału”
Gdy użyjemy naszej wyobraźni i dopieścimy je przykładami historycznymi, zarysować powinien nam się dość przykry obraz, który możemy zobaczyć w świecie rządzonym przez „ideał”. Jak uprzednio już wspomniałem, charakter ideału jest bezwzględny, i w państwie, bądź też jakimkolwiek innym systemie, który dąży do jakiegoś ideału, albo droga do jego osiągnięcia będzie w praktyce niemożliwa, albo co gorsza, jakiś „ideał” państwa się ziści, niezależnie jednak od tego jego bezwzględność będzie powodowała odgórny przymus nakładany na naród, który to przymus na różne sposoby może owy ideał „wdrażać” w narodzie oraz owy ideał podtrzymywać. Konserwatywny totalitaryzm, jaki może się śmiało narodzić z państwa ideału, będzie nie tylko stanowić bat nad ludnością, ale także w naturalny sposób będzie hamować tworzycielską moc narodu. Łatwo sobie wyobrazić centralnie sterowany rząd ideału, który będzie hamować, usuwać, zmieniać pod własną narrację, czyli zwyczajnie kontrolować wszystko co nowe, w obawie o naruszenie bezwzględnego ideału. Gdy dodamy do tego ogólną skłonność wielu ludzi do niechęci wobec jakiejkolwiek nowości, niezależnie od jej faktycznego charakteru, robi się jeszcze bardziej nieciekawie. A natura świata jest taka, że świat nie biegnie do tyłu, a do przodu. Wszystko czym teraz myślimy, jest skutkiem dorobku przodków, którzy zamieszkiwali naszą planetę przed nami, a wszystko co wymyślimy, będzie połączeniami doświadczeń i uwarunkowań nabytych przez nas drogą kulturową i genetycznymi uwarunkowaniami ekosystemowymi. Ludzki umysł nie znosi świata bez twórczości i zmian, i w takim świecie człowiek najzwyczajniej gnuśnieje. Kulturotwórcza, zaznaczając prawdziwy charakter kultury jako dorobku intelektualnego przełożonego na czyn, natura człowieka jest motorem napędowym tego świata, a nasz świat nie jest i nigdy nie będzie doszczętnie zbadany, by usystematyzować na zawsze konkretne zjawiska i już nigdy, przenigdy ich nie zmieniać. Jeśli ktoś chciałby mimo to ustanowić doktrynę statycznego ładu i porządku, to nie tyle, że stworzyłby dosłowną stachniukowską wspakulturę (antykulturę), ale w sposób czysty wystąpiłby przeciwko naturalnym procesom tego świata. Nie byłby nad nimi, byłby po prostu im przeciwny. Aby nie być gołosłownym, śmiało możemy przywołać tutaj przykłady historyczne, jak między innymi sztuka zdegenerowana w Trzeciej Rzeszy, czy też sytuację artystów spoza nurtu socrealizmu w ZSRR, by kontynuować nasze wyobrażenia. A jeśli już o sztuce mowa, konserwatywne myślenie, bojące się każdego nowego pomysłu, bo przecież dawny ład był najlepszy, z pewnością także blokowałoby te rażące odstępstwa od ideału w postaci nowo wytworzonych muzycznych nurtów i subkultur, a także jakiejkolwiek innej nowej ekspresji, tworząc przy okazji coś, co śmiało można nazwać szarą beztożsamościową masą, tak jak robili to przed nimi inni, broniący "jedynego słusznego ideału". Mając to wszystko na uwadze, należy się zastanowić nie tylko nad charakterem takich zmian, ale także nad charakterem nas samych. Jeśli reprezentujemy poglądy odmienne, awangardowe, niezgodne z głównym konformistycznym nurtem, powinniśmy się zastanowić czy tak naprawdę pasujemy do państwa rządzonego przez konserwatywnych konformistów, wymuszających owy konformizm na całym narodzie. Przykłady, nawet i z naszego środowiska, dosłownie „zamkniętych łbów”, atakujących nasz styl bycia, pomimo szczerej miłości do narodu i działalności na jego rzecz, niech będą zalążkiem pytania „czy ja chcę by oni, w imię jakiegoś swojego ideału, czy też nielogicznej niechęci, sprawowali nade mną władzę totalną?”. A może wizja by inni podobni mieli sprawować nad narodem władzę totalną jest zachęcająca? Te pytania mogą być ciekawym dopełnieniem do rozważań nad władzą dążącą do ideału narodowego.
Podsumowując ten temat, tak, dążenie do jedynego słusznego narodowego ideału, albo będzie ciągłym wymuszaniem dążenia do odgórnie narzuconego ideału, metodami pełnej dyscypliny i posłuszeństwa dla władzy, albo nieuchronnym totalitaryzmem, niedopuszczającym do zmian, wykraczających poza odgórnie narzucany ideał.
Wszystko to jest przeciwne tworzycielskiej naturze człowieka.
"summum ius, summa iniuria; nadmierne przestrzeganie ideału moralności również do niemoralności prowadzić musi."
Wartości, a ideały
Myślę, że ciekawym, acz szybko opisanym, zagadnieniem do dodania na koniec, byłoby porównanie wartości do ideałów. W momencie, w którym wartości, to co mamy w naszej podświadomości uznane jako cenne, dobre, czego zhańbić nie wolno, kieruje w pewien sposób naszym postępowaniem, ideały przedstawiają coś zupełnie innego. Nie są one wskazówką, lecz bezwzględnie dobrym dążeniem ostatecznym. Są punktem, do którego ktoś dochodzi, by nigdy już z niego nie zboczyć.
Należy to odróżnić.
Odolan Sokołowski
