niedziela, 31 grudzień 2017 23:44

Relacja z konferencji Europa przyszłości

10 listopada, na dzień przed narodowym dniem niepodległości oraz corocznym już Marszem, odbyła się w Warszawie konferencja "Europa Przyszłości". Impreza ta odbiła się szerokim echem w mediach, polscy nacjonaliści znów stali się obiektem zainteresowań mediów, które mogą, co prawda, przełknąć "modę na patriotyzm", ale nie konsekwentny, radykalny nacjonalizm.

Jeszcze na ponad godzinę przed wydarzeniem zaczęły zbierać się grupy osób zainteresowane imprezą. Pierwszym faktem, wartym odnotowania, był obiekt, w którym zorganizowano konferencję - eleganckie centrum biznesowe stało w ogromnej sprzeczności do najróżniejszych spelun, w których przez lata organizowano odczyty i referaty o podobnym wydźwięku ideowym. Świadczy to nie tylko o ogromnej klasie organizatorów, ale również o rozwoju polskiego nacjonalizmu, który powoli, pomalutku zaczyna wkraczać na salony. Jest to rzecz, która niezmiernie cieszy i należy mieć nadzieję, że to, co było pozytywnym zaskoczeniem, w przyszłości stanie się normalnością.

Drugim, wartym odnotowania, elementem wydarzenia były odwiedziny, jakie nacjonalistom złożyła kilkuosobowa grupka "antyfaszystów" związanych z Obywatelami RP, Komitetem Obrony Demokracji, feministkami i innymi, politowania godnymi, środowiskami. Kontrmanifestacja wobec konferencji wyglądała nadzwyczaj groteskowo - grupa, rzecz jasna, nie została wpuszczona na salę, utworzyła więc swoistą "ścieżkę zdrowia" (sformułowanie, którego użyli sami "antyfaszyści", pięknie ukazuje, do jakich tradycji politycznych jest im blisko), ukazując naszym oczom bannery z napisem "stop faszyzmowi" oraz "stop to facism" (sic!). Tak, drodzy państwo, środowiska lewackie, tworząc bannery, nie potrafią poprawnie napisać trzech słów w języku angielskim. Fakt, że jednocześnie ironizowano, że nacjonaliści muszą użyć Google Translate'a, by zrozumieć niniejsze hasło, jest w tym kontekście wyjątkowo groteskowy.

Odwiedziny w końcu się zakończyły, a po dokonaniu wszelkich niezbędnych przygotowań na sali, konferencja została rozpoczęta referatem Miłosza Jezierskiego w którym przedstawił on nacjonalistyczne rozumienie pojęcia paneuropeizmu. Warto wspomnieć, że referat był tłumaczony na język angielski, również - w przypadku zagranicznych gości - zapewniony był przekład, dzięki czemu wszyscy spośród gości mieli możliwość pełnego udziału w wydarzeniu.

Gości spoza Polski było pięciu. Pierwszym z nich był Denis Nikitin z ruchu White Rex, który w dość uroczy sposób przedstawiał realia rosyjskiego etnonacjonalizmu. Pomimo faktu, że mówił on o rzeczach często bardzo przykrych, takich jak represje reżimu kremlowskiego wobec środowisk narodowych w Rosji, optymizm, pogoda ducha i specyficzne poczucie humoru sprawiły, że - w moim odczuciu - był to jeden z dwóch najlepszych referatów w trakcie konferencji. Historie takie jak ta, w której tłumaczono zebranym na sali jak przekonać rosyjskiego milicjanta, że organizowana przez White Rex impreza sportowa nie ma charakteru ekstremistycznego, z pewnością utkwiły w pamięci wielu uczestnikom wydarzenia.

Kolejny prelegent, członek Rosyjskiego Centrum, opowiadał jeszcze dobitniej o tym, że sytuacja w Rosji, dla nacjonalistów, jest bardzo zła. Sam fakt, że Centrum funkcjonuje na Ukrainie, gdyż wielu spośród rosyjskich radykałów musiało uciekać z kraju przed represjami ze strony służb federalnych, jest dobitnym przykładem tego, jaką politykę prowadzi Kreml. Referat przygotowany był w języku polskim co, moim zdaniem, nie było zbyt dobrym pomysłem i osobiście wolałbym, gdyby został wygłoszony po angielsku bądź rosyjsku, przy jednoczesnym przekładzie.

Druga część panelu przyniosła ze sobą zmianę tłumacza, moim zdaniem, rewelacyjnie sprawdzającego się w tej roli (nie jest chyba wielką tajemnicą, że osoba ta od wielu lat mieszka w Wielkiej Brytanii). Ruben Kalep z Estonii przedstawił, w bardzo mocnych słowach, problematykę etnicznego nacjonalizmu, a swoje poglądy zaprezentował nadzwyczaj merytorycznie. Myślę, że według wielu uczestników konferencji, było to najlepsze wystąpienie. Polscy nacjonaliści zostali, przy okazji, zaproszeni na obchody odzyskania niepodległości przez Estończyków i "tradycyjny marsz z pochodniami", co oczywiście zostało przyjęte z dużą radością. Osobiście, jako katolik, polemizowałbym co prawda z poglądem prelegenta, że religia jest pochodną etnosu, był to jednak jedyny element w wystąpieniu, który wydał mi się kontrowersyjny, a poza tym nie został on przełożony na język polski (i nie zdziwiłbym się wcale gdyby było to celowe zagranie tłumacza).

Wystąpienie Oleny z Azowa nie było, dla osób, które znają już inne wystąpienia Ukrainki, wielkim zaskoczeniem. Było to wystąpienie bardzo dobre, mówiące dużo o polityce Rosji, ale również o potrzebie odrzucenia pewnych złych tradycji funkcjonujących w ideach narodowych. Z polskiego punktu widzenia cieszyć może deklaracja prelegentki, że azowcy domagać się będą od innych ukraińskich organizacji narodowych, by te kategorycznie zaniechały antypolskiej retoryki, pod groźbą zerwania stosunków pomiędzy organizacjami.

Ostatni zaprezentował się Aspir Leonis Befreier z ruchu alt-right. Od samego początku konferencji był osobą wyróżniającą się z tłumu, ubrany w białą koszulę i krawat wyglądał jak stereotypowy Amerykanin z wielkiego miasta, a dodatkowo na głowie miał, rzecz jasna, charakterystyczną czerwoną czapkę z hasłem wyborczym Donalda Trumpa "make America great again". W trakcie wystąpienia zdjął ją zresztą i z żalem odnotował, że niestety, ale amerykański prezydent zawiódł nadzieje, jakie pokładali w nim członkowie ruchu. Aspir mówił dużo o tym, jak biali Amerykanie są w Stanach Zjednoczonych traktowani jako gorsi, sprowadzani do roli tych, którzy muszą wiecznie przepraszać za samo swoje istnieje, o wpływie mediów na ten obraz (inna rzecz, że początek referatu poświęcony był wpływowi, lecz fluoru w żywności, co dla osób mało tolerancyjnych dla prawicowej fascynacji teoriami spiskowymi mogło być powodem do drobnej konsternacji), podkreślił też, że polski nacjonalizm jest wspaniały lecz posiada jedną, istotną wadę a jest nią szowinizm. Szowinizm, który sprawia, że polskiej prawicy zdaje się, że konserwatyzm Polaków jest na tyle silny, by obronić się przed falami liberalizmu, marksizmu kulturowego czy masowej imigracji w pojedynkę. Aspir przestrzegł uczestników wydarzenia, że takie myślenie jest błędne gdyż myślenie na Zachodzie, niegdyś było identyczne, a tylko razem jesteśmy w stanie obronić tradycyjne, święte dla nas, wartości. Amerykanin kilkukrotnie używał typowych dla ruchu alt-right sformułowań i bardzo wyraźnie widać było, że tłumacz, znając ich kontekst, lecz nie będąc pewnym czy sala poprawnie odczyta ich znaczenie, z pewnym rozbawieniem musiał na bieżąco podejmować decyzje, czy zwroty takie jak "meme war" czy "red pill" przekładać dosłownie, czy wyjaśniać polskim nacjonalistom, co dokładnie one oznaczają.

W trakcie konferencji oczywiście była możliwość zadawania pytań, skorzystano z tej okazji również w przerwie oraz po zakończeniu konferencji. Wydarzenie było frekwencyjnym giga-sukcesem, przez znaczną część czasu sala była pełna, pozostaje mieć nadzieję, że kolejne edycje "Europy Przyszłości" będą co najmniej równie udane.

niedziela, 31 grudzień 2017 23:42

Relacja z: Asgardsrei 2017

Jako redakcja "Szturmu" jesteśmy od dawna zdania, iż korzystnym dla nacjonalizmu jest zdobywanie kolejnych przyczółków w raczej zdominowanej przez naszych wrogów, kulturze masowej. Nie inaczej jest z bardzo popularną muzyką metalową i rockową, dlatego tym bardziej cieszymy się za każdym razem, gdy słyszymy o powołaniu jakiejś nacjonalistycznej inicjatywy w tym klimacie. Nasz anonimowy korespondent wziął przed właściwie dwoma tygodniami udział w kolejnej już edycji festiwalu muzyki NSBM (a więc skierowanej dla nacjonalistów raczej preferujących ciężkie, black metalowe brzmienia) i podzielił się z nami relacją z tego jakże zacnego wydarzenia.

===

16 grudnia o godzinie 16:00, w Kijowie odbył się Black Metalowy koncert Asgardsrei. Wydarzenie to miało miejsce w klubie Sentrum, kilka minut drogi od Majdanu. Po przybyciu pod klub zaskoczyła mnie ogromna liczba innych nacjonalistów oczekujących na wejście oraz... zabawny kształt synagogi po drugiej stronie ulicy. Gdy wszedłem do środka, ukraiński Burshtyn właśnie rozpoczynał koncert - zagrali swoje największe klasyki z czasów "Dub Buk". Przywitało mnie świetne wykonanie "Idu Na Wy", następnie spora grupa osób ruszyła do pogo przy dźwiękach "Slava Ukraini". Nagłośnienie i efekty w tle były najwyższej jakości. Koncert Burshtynu uważam za najbardziej udany. W przerwie między następnym występem odwiedziłem stoisko z ubraniami i gadżetami. Początkowo spory wybór z biegiem czasu trwania koncertu coraz bardziej się kurczył z racji liczby gości: +1200 osób. Jako druga wystąpiła grupa Naer Mataron, z którą zetknąłem się po raz pierwszy i zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Zagrali solidnie, kilka razy porywając ludzi do pogo. Po wystepie Greków oczekując na M8l8th, zintegrowałem się z ludźmi - wszak nacjonaliści i pasjonaci muzyki NSBM zjechali się tam z całego świata. Poznałem wiele osób z Niemiec, Słowacji, Czech, Francji, Wielkiej Brytanii, Polski, Austrii, Portugalii, a nawet z RPA. M8l8th jak na jedną z głównych atrakcji wieczoru, nie zawiódł publiczności. Po doskonale wykonanym intrze odegrał swoje najlepsze pozycje.Tak jak i wcześniej wśród tłumu powiewały różne flagi - serbskie, białoruskie i nie tylko. Poźniej przyszedł czas na Peste Noire i choć nie jestem wielkim fanem tej formacji, to spodobał mi się ich koncert, cały spędziłem pod sceną słuchając muzyki Francuzów. Niestety, pominąłem praktycznie cały występ Absurdu gdyż na wieść że lokalne grupy szmaciarzy z Antify biegają niedaleko klubu, udałem się wraz z grupą znajomych na mały rekonesans. Pomimo to - sądząc po opiniach ludzi, z którymi rozmawiałem po powrocie - jestem pewien, że ich koncert można śmiało nazwać esencją całego, świetnego klimatu Asgardsrei. Nie udało nam znaleźć tchórzliwych lewaczków, więc powróciliśmy na ostatni z występów. Finowie z Goatmoon oczywiście nie zawiedli, na ten koncert czekałem właściwie cały wieczór. Moim zdaniem to drugi najbardziej udany występ zaraz po Burshtynie. Około godziny 24 impreza się zakończyła.

Żaden zwycięzca nie wierzy w przypadek” ( F. Nietzsche – przyp. T.K.) to motto tegorocznego wydarzenia. Wypełniliśmy to przesłanie. W końcu nigdy nie wierzyliśmy w zbieg okoliczności, ale pracowaliśmy nad doskonałym planowaniem i realizacją.

Czas na refleksję i przegląd ostatnich kilku lat. Od wyśmiewanego „podwórkowego wydarzenia” w ciągu 5 lat zanotowaliśmy wzrost. Ciągle powiększająca się liczba odwiedzających, stale zwiększany profesjonalizm, sportowe wyniki i bardzo ambitny program charakteryzują Kampf der Nibelungen.

Koncert Ku Niepodległej jest stałym punktem obchodów Dnia Niepodległości. Wydarzenie zawsze cieszy się dużą popularnością, a na grały tam prawdziwe gwiazdy europejskiej sceny tożsamościowej. Nie inaczej było w tym roku.
Po udanym Marszu i sukcesie Czarnej Kolumny, która rozpaliła do białej gorączki liberałów, ale tez popsuła tęczowy wizerunek prawicy nacjonaliści w większości z "radykalnego klimatu" udali się na koncert. Trzeba przyznać, że miejsce spełniło wszelkie oczekiwania. Przestrzenny, elegancki postindustrialny lokal z klasyczną kolumnada nadawał pewnego "fasze" uroku. Koncert trwał już w najlepsze, a bramka nadal wpuszczała ludzi.

 2 września br. w Budapeszcie odbyła się manifestacja węgierskich identytarystów z organizacji „Identitas Generacio”. Tematem demonstracji było upamiętnienie wyzwolenia Budy przez oddziały europejskie 2 września 1686 roku.

Można by powiedzieć, że Festiwal Orle Gniazdo zadomowił się już na dobre w kalendarzu ,,imprez narodowych” w Polsce. Jest to, bądź co bądź, największe wydarzenie związane z szeroko pojętą muzyką tożsamościową w kraju, nic więc dziwnego, że cieszy się on rosnącą popularnością. Nie mogło na nim zabraknąć również przedstawicieli Szturmu, będącego patronem medialnym tegorocznej edycji.

  17 czerwca 2017 roku wybraliśmy się do Berlina aby wraz z Identytarystami z całej Europy wziąć udział w manifestacji Zukunft Europa- Bewegen und Verändern organizowanej przez Identitäre Bewegung Deutschland, której początek został wyznaczony przy dworcu kolejowym Berlin – Gesundbrunner. Manifestacja miała odbyć się w dzielnicy zamieszkałej w 85% przez ludzi obcego pochodzenia. Po licznych przygodach przed i w samym Berlinie dotarliśmy na miejsce zbiórki nieco spóźnieni i spotkało nas rozczarowanie. Policja niemiecka odgrodziła specjalnymi barierkami planowaną trasę manifestacji. Postanowiła nie wpuszczać dodatkowych osób. Mimo pierwszej nieudanej próby postanowiliśmy dostać się na manifestację w innym miejscu. Cała trasa marszu została zablokowana i odgrodzona przez policję, a w niektórych jej punktach ustawiła się tzw. niemiecka „antifa”. Robiliśmy podchody w wielu uliczkach i zaułkach aby dostać się na marsz. W tym czasie nasi koledzy zostali zablokowani przez lewicowców. Gdy w końcu udało nam się przedostać w okolice Volkspark Humboldthain i wydawało się nam, że jakoś dotrzemy do manifestacji natrafiliśmy na policyjne wilczury(!), które wydawały się bardzo głodne i po raz kolejny musieliśmy się wycofać.

Naprzód! Przed nami cały dzień,

A w sercach gra odwaga!

Nędzarzem jest, kto się nie zmaga,

I kto się trwożnie walczyć wzdraga…

Do szturmu! Jeszcze dzień!

Rozwiniemy na wietrze sztandary,

Niech jak orły nam załopocą!

Skona dzień, to pójdziemy nocą,

To się zorze nad nami wyzłocą!

Do szturmu! Jeszcze dzień!

- „Szturm”, utwór zespołu Tormentia

Niegdyś niedostępne i tajemnicze terytorium pogańskie, miejsce wypraw wikingów i osadnictwa ludów nordyckich, podbite przez teutońskich krzyżaków i kawalerów mieczowych, którzy przyłączyli je do państwa zakonnego. Następnie wyrwany z rąk niemieckich teren ten przechodził kolejno z rąk do rąk: Polaków, Rosjan, Szwedów, a w końcu w wyniku rozbioru Rzeczypospolitej znalazł się pod panowaniem Imperium Rosyjskiego, aż do I wojny światowej, gdy na to terytorium wkroczyły żelazne hełmy Kajzera. Rozdarty naród łotewski między dwoma imperiami, podobnie jak Polacy wywalczył niepodległość w listopadzie 1918 roku, która trwać będzie aż do II wojny światowej, gdy Armia Czerwona podbije państwa bałtyckie i rozpocznie się trwający do 1941 roku czerwony terror. Wtedy to hitlerowcy przeprowadzą zmasowany szturm na stalinowskie imperium, a innym narodom obiecają chwalebny udział w antybolszewickiej krucjacie. Powołany zostaje wówczas legion SS, do którego ochotniczo mają wstępować Łotysze. Ostatecznie większość znajdzie się tam w wyniku poboru. Wśród młodych antykomunistów łotewskich znajdzie się także nawet około tysiąca członków polskiej diaspory na Łotwie. W mundurach feldgrau będą toczyć zaciekłe walki na froncie wschodnim, by powstrzymać komunistów przed powtórną okupacją Łotwy, pamiętając o masowych mordach i wywózkach na Syberię. Mimo, że wojna totalna skończyła się klęską, to legioniści pokazali z jakiej stali zostali ukuci: w okopach Kurlandii czy ruinach stolicy Rzeszy walczyli do ostatnich dni wojny. Nawet oficjalny koniec największej w dziejach Europy wojny zakończony paradami i fajerwerkami w stolicach aliantów nie będzie dla nich końcem walki. Część legionistów dołączy do antykomunistycznego ruchu oporu zwanego Leśnymi Braćmi, polska część do polskiego podziemia antykomunistycznego, które współpracowało z łotewskimi antykomunistami. Niestety, koniec końców podobnie jak polskich żołnierzy wyklętych, los Leśnych Braci będzie tragiczny, a walka straceńcza. Wielu z tych którzy dostali się do niewoli aliantów nie zdecyduje się na powrót do okupowanej ojczyzny. Łotwa na ponad 40 lat zostanie wymazana z map Europy.

 

W Kijowie 2 i 3 lipca odbyła się konferencja zorganizowana przez Cywilny Korpus Azowa pod tytułem „Międzymorze- geopolityczna alternatywa dla Centralnej i Wschodniej Europy”. Zaproszeni przez działaczy Azowa zostali nacjonaliści z Polski, Rosji, Białorusi, Litwy, Łotwy, Słowacji, Chorwacji. Reprezentantami naszego kraju w Kijowie byli redaktorzy miesięcznika „SZTURM”, działacze Autonomicznych Nacjonalistów, oraz Instytutu im. Romana Rybarskiego.

 

Strona 1 z 2