Artykuły filtrowane wg daty: listopad 2021
Łucja Dzidek - Ania z Tęczowego Wzgórza
Nie jest szczególnym zaskoczeniem, że współczesne adaptacje znanych od lat tekstów kultury bardzo często odbiegają od swoich pierwowzorów. Nikogo nie zaskoczę też twierdząc, że dzisiejsza popkultura w największym stopniu odpowiada za kształtowanie wartości, poglądów i postaw, zwłaszcza u młodych ludzi. Dzisiaj chciałabym podzielić się swoją recenzją trzech sezonów serialu Netflixa pt. „Ania, nie Anna” (ang. „Anne with an „e”), którego fabuła bardzo luźno bazuje na cyklu powieści Lucy Maud Montgomery pt. „Ania z Zielonego Wzgórza”. Akcja ma miejsce w ostatniej dekadzie XIX wieku w Kanadzie.
Pod względem zdjęciowym, kostiumowym oraz jakości gry aktorskiej serial, adresowany do widzów od trzynastego roku życia, jest naprawdę udaną produkcją. Amybeth McNulty, aktorka wcielająca się w główną bohaterkę, bardzo przekonująco wypadła w swojej roli. Plusem dostrzegalnym już w pierwszym sezonie jest lekki skręt od sielankowego klimatu literackiego pierwowzoru w stronę bardziej dojrzałych, mrocznych wątków, takich jak przeżycia Ani z sierocińca oraz czasu służby u wielodzietnej, patologicznej rodziny. Poruszony zostaje temat przemocy wobec dzieci, przemocy rówieśniczej oraz życia w skrajnej biedzie i wyzysku. Wątek przemocy seksualnej, której świadkiem bywała Ania, zostaje zarysowany nienachalnie, z szacunkiem dla wrażliwości młodego widza. W sposób przystępny dla współczesnego nastolatka serial bezkompromisowo ukazuje XIX-wieczne realia życia bezmyślnie płodzonych dzieci, które od najmłodszych lat, pozbawione edukacji, odpowiedniej opieki i bliskości rodziców musiały ciężko pracować na swoje utrzymanie. Poruszenie takiej tematyki w produkcji kierowanej do młodzieży żyjącej w epoce największego dobrobytu w dziejach uważam za bardzo trafione.
Już w pierwszych odcinkach wprowadzony zostaje wątek braku akceptacji, z jakim musi mierzyć się Ania po przybyciu do Avonlea, gdzie wreszcie znajduje kochającą rodzinę w osobach Maryli i Mateusza Cuthbertów. Matki miejscowych dziewcząt, choć czerpią postępowe wzorce z elitarnych środowisk, w których brylują, są entuzjastkami edukacji kobiet i chcą wychowywać swoje córki w duchu nowoczesności i otwartości umysłu, nie potrafią zrozumieć perspektywy doświadczonej przez los dziewczynki, dopatrując się w niej zagrożenia i źródła problemów. Bardzo pozytywnie na ich tle wyróżnia się niezbyt bogata i mało obyta w świecie Maryla oraz jej sąsiadka i najbliższa przyjaciółka, konserwatywna, surowa i grubiańska Małgorzata, które, choć początkowo równie uprzedzone i niechętne, pod wpływem Ani, jej energii, żywej wyobraźni i otwartości na drugiego człowieka rozwijają swoją wrażliwość i empatię. Bohaterowie serialu, łącznie z główną bohaterką, to ludzie z krwi i kości, autentyczni, posiadający wady i przywary, popełniający błędy. Serial, choć nie stroni od mocnej tematyki i nie oszczędza bohaterów, utrzymany jest w klimacie radosnego, rodzinnego ciepła, opowiada o przyjaźni, dorastaniu, wierności, oddaniu i altruizmie.
W pierwszym sezonie możemy obserwować przemiany, jakie zachodzą w głównych bohaterach. Choć z pewnością prezentują one walor edukacyjny i z założenia mają nieść pewne wartości, czego zresztą oczekiwać możemy od kina familijnego, przekaz jest subtelny, raczej skłaniający do refleksji niż narzucający widzowi, co ma myśleć. Przykładem może być scena, gdy Małgorzata, która odchowała dziesięcioro dzieci, radzi Maryli stosowanie wobec Ani kar cielesnych. Argumentuje o wysokiej skuteczności tej metody wychowawczej i wspomina, jak sama ukarała swojego syna, gdy ten podpalił w domu zasłony. Wówczas Maryla, po chwili zadumy, pyta: - To było przed czy po tym, jak spalił wam stodołę?
Drugi sezon obiera zupełnie inny kurs. Nie próbuje udawać ani tego, że cokolwiek go łączy z książkowym pierwowzorem, ani że jego głównym i nadrzędnym celem nie jest umoralnienie odbiorcy. Propaganda zaczyna być podawana w ilości kompletnie niestrawnej, a widzowie bezceremonialnie traktowani są jak masa do urobienia. Poznajemy bogatą i hojną ciotkę Diany, która wyprawia przyjęcie w rocznicę śmierci swojej „przyjaciółki”, z którą przez wiele lat mieszkała pod jednym dachem. Ania, oczarowana urokiem osobistym Józefiny, zaczyna wyznawać pogląd, że małżeństwo jest przereklamowane. Zdaniem czternastolatki, instytucja małżeństwa powinna zostać zastąpiona instytucją „miłosnej relacji”, w której, zamiast męża lub żony, mielibyśmy towarzysza lub towarzyszkę życia - w oryginale pada niewskazujące na płeć określenie „lifemate”, przy którym Ania sugestywnie podkreśla w rozmowie ze swoimi konserwatywnymi wychowawcami, że jej zdaniem prawo do wejścia w taką relację powinien mieć każdy. Diana nie podziela entuzjazmu Ani – gdy odkrywa, co naprawdę łączyło Józefinę z Gertrudą, nie kryje wstrząsu i oburzenia. Po czasie jednak zaczyna rozumieć popełniony błąd i przeprasza ciotkę „za swoją głupotę i zaślepienie”. Skłania ją do tego przykładna postawa Ani oraz przypadek Cole’a, ich szkolnego kolegi, który zaczyna rozumieć, że „jest taki sam” jak Józefina oraz zdawać sobie sprawę, dlaczego szkolny nauczyciel, pan Phillips, tak bardzo go nienawidzi. Wymowna scena między chłopakiem i mężczyzną, gdy obaj schylają się po kawałek kredy, wszystko tłumaczy. Ostatecznie, wrażliwy młodzieniec rezygnuje ze szkoły. Robi to w tajemnicy przed bliskimi - zamiast pomagać im w gospodarstwie, woli spędzać dnie na rysowaniu i rzeźbieniu. Gdy zacofana rodzina odkrywa prawdę i żąda od chłopaka podjęcia pracy lub powrotu do nauki, naprzeciw potrzebom artystycznej duszy wychodzi wspaniałomyślna Józefina, oferując Cole’owi możliwość zamieszkania z nią oraz pełne utrzymanie. Od tej pory, w przeciwieństwie do swojej wieśniaczej rodziny, młodzian chodzić będzie we fraku, pić wytworne trunki i brylować na wytwornych przyjęciach, mogąc bez reszty oddawać się sztuce. Równie hojny okazuje się Gilbert Blythe, który, po śmierci swojego ojca, będąc jedynym właścicielem domu oraz pola, połowę udziałów w swoim dobytku przepisuje Sebastianowi - swojemu czarnoskóremu przyjacielowi, pochodzącemu z niewolniczej rodziny, którego zaczyna traktować jak własnego brata.
Trzeci sezon rozpoczyna się wizytą Ani w wiosce Mikmaków, gdzie ta zaprzyjaźnia się z Ka’kwet, późniejszą wychowanką niesławnej kanadyjskiej szkoły rezydencjalnej (residental school). Pisze też felieton do lokalnej gazety, w którym stwierdza, że kobieta nie powinna być dotykana przez mężczyznę bez własnej zgody czy traktowana jak towar na rynku matrymonialnym, co jednak wszystkich gorszy i oburza. Puentą felietonu jest stwierdzenie, że kobieta ma wartość niezależną od mężczyzny i taką samą jak mężczyzna – oczywiście, co musiało wyraźnie wybrzmieć, „od urodzenia”. Po tym wystąpieniu dziewczyna jest szykanowana przez władze miasta. Ta dramatyczna historia kończy się manifestem w ratuszu, gdzie Ania i jej przyjaciele głoszą, że wolność słowa to „prawo człowieka”.
Wzorem tolerancji i otwartości stają się także Maryla i Małgorzata, które, z braku własnych zajęć, po śmierci żony czarnoskórego przyjaciela Gilberta, Sebastiana, zaczynają nieodpłatnie u niego sprzątać, gotować, prać oraz zajmować się jego bobasem. W wymownej scenie, gdy kobiety, klęcząc, szorują podłogę i zaczynają tłumaczyć się, dlaczego jeszcze nie ma obiadu, pojawiają się żarty o białych niewolnicach. Zarysowany zostaje też wątek nawiązywania bliższej relacji między Sebastianem a białą nauczycielką lokalnej szkoły, który z pewnością zostałby pociągnięty w kolejnym sezonie, gdyby ten miał powstać. Przez decyzję o zakończeniu produkcji urwany został również wątek Ka’kwet.
Połączenie fabuły „Ani z Zielonego Wzgórza” z pewnymi wątkami historycznymi, rozgrywającymi się w tamtych czasach w Kanadzie, mogło być interesującym i udanym zabiegiem – wszak, co należy podkreślić, dzieło filmowe, będące odrębnym utworem, nie ma obowiązku stanowić wiernej adaptacji literackiego pierwowzoru. Gdy jednak do scenariusza wplatane są wyświechtane już wątki współczesnej popkultury, niemające żadnego umocowania ani w treści literackiego pierwowzoru, ani w realiach historycznych, w których osadzona jest akcja, a bohaterowie nagle zaczynają zachowywać się zupełnie absurdalnie lub jakby na pokaz, produkcja staje się przekazem czysto ideologicznym. Jak widzimy na przykładzie adaptacji opowieści o Ani z Zielonego Wzgórza, nawet pod tak niepozornym tytułem, adresowanym do najmłodszych widzów, kryć się może promocja filozofii „praw człowieka”, akceptacji dla niemoralnych zachowań seksualnych czy normalizacja związków międzyrasowych, podszyta pogardą dla białej rasy. Choć odbiorca z naszego kręgu kulturowego mógł przeoczyć to ostatnie, warto wziąć pod uwagę, że produkcja powstała w Kanadzie i kierowana była głównie na rynek amerykański. W tym kontekście ukazanie białych kobiet służących czarnoskóremu mężczyźnie zyskuje dość konkretny wydźwięk. Choć taki przekaz nie wpisuje się (jeszcze!) w europejskie realia i mentalność, stanowi niejako przedsionek do oswojenia naszych dzieci ze zjawiskiem wielokulturowości, mieszania się ras i wpojenia im swoistego poczucia winy związanego z przynależnością do „uprzywilejowanej” grupy etnicznej. Afirmacja homoseksualizmu i „praw człowieka”, niestety, obecna jest w już ugruntowanych europejskich trendach, w które kanadyjska produkcja jak ulał się wpasowuje.
Amerykańska kultura, włącznie z produkcjami filmowymi i serialowymi, zalewa nas już od kilkudziesięciu lat, kreując wzorce myślenia i postępowania, za którymi podąża europejska młodzież. Choć nie jest to jedyne źródło zepsucia, rodzice i wychowawcy muszą dzisiaj wykazywać się dużą dozą świadomości, by móc mierzyć się z przekazem, jaki płynie z tego typu źródeł i odpowiedzialnie polecać swoim podopiecznym materiały rozrywkowe i edukacyjne.
Łucja Dzidek
Monika Dębek - Miłość do ojczyzny na emigracji
Miłość do ojczyzny niejedno ma imię i może być okazywana na bardzo różne sposoby. Także poza granicami naszego kraju. Sytuacja w Polsce od wielu lat jest bardzo nieciekawa. Kiepskie zarobki, nieadekwatne do wykonywanej pracy, brak często możliwości startu w dorosłości dla młodych ludzi w godny sposób, zmusiła wielu naszych rodaków do wyjazdu za granicę. Problematyka emigracji nie dotyczy tylko młodzieży, ale także osób starszych, a nawet emerytów, którzy chcą dorobić do swojej wypłaty.
Smutny, jest fakt, że wyjechać z Polski musiało wielu patriotów czy nacjonalistów, którzy mieli problem z życiem w godnych warunkach. Pocieszające jest, iż wielu z nas nawet bardzo daleko od domu, jest wiernymi swojej ojczyźnie orłami i nie tylko o niej pamięta, ale także walczy i pracuje na jej rzecz każdego dnia.
Polacy, podejmując pracę zarobkową na emigracji, często wysyłają do swoich bliskich osób pieniądze, pomagając im w trudach codzienności. Nasi rodacy nie tylko pomagają rodzinom, ale także dalszym osobom, a także przeznaczają wiele środków pieniężnych na cele charytatywne. Pieniądze zarobione za granicą są zatem wykorzystywane w pozytywny sposób na terenie Polski, pozytywnie wpływając na rodzinną gospodarkę.
Nasi rodacy, przyjeżdżają do Polski, niektórzy nie tylko w okresie swojego urlopu, ale także przez cały rok, dokonując konsumpcji i zakupów produktów. Dobrze jest, jeśli są do rzeczy wyprodukowane przez polskich producentów. Polacy korzystają z usług, a także z różnego rodzaju dostępnych rozrywek.
Polscy nacjonaliści są bardzo aktywni także w obcych krajach. Promują często w bardzo pozytywny sposób nasz kraj. Rodacy pamiętają o polskich bohaterach pochowanych na obcej ziemi, pielęgnując ich groby. Polacy nierzadko organizują różnego rodzaju imprezy dla innych emigrantów. Mają one na celu szeroko pojętą promocje Polski na arenie międzynarodowej. W uroczystościach tych często uczestniczą obcokrajowcy, którzy poznają nasze obyczaje, kulturę, a także mogą poznać nas od pozytywnej strony. Nasi Bracia za granicą przełamują negatywne stereotypy Polaka, które są znane w opinii od wielu, wielu lat.
Bardzo popularny za granicą, jest także Narodowy Solidaryzm. Wielu naszym rodakom nie do końca lub w ogóle nie układa się w innych krajach. Żyją często w bardzo skromnych warunkach, w pracy traktowani są niczym tania siła robocza, a często niestety kończą na ulicy jako osoby bezdomne i bezrobotne. Polacy, którym wiedzie się w Polsce, pomagają na przykład innym wrócić do ojczyzny. Prowadzą także działania charytatywne, które mają na celu pomoc wyjść z bezdomności dla innych. Robią również zbiórki pieniężne, dostarczają żywność, pomagają znaleźć godną pracę, a także porozumieć się w obcym języku w życiu codziennym. Doskonałym przykładem działalności na terenie różnych krajów europejskich i nie tylko jest Brygada Zagraniczna Obozu Narodowo-Radykalnego. Rekrutacja do organizacji prowadzona jest nie tylko w Polsce, ale także na terenie innych państw. Dzięki działalności ONR poza Polską jest możliwość wspierania Ojczyzny poza nią. Każdy działacz ma możliwość realizować się i działać na rzecz Polski nie tylko na jej obszarze. Wielką Polskę można przecież wykuwać, nie tylko przebywając na jej terenie. Dołączenie do Brygady Zagranicznej nie jest niczym trudnym. Wystarczy wysłać ankietę poprzez formularz Onr.com.pl. Warto łączyć się w jedność z innymi Polakami w innym kraju i pokazywać, że my także potrafimy tworzyć piękną całość.
Miłość na emigracji do Ojczyzny może być także bardzo owocna i przynoszącą wiele ciekawych i pozytywnych skutków.
Nie zrażajmy się zatem faktem, że często jesteśmy daleko od ojczyzny orlich gniazd. Działajmy na terenie całego świata.
Monika Dębek
Grzegorz Ćwik - Ukryty w mieście krzyk
Liberalizm to samotność i rozerwanie wszelkich międzyludzkich więzi. Nie rozmawiamy ze sobą, nie wymieniamy myśli, jedynie patrzymy na siebie z boku i z rytmu kroków staramy się wyciągać jakieś wnioski.
Wokół nas tak wiele bloków, tak wielu ludzi, a tak mało uczuć, emocji – tych prawdziwych, tak mało szczerości. W kapitalizmie liczy się tylko pieniądz i pozycja.
Ze strony państwa i mediów też raczej nie mamy co liczyć na zbyt dużo. Co najwyżej na spisanie protokołu, albo kolejną „rewolucję roku”.
Nie mamy wiele – tak jak większość naszych rodaków. Nasza postawa, idea i poglądy to nasza duma i honor.
Boli nas niesprawiedliwość, korupcja, upadek, hedonizm. Dlatego nacjonalizm, to jedyna szansa na zrozumienie tego chorego świata i jego naprawę.
A jeśli już chcą nas oceniać i mówić o naszych poglądach, to może niech najpierw je sprawdzą? Wystarczy poczytać, posłuchać, wyciągnąć wnioski. I nie, nie u Witkowskiego czy Pankowskiego.
Każdy w tym kraju dąży do stabilizacji finansowej i materialnej, oraz wysokiego statusu. Masz pomysł co w tym temacie doradzić młodym chłopakom i dziewczynom?
Biorą nacjonalistów za przestępców, ekstremistów, łykają jak młode pelikany obraz propagandowy sączący się z tabloidów i bezwartościowych szmatławców. Paradoks polega na tym, że nie chcą nas i wstydzą się nas ci, o których walczymy i się bijemy.
Mimo, że nie jesteśmy ani ja ani Ty superbohaterem, bogaczem czy celebrytą, to ten system i tak chce wyrwać Ci tą resztkę wolności, własności i praw, które jeszcze nam przysługują.
Nawet nasi bliscy potrafią wątpić w to co robimy i o co walczymy, w sens naszej misji. Niektórzy nie są przez to w stanie wytrwać, gdy rodzina i przyjaciele kompletnie nie wierzą w nasz aktywizm.
W tłumie tym bardziej jesteśmy sami. Mimo, że świat nas zmusił do buntu, to czas buntowników jednocześnie minął i chyba jeszcze nie nadszedł.
I dlatego wytrwamy – w świecie martwych prezydentów, rezydencji pełnych smutku i przepychu, w świecie ogłupienia i skundlenia zwyciężymy.
Chcemy tylko naszą wolność.
- - -
Nie chcemy uczestniczyć w codziennym wyścigu szczurów, ale często to jedyna szansa na godne lub chociaż w miarę godne życie. Pomimo bowiem spełniania neoliberalnych wymogów świat z bilbordów pozostaje takim samym kłamstwem jak wczoraj.
Świat, który nas otacza zdradę traktuje nie jako niewybaczalne zło, ale jako jedną z dostępnych opcji i możliwości. Dzień w dzień spece od marketingu ludzkich dusz próbują nam ukraść życia, słowa, emocje.
Mamy niewiele, ale żyjemy przede wszystkim myślą o lepszym jutrze – nie dla siebie tylko, ale przede wszystkim dla Narodu.
I nas, i ludzi wokół ten świat uczy wyłącznie bycia sukinsynem. Doprawdy ciężko nieraz w takim klimacie o idealizm. Zwłaszcza gdy, ci o których dobro walczymy, potrafią odpłacić wyłącznie nikczemnością.
Lecz może właśnie w tym jest sens tej walki? Wszakże nic o nas bez nas.
- - -
My, ukryty w mieście krzyk.
Grzegorz Ćwik
Grzegorz Ćwik - Ostatnie pokolenie buntu
W kultowym filmie „Hubal” w jednej z najbardziej znanych scen z tego dzieła tytułowy major, po tym jak odczytuje żołnierzom rozkaz generała Kleeberga o kapitulacji, rzuca sławetne „A więc w całej Polsce tylko my!”. Niestety dziś ta scena ma swoistą, jakże aktualną wymowę. Pośród nawały liberalizmu i nowej lewicy, pośród zdrady i zaprzaństwa prawicy, pośród sprzedawczyków i tych, którzy tylko chcą się ustawić i nachapać, my nacjonaliści spod sztandaru narodowego radykalizmu możemy powiedzieć to samo – w całej Polsce tylko my.
Co gorsze, obserwacja dynamiki zmian zachodniego świata każą sądzić, że Spengler miał rację i wszelkie imperia po okresie rozkwitu popadają w regres, upadek, dekadencję i wreszcie obumierają, by zrobić miejsce nowej sile. Świadomość tego sprawia, że być może jako pierwsze pokolenie w historii mamy szansę odwrócić, przynajmniej częściowo, ten proces.
Jako pierwsze pokolenie – i jednocześnie jako ostatnie pokolenie buntu. Stoją za nami liczne szeregi tych, którzy bili się za nasz kraj i ziemię. Żołnierze, bojownicy, Legioniści, powstańcy, rebelianci, konspiratorzy. Stoją za nami ci, którzy zwyciężali, ci którzy przegrywali, ci którzy w czasie beznadziei dbali o święty ogień idei, aby nie zgasł do reszty. I cóż, po to było to wszystko, aby teraz Polskę zdmuchnęła fala ignorantów modlących się do świętej unii europejskiej, religii prawoczłowieczej i chcących zamienić brudnego, głupiego i rasistowskiego Polaka na wymarzonego imigranta, który oczywiście ubogaci kulturowo nasz kraj? Biorąc pod uwagę i długość naszej historii i jej zwyżkowe momenty, to koniec taki jawi się cokolwiek jako żenujący i nieadekwatny.
Ale przecież walczymy! Cały czas istnieje Polska, z grubsza jednolita narodowo i etnicznie. Tyle dobrze, że w swej skrytej polityce popierającej masową migrację do Polski PiS postawił raczej na Ukrainę czy Białoruś, a w dużo mniejszym stopniu Pakistan czy Bangladesz. Jakkolwiek szybko odrabiamy dystans do degrengolady Europy zachodniej, to nie zmienia faktu, że jeszcze sporo nam brakuje i pokłady typowo ludowego zdrowego rozsądku, zwłaszcza na prowincji, są spore. Do tego rządzi partia, która w optyce Dukaja z książki „Lód” jest typowym „zamrażaczem” sytuacji, który daje nadzieję, że czasu jest troszkę więcej, niż w innej sytuacji.
Wszystko to jednak nie zmienia jednego, podstawowego faktu – jesteśmy ostatnią linią obrony. Nie tylko i nie tyle w znaczeniu takim, że za nami już nikt więcej nie podejmie się obrony starego świata, ale przede wszystkim w tym, że jeśli my nie zmienimy sytuacji, to po nas już nie będzie takiej możliwości. Mamy w większości przeciętnie 20-30 kilka lat, to znaczy, że przed nami przeciętnie około pół wieku życia. Jeśli nie zrobimy nic, by ograniczyć zgubny wpływ lewicy i liberałów na nasz Naród i całą Europę, to przy tej dynamice, można spokojnie przyjąć, że za pół wieku Polski nie będzie, albo stanowić będzie całkowitą wydmuszkę, pozbawioną swej kultury, etniczności i tradycji. Dotyczyć to będzie zresztą każdej europejskiej nacji. Samo oczekiwanie na upadek USA i przez niektórych spodziewany tym samym upadek antyludzkich ideologii jest raczej bezsensowny, przecież łatwo sobie można wyobrazić, że nowelewicowe i kapitalistyczne prądy będą dalej współistniały, mimo zmiany biegunów geopolitycznych. Nie ma też co liczyć na to, że Chiny czy jakakolwiek inna potęga będą je specjalnie jakoś zwalczać, skoro już teraz rząd pekiński finansuje ruch Black Lives Matter.
Jesteśmy ostatnim pokoleniem buntu. Jeszcze 20 lat temu nasza rzeczywistość była pełna subkultur i to nie zaćpanych i śmierdzących hippisów, ale skinów, punków, hiphopowców etc. To z definicji były ruchy antysystemowe i do tego obecne na ulicach, osiedlach i zgnębionych zbrodniami Balcerowicza blokowiskach. Nie ufano wówczas z definicji politykom, policji, mediom i gadającym głowom z telewizji. Do tego zdroworozsądkowość była w cenie, stąd ruchy lgbt, feministyczne i inne antycywilizacyjne ruchawki były ograniczone do autentycznego marginesu, o którym się nie słyszy i nie mówi.
Wraz z wstąpieniem do Unii i całym procesem „integracji” sporo się niestety zmieniło a kolejnym władzom udało się wykreować mit Unii, który Polacy, spragnieni dobrobytu i stabilizacji, łyknęli z łatwością doprawdy zadziwiającą. I tak bunt z wolna, lecz sukcesywnie i konsekwentnie zamienił się w materializm, idiokrację i kompletne wypłukanie z intelektualizmu. Efektem tego jest książkowe „społeczeństwo spektaklu”, gdzie liczą się udawane emocje, reżyserowane scenki dla ludu i sztuczne emocje, a rzeczywiste interesy załatwiane są z daleka od wzroku publiczności.
Jesteśmy ostatnim pokoleniem buntu. Ostatnim pokoleniem, która w ogóle wie i pamięta co to jest bunt oraz to, że w ogóle można się buntować. Jesteśmy ostatnim pokoleniem, które rozumie w jak głębokim syfie tkwimy i jak bardzo potrzebny jest opór przeciwko temu. W sercach i duszach niesiemy obraz normalności, do którego dążymy i o który walczymy. Następne pokolenia będą już całkiem przeżarte hedonizmem i wykolejeniem, które reprezentują choćby Mata i Young Leosia. To my, dzieciaki wychowane w brudnych latach 90-tych, dzieciaki pamiętające „reformy” Balcerowicza, dzieciaki słuchające oldschoolowego hiphopu, punka, racu i metalu – my jesteśmy ostatnią linią zapory i pokoleniem, które rozumie kim jest, skąd pochodzi i jakie ma przed sobą cele.
Tak, w całej Polsce tylko my. W całej może Europie tylko my, garstka idealistów, rebeliantów, aktywistów. Wiemy, że prawica i jej polityczne emanacje nas zdradzą, tak samo dobrze wiemy, że lewica i liberałowie przeżarci są rakiem autodestrukcji, na który nie ma lekarstwa. To co oni nazywają radykalizmem, ekstremizmem jest w gruncie rzeczy tęsknotą za powrotem normalności i tego co czyste i zdrowe. Nawet jeśli nie doświadczyliśmy tego za bardzo, to podskórnie czujemy czym ta normalność powinna być i tym silniejszy jest nasz bunt i nasza niezgoda na panujące status quo.
Nie możemy pozwolić by ten ogień w naszych sercach zgasł, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę jak liczne pokolenia stoją za nami, jak również przed nami, aby zastąpić nas w dziejowym procesie rozwoju Narodu. Poddać się teraz to pozwolić ostatecznie na zniszczenie Narodu i całego, ponad tysiącletniego dorobku naszych Przodków. Niejednokrotnie już w historii garstka zapaleńców potrafiła odmienić świat i zmienić losy swego Narodu – żeby wspomnieć tylko Strzelców w 1914 roku, żołnierzy Garibaldiego czy rewolucjonistów Castro.
Dlatego też naszym obowiązkiem jest walczyć, wierzyć i nie kalkulować zbytnio, jeśli idzie o szanse na zwycięstwo. Nie wiemy co przyniesie przyszłość, a nasza opinia co do perspektyw może być z gruntu nieprawdziwa, a przez to szkodliwa. To, że komuś z nas będzie się wydawać, że to co robimy pozbawione jest szans na sukces, nie znaczy, że tak jest, ale że ktoś ma po prostu takie subiektywne zdanie. Jesteśmy tylko jednym z kolejnych elementów dziejowego procesu trwania i rozwoju naszego Narodu. Niezależnie od wahań i wątpliwości naszym zadaniem jest trwać i walczyć.
Musimy zrobić wszystko, wszelkimi sensownymi metodami, aby choć trochę wlać normalności do panującego porządku. Trwający kryzys i z wolna kompromitujący się anarchiści, liberałowie i kosmopolici być może nieświadomie stwarzają nam szerokie pole do działania i odzyskania utraconych pozycji. Tej szansy już naprawdę nie możemy stracić.
- - -
Ostatnie pokolenie buntu. Jeszcze niedawno to mogło brzmieć jak ładne, pompatyczne hasło propagandowe, dziś jest smutną i surową prawdą. Jeśli nie my, to nikt. Jeśli my, to cała przyszłość przed nami i Narodem. Być może nawet nie przypuszczamy jak ogromna jest stawka i ile możemy wygrać, a ile przegrać. Dlatego też porzućmy wątpliwości, rozterki, momenty słabości i zrywajmy się śmiało Szturmem w Historię.
Ostatnie pokolenie buntu to właśnie my.
Grzegorz Ćwik
List środowisk nacjonalistycznych do Straży Granicznej
W obliczu trudnej sytuacji na wschodniej granicy naszej Ojczyzny środowisko nacjonalistyczne podjęło się napisania wspólnego listu do Strażników Granicznych. Strażnicy Graniczni są codziennie narażeni na ogromny stres i ryzyko oraz oczerniani przez liberalne media i celebrytów, w takiej sytuacji mamy moralny obowiązek okazania im wsparcia i pokazania, że Polacy stoją po ich stronie i są wdzięczni za to poświęcenie.
Oto początek naszego listu:
„Kierujemy na Państwa ręce wyrazy szacunku i podziękowania za ofiarną i odważną służbę w obronie polskiej granicy. Jednocześnie z zasmuceniem obserwujemy sytuację, w której niektórzy politycy, dziennikarze, ludzie kultury i sztuki, a także różnej maści celebryci obrażają polskich żołnierzy i funkcjonariuszy Straży Granicznej. Uważamy taką postawę za działanie zagrażające bezpieczeństwu Polski.”
Sygnatariuszami tego listu są:
Stowarzyszenie Obóz Narodowo – Radykalny
Stowarzyszenie Trzecia Droga
Redakcja miesięcznika narodowo – radykalnego „Szturm”
Stowarzyszenie na rzecz tradycji i kultury „Niklot”
Polscy nacjonaliści jasno stoją po stronie polskiego munduru i szacunku do niego oraz tych, którzy go dumnie noszą. Mówimy NIE dla oczerniania Straży Granicznej!
Oświadczenie grup narodowych ws. zagrożenia polskiej granicy z Białorusią
Konflikt hybrydowy Polski z Białorusią, który ma miejsce od miesięcy, wszedł ósmego listopada w decydującą fazę. Grupa paru tysięcy nielegalnych migrantów, prowadzona przez białoruskie wojsko i służby specjalne zaatakowała polską granicę w rejonie miejscowości Kuźnica. W związku z tym, my członkowie i sympatycy polskich organizacji narodowych i patriotycznych wzywamy do:
-
Natychmiastowego zamknięcia granic Polski z Białorusią oraz zakazania tranzytu białoruskich towarów przez terytorium Polski.
-
Wzmocnienia ochrony polskiej granicy i podjęcia zdecydowanych oraz zgodnych z prawem działań wobec osób nielegalnie przekraczających granicę z Polską.
-
Stanowczego i bezwzględnego egzekwowania przepisów prawa wobec osób, które w przestrzeni publicznej pomawiają funkcjonariuszy Straży Granicznej oraz żołnierzy Wojska Polskiego o działania niezgodne z prawami człowieka.
-
Podjęcia działań urzędowych lub antydezinformacyjnych wobec mediów polskich, których przedstawiciele powielają przekaz medialny władz białoruskich i rosyjskich.
Granica Polski jest nienaruszalna. Tysiące naszych przodków, patriotów i państwowców oddało swoje życie za walkę o nią i jej ochronę przed wrogimi siłami. Realia wojny hybrydowej XXI wieku, nie powinny i nie mogą być wykorzystywane jako wymówka do rozmywania konieczności ochrony bezpieczeństwa narodowego Polski. Granica powinna być zatem broniona za wszelką cenę i przy użyciu wszelkich możliwych i zgodnym z prawem środków.
Podpisano:
Obóz Narodowo-Radykalny
Brygady Narodowe
Projekt Narodowy Sympatyk
Redakcja Portalu Narodowe Wydarzenia
Redakcja pisma internetowego: „Narodowy Horyzont”
Narodowe Pabianice
Autonomiczni Nacjonaliści Warszawa
Autonomiczni Nacjonaliści Wielkopolska
Autonomiczni Nacjonaliści Łódź
Autonomiczni Nacjonaliści Chełm
Autonomiczni Nacjonaliści Stalowa Wola
Autonomiczni Nacjonaliści Puławy
Autonomiczni Nacjonaliści Lublin
Autonomiczni Nacjonaliści Białystok
Autonomiczni Nacjonaliści Wrocław
Redakcja portalu Autonom.pl
White Boys Wielkopolska
White North Crew
Stowarzyszenie na rzecz Tradycji i Kultury „Niklot”
Redakcja miesięcznika narodowo-radykalnego "Szturm"
Stowarzyszenie Zarzewie - Na Rzecz Tożsamości
Nacjonalistyczne Południe
Stowarzyszenie Trzecia Droga
Redakcja Portalu 3droga.pl
Redakcja pisma internetowego: „W Pół Drogi”
Stowarzyszenie Małopolscy Patrioci
Tarnowski Obóz Narodowy
Narodowe Żory
Narodowe Piaseczno
Narodowy Toruń
Narodowa Częstochowa
Narodowy Wyszków
Nacjonalistyczne Zabrze
Narodowa Ofensywa
Kieleccy Patrioci
Drezdeneccy Patrioci
Nacjonalistyczny Szczecin
Patriotyczne Suwałki
