Adam Busse - "O wadze kultu zwycięstwa dla żywota Narodu słów kilka"

Polska historia to ponad tysiącletnie pasmo wiktorii i klęsk na polach bitew, potęgi terytorialnej państwa polskiego i jego wielokrotnych upadków wskutek wpływających na nie czynników zewnętrznych i wewnętrznych, rozwoju gospodarki i jej zastoju, kształtowania się tradycji politycznych oraz nowoczesnego narodu polskiego. „Historia magistra vitae est” – jak mawiała łacińska sentencja, która powinna być dla każdego logicznie myślącego Polaka odniesieniem do budowy naszej wielkości. To właśnie z historii należy wyciągnąć konstruktywne wnioski na przyszłość, by nie popełniać więcej błędów z przeszłości. Błędów, które prowadziły niejeden raz nasz Naród i Ojczyznę ku głębokiej przepaści. Powinno się to wziąć pod uwagę tym bardziej, że historia nie jest nauką opartą na bezrefleksyjnym wkuwaniu dat i postaci, ale jest przede wszystkim nauką humanistyczną, pozwalającą na poznanie i zrozumienie pewnych procesów historycznych, jakie zachodziły na przestrzeni wieków, oraz ukształtowanie osobistego poglądu na pewne sprawy z naszej historii. Poglądu, który zawsze będzie subiektywny, ponieważ nie ma czegoś takiego jak tzw. „absolutny obiektywizm” i nigdy nie będzie.

Sierpień, ósmy miesiąc roku kalendarzowego, ma szczególne znaczenie dla historii Polski z minionego stulecia. W sierpniu obchodzimy rocznice wybuchu Powstania Warszawskiego, Bitwy Warszawskiej, heroicznej obrony Zadwórza przed bolszewikami 17 VIII 1920 roku (jednej z bitew określonych mianem „Polskich Termopil”), zwycięskiej bitwy pod Komarowem 31 VIII 1920 (największej bitwy kawaleryjskiej podczas wojny polsko-bolszewickiej) oraz podpisania porozumień sierpniowych w 1980 roku, na których mocy zarejestrowano największy w bloku sowieckim związek zawodowy NSZZ „Solidarność”. Podejmując problem przedstawiony w temacie niniejszego artykułu skupię się m.in. na dwóch najbardziej dobitnych przykładach – Powstania Warszawskiego oraz Bitwy Warszawskiej. To będzie wprowadzenie do znalezienia odpowiedzi na pytanie o to, dlaczego powinniśmy budować wielkość naszego Narodu na kulcie zwycięstw, nie zaś ciągłym celebrowaniu porażek.

Zdaję sprawę z tego, że to, co będę pisał, może zostać zinterpretowane na opak bądź wyrwane z kontekstu, niemniej trzeba ten temat podjąć choćby z jednego powodu. Polska krew jest zbyt cenna, by nią bezmyślnie szafować, co niestety uczynili politycy i dowódcy wysokiego szczebla wojskowego – szczególnie w okresie II wojny światowej, za co paradoksalnie nie ponieśli żadnych konsekwencji, tylko otrzymywali nowe, co bardziej zaszczytne funkcje publiczne, odznaczenia i chodzili w glorii bohaterów. Te tragiczne przykłady pokazują, że nie możemy już nigdy więcej pozwolić sobie na bezmyślny przelew polskiej krwi.

***

Dla kontrastu warto na początek porównać skalę obchodów Powstania Warszawskiego i bitwy z 1920 roku. Rocznicowe obchody powstańczego zrywu z 1944 roku odbywają się co roku w każdym mniejszym i większym mieście, gminie etc. na terytorium Polski pomimo faktu, iż ta bitwa została wydana Niemcom przez Armię Krajową w Warszawie, stąd miała charakter lokalny. Lokalny, ale istotnej wagi charakter miała również bitwa wydana bolszewikom w 1920 roku na przedpolach Warszawy. I obchody Bitwy Warszawskiej mają miejsce faktycznie w miejscu odbywania się walk, tu szczególnie należy wskazać Ossów i Radzymin, gdzie 13-16 sierpnia toczyły się najcięższe starcia Polaków z oddziałami Armii Czerwonej idącymi na Warszawę. Ten przykład dobrze pokazuje, o ile stopni uplasowano jedną z największych wiktorii oręża polskiego w historii. Niżej od Powstania.

To pokazuje, że w naszym Narodzie wytworzył się specyficzny kult przegranych bitew i porażek, które mają być uważane za „moralne zwycięstwa”, za które to „moralne zwycięstwo” uznaje się na przykład Powstanie Warszawskie. To jest dość problematyczne pojęcie, pojęcie „zwycięstwa moralnego”, wytworzone na użytek propagandowy, ponieważ nie ma go np. w internetowej encyklopedii PWN ani w słownikach języka polskiego. Pojęcie „zwycięstwa moralnego” – parafrazując śp. prof. Pawła Wieczorkiewicza – jest „bardzo dziwne, bo wojna jest przedłużeniem polityki, a w polityce nie ma kategorii moralnych. Ważne jest tylko to, czy posunięcie było skuteczne. Powstanie okazało się kompletną klęską. Klęską tego, co pozostało jeszcze z niepodległej Polski.” Poza tym trudny jest do zrozumienia sens definicji „moralnego zwycięstwa”. Na czym miałoby ono polegać? To pytanie pozostawię otwarte, niech każdy się nad tym zastanowi. Podejmując temat kultu klęski oddam głos jednemu z czołowych działaczy przedwojennego ONR, Zygmuntowi Dziarmadze, który w 1936 roku na łamach „Falangi” pisał tak o „kulcie cierpiętnictwa” oraz budowaniu wielkości Narodu w oparciu o kult zwycięstwa: „Wytworzył się u nas swoisty kult cierpiętnictwa, pasja święcenia klęsk i pogromów, ckliwa poezja owych dni, w które szabla polska i bagnet polski złamane leżały w krwi i kurzu przegranych bitew. Rozum nakazuje ocenić, serce nakazuje uczcić tę krew, co była przelana dla Ojczyzny w bolesnych godzinach klęski, nieraz nawet przelana daremnie, ale ten sam rozum i to samo serce mówi o tym, że ocenić i uczcić należy przede wszystkim krew zwycięską. Nie Cecora, Warna, Waterloo, nie Sedan czy Kosowe Pole są pomnikiem, który powinien hartować i urabiać ducha przyszłych pokoleń. Grunwald, Kircholm, Chocim, bitwa nad Marną, lub nad Wisłą – to są wiecznie żywe akty męstwa i woli narodów, to są właśnie pomniki bohaterstwa najczcigodniejszego – bohaterstwa, które budowało wielkość i potęgę i ma w sobie nieśmiertelne czynniki twórcze. My – Młodzi – jesteśmy żołnierzami, którzy idą do ataku. Dla nas rocznica zwycięstwa pod Warszawą ma swoją szczególną wymowę, właśnie dlatego, że zwycięstwo to odniesione było pod murami Warszawy. My składamy hołd tym, którzy w tej bitwie padli i tym, którzy zwyciężyli, ale właśnie dzisiaj, w rocznicę ‘Cudu nad Wisłą’ mamy niezłomną wolę do takich ‘cudów’ na przyszłość nie dopuścić… przynajmniej nad Wisłą. Jesteśmy batalionami szturmowymi Wielkiej Polski. Jeżeli będą zwycięstwa – to nad Szprewą i Odrą, pod Berlinem, Królewcem i Wrocławiem. My – Młodzi – mamy niezłomną wolę świętować rocznicę takich właśnie zwycięstw. Naród wolny, Naród wielki idzie naprzód, atakuje i zwycięża!” Nasza historia obfituje w szereg zwycięstw, których rocznice nie są już tak hucznie obchodzone przez Naród jak m.in. rocznica Powstania, a zwycięskimi bitwami zmieniającymi przebieg dziejów możemy się poszczycić, że wymienię tylko kilka przykładów, jak bitwy pod Cedynią, Grunwaldem, Orszą, Kircholmem, Kłuszynem, Chocimiem, Wiedniem i Warszawą (z 1920 roku). W naszej historii były także powstania zakończone zwycięstwami – Powstania Wielkopolskie z 1806 roku i lat 1918-1919, Powstanie Sejneńskie, II Powstanie Śląskie oraz bohaterska obrona Lwowa z 1918 roku.  

Inne narody tak europejskie, jak i te spoza Europy, celebrują święta narodowe/państwowe w rocznice swoich największych zwycięstw. Pierwszym przykładem z brzegu niech będzie Rosja. 9 maja obchodzony jest tam hucznie Dzień Zwycięstwa, upamiętniający kapitulację Berlina i zakończenie II wojny światowej. Tak, wiem o tym, że jest to element neosowieckiej polityki historycznej, i że Moskwa poprzez jej prowadzenie m.in. naciska i grozi sankcjami Polsce za ustawę dekomunizacyjną, stopniowe demontaże pomników Armii Czerwonej oraz równanie okupacji sowieckiej z niemiecką. Wiem również to, że dla rosyjskich nacjonalistów bohaterami pozostaną ci Rosjanie, którzy walczyli z bolszewizmem w latach 1917 – 1945, czyli m.in. białogwardyjscy generałowie Denikin, Judenicz, Korniłow i Wrangel oraz admirał Kołczak, żołnierze ROA czy powstańcy tambowscy. Bohaterami będą również liczone w milionach rosyjskie ofiary komunizmu, umierające w stalinowskich obozach śmierci na Syberii i Kołymie, rozstrzeliwane w masowych egzekucjach i pacyfikacjach antysowieckich wystąpień, torturowane w kazamatach więzień NKWD i stąd słusznym jest opór nacjonalistów wobec polityki historycznej Kremla. Wielu przeciętnych Iwanów jednak poczuwa się do dumy z rosyjskiego zwycięstwa w II wojnie światowej oraz mocarstwowości swojego kraju, co później przekłada się na frekwencję w obchodach państwowych oraz poparcie dla kształtowania takich, a nie innych wzorców historycznych (co ma odzwierciedlenie w sondażach). Innymi przykładami ze świata mogą być rocznice Dnia Niepodległości w USA, irańskiej Rewolucji Islamskiej z 1979 roku czy operacji „Burza” z 1995 roku w Chorwacji, gdy chorwackie wojska wyzwoliły Krajinę i zdławiły tamtejszy serbski separatyzm, Niemcy czczą bitwę w Lesie Teutoburskim z 9 roku n.e., w której starożytni Germanie zatrzymali pochód wojsk Imperium Rzymskiego.

Tę część tekstu zakończę słowami Romana Dmowskiego, że „Myśmy tak odbiegli od innych narodów, że święcimy klęski, gdy tamte święcą zwycięstwa.” Z kolei tak na kwestię wojny zapatrywał się jeden z mistrzów politycznej publicystyki II RP – Stanisław Cat-Mackiewicz: „My Polacy, wychowani na kulcie beznadziejnych i tragicznych aktów rozpaczy, mamy skrzywiony pogląd na kwestię wojny. Dla normalnego państwa 35-milionowego wojna to tylko instrument polityki narodowej. Wojna to nie harakiri szlachcica japońskiego, który zadowala swe uczucia zemsty za honor obrażony zabijając sam siebie. Wojna to nie demonstracja modlącego się tłumu, który z pieśnią na ustach szarżowany jest przez kozaków zaopatrzonych w białą i palną broń. Wojna się nie mierzy ilością bohaterskich zgonów, lecz ilością zwycięstw. Wojnę się zaczyna nie po to, by umierać, lecz po to, by wygrać.”

***

Wśród polskiej młodzieży na wzrastającej fali mody na patriotyzm rośnie zainteresowanie historią Polski, w tym i jej zwycięstwami. Jest to jednym z rezultatów mrówczej, wieloletniej pracy polskich nacjonalistów i środowisk kibicowskich na rzecz upamiętnienia narodowych bohaterów, szczególnie w czasach, gdy większości społecznej to nie obchodziło, a uczestnictwo nawet w Marszu Niepodległości wiązało się z ostracyzmem i przypiętą łatką „nazisty”. Dzisiaj nikogo nie zaskakują młodzi ludzie noszący kupione za 100 zł T-shirty z Husarią, Wyklętymi czy Polską Walczącą (abstrahując od świadomości i stosowności noszenia ich zależnie od okoliczności), coraz liczniejsze uczestnictwo młodych na uroczystościach patriotycznych, coraz większa ilość rekonstrukcji historycznych oraz rozciąganie obchodów rocznicowych na większe i mniejsze miasta. Bardzo dobrym przykładem tego, że powinniśmy częściej kultywować zwycięskie rocznice, będące w cieniu celebrowania porażek, są organizowane corocznie przez kibiców Lecha Poznań rocznicowe obchody wybuchu Powstania Wielkopolskiego. Odbywają się rekonstrukcje historyczne przyciągające rzesze poznaniaków, kibice wieczorem 27 grudnia odpalają pirotechnikę na poznańskich ulicach i minutą ciszy oddają hołd Zwycięzcom oraz organizują Marsz Zwycięstwa. Spośród innych inicjatyw mogę wymienić organizowany co roku w okolicach 12 września przez Obóz Narodowo-Radykalny Marsz Victorii Wiedeńskiej w Krakowie czy Marsz Zwycięstwa Rzeczypospolitej, który od kilku lat organizuje Młodzież Wszechpolska w rocznicę Bitwy Warszawskiej. Proporcja w upamiętnianiu rocznic jest istotna, jeśli w tym duchu chce kształcić się Naród.

 

O kwestii „polskiego cierpiętnictwa” kilkanaście dni temu napisał Zbigniew Lignarski na portalu „Nacjonalista.pl” w tekście zatytułowanym „Koniec z narodowym cierpiętnictwem!”: „Jako Polacy mamy dość długie tradycje w fetowaniu porażek, zaznaczając je nawet na czerwono w kalendarzu (3 maja). Tragizm naszej historii: straceńcze powstania, masowe mordy na Polakach, jest bez przerwy obecny w przestrzeni publicznej, biegunowo odbiegając jednak od pamięci narodowej, zadumy oraz refleksji. (…). Przy okazji utrwala się w ten sposób i tak już mocno zakorzeniony w polskiej świadomości (a może i mentalności) specyficzny kult przegranych bitew i przelanej krwi.” Idąc za Romanem Dmowskim naszym zadaniem jest kształtować nowoczesny Naród, budować jego wielkość i na nowo tchnąć ducha narodowego: „Te same pojęcia, które były imponującym przejawem wielkiego ducha w ubiegłej dobie narodowego życia lub potężnego ruchu ludów w zamkniętym już od kilku dziesiątków lat okresie dziejów europejskich, u ludzi dzisiejszych, w warunkach nowoczesnych, przy nowym typie życia są śmiesznemi strzępami, w które stroi się słaby duch, niezdolny do mierzenia się z rzeczywistością, z jej zagadnieniami i zadaniami. Zerwać te strzępy, zajrzeć odważnie w oczy prawdzie, odsłonić zagadnienia naszego nowoczesnego bytu narodowego – to największe zadanie dzisiejszej umysłowości polskiej.”

Czym jest wielkość Narodu? Jest ona – za Janem Olechowskim – „wynikiem pracy, pełnej poświęcenia, wysiłku umysłu i woli jednostek tworzących Naród, związanych z Nim psychiką, wspólnotą odczuwania i wspólnotą celów. Dokonywając tego, umysł nasz dochodzi do szczytu swego rozwoju, charakter staje się nieugięty, złe instynkty i namiętności opanowane, wartości moralne spotęgowane i wykorzystane. Osiągając maksimum wysiłku w tworzeniu wielkości Narodu, osiągamy maksimum wartości, które składają się na obraz pełnego człowieka.” Dalej pisał: „Pokolenia Polski przedrozbiorowej i Polski w okresie niewoli żyły mitem rycerskim, który znajdował swój najwyższy wyraz w słynnej maksymie, że ‘słodko i zaszczytnie jest umrzeć dla Ojczyzny’. Nam to już nie wystarcza. Dla nas ‘słodko i zaszczytnie jest żyć i pracować dla Ojczyzny’. Rozumiemy głęboko istotę słów Mochnackiego, który – poświęciwszy całe życie, energię i geniusz umysłu dla idei Polski wolnej i potężnej, po bezskutecznej walce z biernością, marazmem społeczeństwa z jednej strony, a przemocą wroga z drugiej strony – powiedział z poczuciem osobistego szczęścia – wewnętrznego zadowolenia, że ‘Polska była moim jedynym romansem’. Praca konkretna, nieustająca z najwyższym wysiłkiem dla wielkości Narodu jest treścią życia młodego pokolenia, dając mu sens istnienia i wewnętrzne zadowolenie równające się szczęściu osobistemu, o ileż wyższemu i pełniejszemu od materialistycznego szczęścia ludzi sytych i bez trosk.” Naród – cyt. prymasa ks. kard. Stefana Wyszyńskiego – „który nie wierzy w wielkość i nie chce ludzi wielkich, kończy się. Trzeba wierzyć w swą wielkość i pragnąć jej.” Nacjonalizm owszem powinien budować wielkość Narodu, jednak daleki musi on być od bezrefleksyjnej megalomanii.

Czym można mierzyć wielkość Narodu? Można ją zmierzyć siłą uczuć i emocji, ale także można mierzyć siłą argumentów, wiedzą o historii, dziejach, procesach historycznych oraz charakterze narodowym. Na przestrzeni wieków były Narody, które z innych racji stawały się wielkie, mimo np. małego terytorium. Jednym z takich czynników może być choćby wkład, jaki wniósł dany Naród w rozwój kultury na świecie (przykładowo starożytna Grecja). Ów pogląd potwierdza np. amerykański pisarz i publicysta Andrew Lawler słowami: „Naród istnieje, dopóki istnieje jego kultura.” Pytanie o mierzenie wielkości Narodu różnymi miarami także pozostanie otwarte.

***

Upamiętnianie wielkich zwycięstw miało miejsce już w starożytności – jako przykład warto tu wskazać triumf, czyli uroczystość będącą najlepszym wyróżnieniem dla rzymskich wodzów za szczególne wiktorie i zasługi na polu walki, który odbywał się pod wieloma wymagającymi warunkami (m.in. aktualnego lub byłego tytułu dyktatora, pretora czy konsula, posiadania „ius auspicii” – prawa badania woli bogów rzymskich, zwycięstwa nad zewnętrznym wrogiem, poszerzenia państwa wskutek wojny o nowe terytoria i odpowiedniej proporcji strat – niższe straty własne, a w pojedynczej bitwie miało zginąć więcej niż pięć tysięcy żołnierzy wroga). Triumfy odbywały się według określonego porządku i miały one początkowo charakter religijny, wiązały się z rytuałem oczyszczenia żołnierzy, później z czasem zatracały go i stawały się zwykłym widowiskiem na cześć zwycięskiego wodza wojsk rzymskich. W późniejszych wiekach odprawiano w kościołach msze i modły dziękczynne za odpieranie przez europejskie rycerstwo najazdów Imperium Osmańskiego, w Polsce odbywały się nabożeństwa jako podzięka za opiekę Bożą i dar zwycięstwa m.in. w bitwie pod Grunwaldem, wiktorii wiedeńskiej 1683 czy warszawskiej 1920 roku.

Teraz warto pochylić się nad pytaniem, które nasuwa się w związku z tytułem artykułu. Jak istotną wagę dla naszego bytu narodowego powinien odgrywać kult zwycięstwa, nie zaś ciągłe kultywowanie porażek z naszej historii. Na początek warto po krótce omówić genezę kultu przegranych powstań i zrywów narodowych w naszej historii, który szczególnie istotny przebieg miał miejsce w trakcie zaborów, a później niemieckiej i sowieckiej okupacji czasu II wojny światowej oraz ponad 40 lat komunistycznej dyktatury. Kultywowanie pamięci o dawnych dziejach polskiej historii przez nasz Naród miało służyć przede wszystkim „ku pokrzepieniu serc” w dobie germanizacji i rusyfikacji, w jego ramach powstały „Krzyżacy” i „Trylogia” Henryka Sienkiewicza, oprócz niego pisali również Bolesław Prus i Eliza Orzeszkowa, obrazy malowali Jan Matejko, Artur Grottger i Aleksander Gierymski, Stanisław Moniuszko stworzył polską operę narodową, a istotną rolę w przekazie literatury narodowej i języka polskiego pełnił teatr. Rozwijały się nurty pozytywistyczny i młodopolski w literaturze. Polacy z biegiem czasu musieli zrozumieć, zwłaszcza po upadku powstania styczniowego, że trzeba zmienić formę walki narodowowyzwoleńczej – i zarzucono na długi czas koncepcje kolejnych powstań na rzecz pracy u podstaw/pracy organicznej. II wojna światowa doprowadziła do zagłady polskiej inteligencji, słowem – ludzi ideowych, którym walka o niepodległość nie była obca. W okresie II wojny światowej kultywowanie pamięci o polskich bohaterach także służyła pokrzepieniu serc, tak samo w okresie PRL. Teraz, kiedy po 1989 roku powstało na nowo państwo polskie (aczkolwiek dyskusyjna jest jego forma, ustrój polityczny i system, z którym nacjonaliści muszą walczyć), ci zapomniani bohaterowie, jak Żołnierze Wyklęci, narodowe formacje ruchu oporu z II wojny światowej oraz powstańcy warszawscy są zasłużenie przywracani do panteonu bohaterów narodowych po kilku dekadach milczenia i zapomnienia, co nie powinno zwalniać nas, nacjonalistów, od zrewidowania dotychczasowego zmierzenia wielkości Narodu oraz podjęcia tego dzieła, o którym pisali m.in. Roman Dmowski, Zygmunt Dziarmaga czy Jan Olechowski.

Trzy lata temu na „polskatimes.pl” ukazał się wywiad Eweliny Nowakowskiej z Rafałem Ziemkiewiczem. W nim polski publicysta na pytanie o to, co dzisiaj dla nas wynika z wygranej Bitwy Warszawskiej, odpowiedział: „Że gdy Polacy do bohaterstwa i patriotyzmu dodadzą rozsądek, samoorganizację i sprawne struktury, wtedy są nie do pokonania. Ubolewam, że zamiast o tym pamiętać, wolimy pławić się w martyrologii i wspominać zrywy, w których bohaterstwem próbowano nadrobić brak tych pozostałych elementów. To 15 sierpnia, a nie 1 powinien być osią naszej narracji historycznej.” Ziemkiewicz nie jest odosobniony w swoich opiniach. Podobny pogląd podziela młody historyk, autor m.in. „Paktu Ribbentrop-Beck”, „Obłędu ‘44” i „Sowietów”, Piotr Zychowicz, który kilka lat temu udzielił wywiadu dla portalu „Granice.pl. Wszystko o literaturze”. W tym wywiadzie mówił, że „(…) nie możemy budować swojej tożsamości na kulcie największych narodowych klęsk. Przypomnijmy sobie ‘złoty wiek’ Rzeczypospolitej szlacheckiej, odwołujmy się również do naszych sukcesów i zwycięstw. Na przykład gdy obracamy się wokół tematu wojny 1920 roku, punktem odniesienia powinna być dla nas Bitwa Warszawska – wielkie zwycięstwo nad bolszewizmem, po którym powinniśmy postawić łuk triumfalny w miejscu, w którym stoi dziś Pałac Kultury i Nauki im. Józefa Stalina. Jest dla mnie niezrozumiałe, że polską tożsamość młodego pokolenia buduje się na kulcie klęski Powstania Warszawskiego, a nie zwycięskiej Bitwy Warszawskiej. Pamiętając zarazem, że to absolutnie fenomenalne zwycięstwo zostało zmarnowane przez polityków. Jesteśmy krajem, który ma świetnych żołnierzy, ale fatalnych przywódców. Tego między innymi uczy nas historia Polski.”

Kult zwycięstwa świadczy więc o wielkości i potencjale kulturowo-cywilizacyjnym każdego Narodu Europy i innych części świata. Nasz Naród nie powinien być w tym wypadku wyjątkiem od tej reguły i kultywować winien zwycięskie tradycje oręża polskiego. Jak ważny jest kult zwycięstwa dla tożsamościowego, kulturowego i cywilizacyjnego istnienia Narodu, zostało wspomniane wyżej ustami Dmowskiego i Dziarmagi. Oczywiście powinniśmy pamiętać o bohaterach, którzy zginęli wypełniając żołnierski obowiązek obrony Ojczyzny w 1794, 1831, 1863, 1939 i 1944 roku, ponieważ wykazali się charakterem, heroizmem ducha, poświęceniem i wykonali rozkaz, co powinno pozostać bezdyskusyjne. To równolegle nie powinno nas zwalniać od oceny geopolitycznej, militarnej i społecznej naszych zrywów powstańczych, niemniej jest to zagadnienie na osobny tekst. Daleko bowiem Naród nie zajdzie i nie stanie się wielki, jak będzie bezkrytycznie gloryfikował swoje klęski oraz powtarzał błędy z przeszłości, które będą nas kosztować bardzo wiele. To mógł podsumować Stanisław Cat-Mackiewicz, którzy tak pisał w jednej ze swych powieści: „O Polsko! Jesteś gorąco kochana i zasługujesz na tę wielką miłość, bo jesteś jak kobieta przepiękna, przekształtna z czarownymi oczami i cudownym głosem, ale w stanie wielkiego zdenerwowania, która sobie samej krwawi piękne ręce o kraty i druty kolczaste, bez innych rezultatów prócz straty zdrowia, sił i krwi.”

Należy odrzucić przy tym w terminologii i historiografii termin „moralnego zwycięstwa”, ponieważ niesie on sporo sprzeczności, a w praktyce nie oznacza nic innego jak realną porażkę. Nie wiem, co się może kryć za tym terminem, niemniej nasza historia już doświadczyła wielu takich „zwycięstw moralnych”, że powtórzę za starożytnym królem Epiru, Pyrrusem: „Jeszcze jedno takie zwycięstwo, a będziemy straceni.” Jeszcze dobitniej podkreślił to Piotr Zychowicz w „Obłędzie ‘44” krytykując określanie Powstania Warszawskiego terminem „zwycięstwa moralnego”: „Rzeczywiście ‘piękne’ to było zwycięstwo. Jeszcze jedna, dwie takie wiktorie i po prostu przestaniemy istnieć jako naród. Mimo to ludzie z tytułami naukowymi bez mrugnięcia okiem przekonują, że to Polacy w 1944 roku byli górą.”

Adam Busse

 

 

 

 

***

Wybrana bibliografia:

S. Cat-Mackiewicz, Był bal, Warszawa 1973.

S. Cat-Mackiewicz, Trzylecie. Broszury emigracyjne 1941 – 1942, Kraków 2014.

R. Dmowski, Myśli nowoczesnego Polaka, Lwów 1907.

R. Dmowski, Polityka polska i odbudowanie państwa, Warszawa 1989.

Z. Dziarmaga, W rocznicę zwycięstwa, „Falanga. Pismo narodowe” 1936, nr 6.

R. Jabłoński, Obłąkana koncepcja Powstania (wywiad z prof. Pawłem Wieczorkiewiczem), „Życie Warszawy”, 27 maja 2005.

D. Kitaszewski, O „Szturmie” bez skrupułów, „SZTURM – miesięcznik narodowo-radykalny” 2015, nr 11.

A. Lawler, Ocalić afgański skarb, „National Geographic”, marzec 2005.

J. Olechowski, W tworzeniu wielkości Narodu – szczęście i rozwój człowieka, „Falanga. Pismo narodowo-radykalne” 1937, nr 9.

N. Rodgers, Rzymska armia. Legiony, wojny i kampanie, tł. J. Jedliński, Warszawa 2009.

K. Sikora, Kwestia obchodzenia świąt i rocznic, „SZTURM – miesięcznik narodowo-radykalny” 2015, nr 11.